Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Teatr NN

Kokebebe

Idąc z Szerokiej na Szeroką, minąwszy Błotniki a potem Czutyk, wystarczy odbić z Rajsze w kierunku Gościńców i, nie wchodząc na Most przy ganeczkach, skręcić w Apteczną, minąć składy Icze-Mejera i Fajgele Awrum-Lejzers zajt, skąd przy Giełdzie w prawo i wzdłuż Lewartowskiej aż do Kokebebe. Na Czechów lepiej nie wchodzić i od razu pójść Za Ogród lub Piaskową na Piaski. Tym sposobem przejdzie się cały Lublin od Woli aż do kolei.

Mapa świata z atlasu w języku żydowskim, Moskwa 1928 (National Yiddish Book Center/ Internet Archive)

To oczywiście banał, ale przed wojną znaczna część polskich Żydów posługiwała się własnym językiem. Dzisiaj określamy go nieco nieśmiale trudnym do wymówienia „jidysz”, co znaczy ni mniej, ni więcej, a po prostu „żydowski”. W okolicach Lubelszczyzny krzyżowały się trzy główne dialekty wschodniego jidysz: polski, litewski i ukraiński. W samym Lublinie mówiło się natomiast po lubelsku, czyli w lokalnym wariancie dialektu ukraińskiego. O ile o „języku lubelskim” wiadomo stosunkowo niewiele, o tyle zachowało się całkiem sporo nazw, którymi po żydowsku określano przed wojną konkretne ulice i miejsca w Lublinie. Nazwy te dotyczą oczywiście tych dzielnic, które były przez Żydów zamieszkane – z grubsza całego miasta.

Po żydowsku „ulica” to „gas”. Słowo jest o tyle mylące, że niemieckie „Gasse” oznacza raczej „uliczkę”. Ta z kolei po żydowsku to „gesl”, ale w Lublinie mówiło się również „ulice”, co w żadnym razie nie znaczyło „ulicy”, a właśnie „uliczkę”. Od ulic odróżniano także drogi, czyli „weg”, zazwyczaj trakty prowadzące poza miasto, ale różnice pomiędzy nimi były na tyle niewyraźne, że jedna ulica mogła być i ulicą, i drogą, a pewnie i uliczką jednocześnie. W większości przypadków Żydzi podmieniali żeńską końcówkę polską na jidyszową, stąd Grodzka to Grodzke, Krawiecka – Krawiecke itd. Zwyczaj ten mieszał się z używaniem polskich form gramatycznych, czasem natomiast tworzono przedziwne wyrazy zakończone na „i” (Lubartowski, Szeroki) o niejasnym znaczeniu. Inne maniery przejawiały się także w zapisie nazw ulic przy użyciu liter, które stosuje się wyłącznie do słów pochodzących z języka hebrajskiego (tyczyło się to głównie litery wejs, którą umieszczano w miejscu, gdzie zazwyczaj pojawiłyby się cwej wown). W innych przypadkach tłumaczono nazwy ulic, na przykład Zielona stawała się dos Grine gesl (tracąc jednocześnie dumny status ulicy). Były jednak wyjątki, a niektóre nazwy – opisowe i bardzo rozbudowane, tworzone od nazwisk właścicieli poszczególnych domów – to prawdziwe perły pośród toponimów.

Stare Miasto

Główny trakt Lublina – Krakowskie Przedmieście – nazywano po żydowsku dokładnie tak samo jak po polsku – Krakower Forsztot, co jest kolejnym przykładem tłumaczenia nazwy polskiej. Częściej mówiło się jednak po prostu Krakowske gas, czyli ulica Krakowska i był to bodaj jedyny przypadek, kiedy nazwa zwyczajowa używana była powszechnie w reklamach, ogłoszeniach i innych półoficjalnych dokumentach. O Krakowskