Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Teatr NN

Akademia Teatru Żydowskiego w Teatrze Starym

Akademia Teatru Żydowskiego była jednym z największych, najhuczniejszych i najbardziej obleganych wydarzeń w gmachu obecnego Teatru Starego. Przyciągnęła tłumy widzów i uwagę prasy, która rozpisywała się o niej szeroko i skwapliwie, najpierw ją anonsując, a potem zdając szczegółowe relacje z jej przebiegu. Przede wszystkim była jednak okazją do przypomnienia roli, jaką teatr przy Jezuickiej odegrał w historii żydowskiej sceny nie tylko w Lublinie, ale i w całej Polsce i przyczyniła się do powstania jednego z najważniejszych źródeł do historii żydowskiego teatru. Było to prawdziwe święto żydowskiej kultury, które na deskach dzisiejszego Teatru Starego obchodzono w radosnej atmosferze 27 lipca 1928 roku.

Trupa Abe Kompaniejca w Teatrze Panteon w Lublinie ze sztuką Di rumenisze chasene (Rumuńskie wesele) Mosze Schorra (na zdjęciu akt 2.), rok nieznany, Archiwum JIWO.

Akademię Teatru Żydowskiego zorganizowano w ówczesnym Panteonie – dziś Teatrze Starym – nieprzypadkowo. Przede wszystkim był to gmach już od kilkudziesięciu lat silnie związany z żydowską sceną, a od co najmniej kilkunastu funkcjonujący w powszechnej świadomości i w istocie działający jako teatr żydowski. Po drugie w lipcu 1928 roku Lublin znalazł się na trasie swoistego tournée Zalmena Zylbercweiga, 34-letniego wówczas literata, krytyka teatralnego, wreszcie badacza – wciąż krótkiej, ale już bardzo burzliwej – historii żydowskiego teatru i przyszłego autora monumentalnego, sześciotomowego Leksykonu teatru żydowskiego.

Jak młodym zjawiskiem był w międzywojniu teatr żydowski, najlepiej świadczy fakt, że za pierwszą w historii profesjonalną trupę dającą przedstawienia w jidysz uznaje się założony w 1876 roku w Jassach w Rumunii zespół Abrahama Goldfadena, którego działalność szybko odbiła się szerokim echem w całej Europie i wkrótce znalazła licznych naśladowców. Teatr ten miał oczywiście swoje korzenie i źródła, o których pisano już wielokrotnie – począwszy od karnawałowego charakteru niektórych świąt żydowskich, przez różne zespoły cyrkowe i wokalne zawiązujące się od XVII wieku, początkowo w związku ze świętem Purim, a potem i w oderwaniu od niego, aż po prekursorów Goldafena, dających pierwsze i nieśmiałe przedstawienia amatorskie w języku „żydowsko-niemieckim” już na początku XIX wieku. Potrzeba było jednak dekad i stuleci oraz szeregu zjawisk społeczno-politycznych i ekonomicznych, które szturmem wdarły się w życie społeczności żydowskiej, by wszystkie te zalążki rozwinęły się i uformowały w żydowski teatr z prawdziwego zdarzenia. A gdy teatr ten wykiełkował – niemal eksplodował niespotykanym bogactwem, pomysłowością i różnorodnością form, problematyki i środków wyrazu.

Eksplozja ta dotyczyła również popularności. W samym tylko styczniu 1928 roku, kilka miesięcy przed Akademią Teatru Żydowskiego w Panteonie, dziennik „Lubliner Tugblat” odnotował w lubelskich teatrach aż jedenaście premier w języku jidysz oraz dwie amatorskie scenki po hebrajsku. Większość tych sztuk – ale również innych wydarzeń kulturalnych: odczytów, dyskusji, koncertów, kabaretów, a nawet żydowskich wieców politycznych – odbywała się w owym okresie właśnie w Panteonie przy Jezuickiej, administrowanym jako teatr żydowski przez szereg zapomnianych, ale bardzo istotnych dla historii Lublina impresario. Bodaj pierwszym z nich był Jakub Waksman (1866-1942), osobistość kulturalna Lublina, który pierwsze kroki na scenie żydowskiego teatru stawiał już jako szesnastolatek. Waksman był również najbliższy utworzenia stałego zespołu, kiedy zawiązał własną trupę i w 1916 roku wydzierżawił teatr Rusałka nad Bystrzycą, a następnie, w 1918 roku, ówczesny teatr Panteon. W 1919 roku opuścił jednak miasto i wyjechał na tournée po Ukrainie, a chociaż po kilku latach wrócił do Lublina, chyba zupełnie porzucił działalność reżyserską i impresaryjną na rzecz pisarstwa, w której to dziedzinie był niezwykle płodny. Dziś, choć w zasadzie – niestety – zapomniany, uznawany jest przez znawców za jednego z najważniejszych autorów sztuk żydowskich w Polsce, jednak znaczna część jego dorobku (obejmującego około stu pięćdziesięciu pozycji!) nie zachowała się do naszych czasów lub jest rozproszona i zapomniana.

Jakub Waksman, Leksikon fun jidiszn teater, t.5, Mexico City, 1967 i Zalmen Zylbercweig, zbiory the Yiddish Book Center.

Miejsce Waksmana jako najemcy i impresario czy też kierownika artystycznego teatru Panteon już w 1919 roku zajął Szloma Herszkowicz (1885-1942?), aktor, reżyser i autor pochodzący z Łodzi, który znany był lubelskiej publiczności z występów jego trupy w teatrze Rusałka. Razem z Herszkowiczem na scenę impresaryjną w Panteonie wszedł Sumer Trachtenberg (1886-1942?), kupiec i właściciel pracowni plisowania przy Koziej 2, który, choć z przerwami, piastował tę funkcję bodaj najdłużej i niemal stale. Trachtenberg (o nim, a także Herszkowiczu oraz ich konflikcie ze Związkiem Zawodowym Artystów Żydowskich w Polsce pisałem już kilka miesięcy temu) pochodził z rodziny niezwykle zasłużonej dla lubelskiego teatru lub wręcz, jak wspominała jego krewna Cesia (Cypora) Fiszer z d. Trachtenberg, „nieprzytomnej na punkcie teatru”. Zasługi Trachtenberga dla rozwoju i podtrzymania sceny żydowskiej w Lublinie były ogromne – w zasadzie do końca lat 30. XX w. administrował również teatrami Rusałka i Nowości (przy Szpitalnej 11), i, jak się zdaje, w przeciwieństwie do swoich poprzedników poświęcał się wyłącznie działalności impresaryjnej, nie mając ambicji albo zdolności do rozwijania kariery na polu dramatopisarskim, reżyserskim czy aktorskim.

I właśnie za jego rządów w teatrze Panteon odbyła się Akademia Teatru Żydowskiego z udziałem Zalmena Zylbercweiga. Młody, ale bardzo już zasłużony i znany czytelnikom żydowskich gazet Zylbercweig odwiedził w tym roku kilka dużych polskich miast z podobnymi akademiami, których celem było zbieranie funduszy i materiałów do powstającego Leksykonu – dzieła ambitnego, które miało szczegółowo opisać pół wieku historii żydowskiej sceny. Program lubelskiej akademii, która rozpoczęła się – jak to było wówczas w zwyczaju – około godziny 22, był bardzo bogaty, obfitował w referaty, anegdoty, odczyty, a również sceny ze znanych jidyszowych sztuk w wykonaniu Wileńskiej Trupy Operetkowej pod kierownictwem Kadisza Chasza. Głównym punktem wieczoru okazało się jednak wystąpienie wspomnianego już Jakuba Waksmana, żywej legendy jidyszowej sceny, który podzielił się z widownią swoimi wspomnieniami na temat początków teatru żydowskiego w Polsce i w Lublinie.

Program Akademii Teatru Żydowskiego w teatrze Panteon, Archiwum JIWO oraz zapowiedź Akademii Teatru Żydowskiego w teatrze Panteon, dodatek do gaz. „Lubliner Tugblat”, nr 175.

Teatr Panteon (po lewej) w okresie międzywojennym, Narodowe Archiwum Cyfrowe.

„Według pana Waksmana – relacjonowała gazeta »Lubliner Tugblat« – teatr żydowski w Polsce narodził się w roku 1880. Wówczas to pierwsze przedstawienie zespołu aktorskiego pod kierunkiem reżysera Chaimowicza odbyło się właśnie w Lublinie w teatrze »Panteon«. W Lublinie zatem zapisano pierwsze karty w historii żydowskiego teatru. Trupa Chaimowicza odegrała wtedy Szulamis Goldfadena, ale dała tylko jedno jedyne przedstawienie. Następnego ranka policmajster zmusił żydowskich aktorów do opuszczenia Lublina” (A. Szwarcer, Teater niticen, „Lubliner Tugblat”, 31 lipca 1928).

Czy Lublin rzeczywiście był miejscem narodzin teatru żydowskiego w Polsce, czy też „zaledwie” jednym z miast, w którym stanęła jego kołyska? Jednoznaczna odpowiedź na to pytanie ginie w plątaninie źródeł i relacji, wiadomo jednak na pewno, że trupy te dotarły do Lublina już we wczesnych latach 80. XIX wieku, zaledwie kilka lat po triumfalny entrée Goldfadena w Jassach, zaś autorytet Waksmana każe traktować jego słowa poważnie. Alina Cała i Hanna Węgrzynek za jedną z pierwszych sztuk w jidysz zagranych w Królestwie Polskim uznają komedię Szmendrik, oder di komisze chasene (jid. Szmendryk (Głupiec), czyli komiczne wesele) Goldfadena w wykonaniu trupy Śpiewakowskiego z Odessy w Lublinie z 1880 roku (A. Cała, H. Węgrzynek, G. Zalewska, Historia i kultura Żydów polskich. Słownik, Warszawa 2000). Inni historycy teatru, w tym Stefan Kruk, wspominają o roku 1881, kiedy z jednym jedynym przedstawieniem po żydowsku bawił w Lublinie nieznany bliżej zespół z Odessy (S. Kruk, Lubelskie występy żydowskiego teatru narodowego z Odessy, „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego, nr 105, 1978). Dwa lata później, na przełomie sierpnia i września 1883 roku, w mieście pojawiła się trupa Natana Szwartza i A. Rozenfelda, związanych wcześniej z teatrem Goldfadena. Przedstawienia w języku jidysz trupa ta grała – podobno w drewnianym teatrze Teofila Laskowskiego i Zofii Broniec (Bronic?) przy Niecałej, który spłonął w listopadzie 1890 roku – z bardzo dużym powodzeniem średnio aż trzy razy w tygodniu. Mimo ogromnego zainteresowania wśród mas żydowskich, przedstawienia Szwartza i Rozenfelda zostały jednak nieprzychylnie przyjęte przez grono (nielicznej, ale wpływowej) asymilującej się żydowskiej inteligencji. Redakcja postępowego polskojęzycznego pisma żydowskiego „Izraelita” uznała wystawianie sztuk w języku żydowskim w Lublinie za działalność pogłębiającą odrębność społeczną Żydów i w konsekwencji szkodliwą dla środowiska żydowskiego. Było to pokłosie gorących już wtedy sporów tożsamościowych, które miały określić istotę żydowskości i zadecydować o przyszłym położeniu Żydów – jako mniejszości religijnej lub etnicznej w ramach narodów europejskich albo, co było wówczas często przedmiotem kontrowersji, odrębnego narodu. Sprawa języka żydowskiego, według opinii wielu maskilów i Żydów zasymilowanych brzydkiego i zanieczyszczonego i często przeciwstawianego „czystym” hebrajskiemu i językom europejskim, zdawała się dużej części ówczesnej elity żydowskiej jedną z głównych przeszkód na drodze do emancypacji Żydów. Niemniej Szwartz i Rozenfeld utrzymali się w Lublinie długo, a kres ich działalności położyło dopiero rozporządzenie rządu gubernialnego, które kategorycznie zakazało wystawiania w Lublinie sztuk w języku jidysz.

Ciekawe były jednak powody, dla których żydowskie trupy teatralne z wybrzeży Morza Czarnego pojawiały się w Lublinie. Jak relacjonował Kruk, powodem tej swoistej migracji była antyżydowska polityka carskiej Rosji, która w latach 80. XIX wieku doprowadziła do fali brutalnych pogromów. „Po kolejnej takiej akcji – pisał Kruk we wspominanym wyżej artykule – zorganizowanej na południu Rosji w 1883 r., żydowski teatr narodowy [Goldfadena] działający w Odessie zmuszony był do zawieszenia swojej działalności, a artyści – rozbici na mniejsze zespoły – rozproszyli się w poszukiwaniu chleba”. Z pewnością zwyczajnie bliżej było z Odessy do Lublina niż do Warszawy i innych miast Królestwa i choćby z tego powodu – jak w historii Lublina bywało już wcześniej i co miało powtórzyć się jeszcze niejednokrotnie – w zasadzie przypadkowo Lublinowi mógł przytrafić się laur pierwszej polskiej sceny, na której wystawiono sztuki żydowskie.

Od lewej: Projekt drewnianego teatru przy Niecałej, Archiwum Państwowe w Lublinie, za N. Przesmycka, Drewniane teatry letnie – fenomen XIX-wiecznej architektury kultury i rozrywki, „Wiadomości Konserwatorskie”, nr 68, 2021; plan rekonstrukcji teatru Panteon przy Jezuickiej w Lublinie, Archiwum Państwowe w Lublinie, Urząd Wojewódzki Lubelski, sygn. 1496; teatr Rusałka nad Bystrzycą, Biblioteka UMCS.

Kiedy Szwartz i Rozenfeld, a wcześniej Śpiewakowski wprowadzali na lubelskie sceny swoich aktorów, mało kto zdawał sobie chyba wówczas sprawę z dokonującego się na oczach publiczności przewrotu. Chociaż procesy zapoczątkowane pod koniec XIX wieku w Lublinie i innych miastach królestwa zostały wyciszone, wkrótce miało się okazać, że wyciszenie to było jedynie chwilowe i zapowiadało prawdziwą eksplozję teatru żydowskiego, który po 1905 roku i w czasach okupacji austriackiej podczas I wojny światowej zaczął rozwijać się na niespotykaną wcześniej skalę. To również na przedstawieniach Szwartza i Rozenfelda pierwsze, ale już chyba bardzo śmiałe kroki, stawiał nastoletni wówczas Waksman, który po kilkudziesięciu latach na deskach teatru Panteon rozsupływał przed lubelską publicznością historię tej właśnie sceny.

„Przyczyną przegonienia z Lubliny trupy Chaimowicza był fakt – opowiadał dalej Waksman w lipcową noc 1928 roku – że lubelski policmajster miał żydowską kochankę, niejaką Helenę Przechrztę, która, jak przystało na kochankę carskiego czynownika, prowadziła burdel. Helena Przechrzta przyszła na pierwsze żydowskie przedstawienie teatralne, ale w teatrze nie potraktowano owej osobniczki z należytym szacunkiem. Natychmiast poskarżyła się swojemu policmajstrowi i nazajutrz trupa musiała opuścić Lublin za uchybienie godności kochanki czynownika cesarskiego majestatu. (…) Szkoda – skonstatowała wówczas gazeta »Lubliner Tugblat« – że pan Waksman trzyma te wspomnienia wyłącznie w swojej pamięci, zamiast wydać je formie drukowanej”.

Loża teatru Panteon w okresie międzywojennym, zbiory Cipory Trachtenberg Fiszer.

Akademia Teatru Żydowskiego z 27 lipca 1928 roku i towarzyszący jej bankiet potrwały do wczesnych godzin porannych i obfitowały we wzruszenia, śmiech i łzy – niemal skondensowane emocje, które od lat królowały na deskach teatru przy Jezuickiej podczas niezliczonych sztuk – tych poważnych i zupełnie błahych. Była także świętem języka żydowskiego, który wybrzmiewał na jego scenie nie jako żargon czy szwargot, ale język dojrzałej kultury, która emanowała i rozsławiała tę właśnie scenę na całym świecie. Dochód z Akademii w dzisiejszym Teatrze Starym – a biorąc pod uwagę frekwencję, o której pisała prasa: dochód niemały – i materiały zebrane przez Zylbercweiga podczas rozmów z Waksmanem walnie przyczyniły się również do powstania jego Leksykonu, 6-tomowego dzieła, które na ponad trzech tysiącach stron miało początkowo zebrać historię żydowskiego teatru, a stało się jego monumentalnym pomnikiem. Jeżeli teatr przy Jezuickiej jest dziś wspominany na świecie, to właśnie za sprawą Waksmana, Herszkowicza, Trachtenberga i całego rzędu innych żydowskich impresario, reżyserów i artystów, którzy przemienili ten zrujnowany staromiejski budynek w prawdziwą świątynię żydowskiej sceny.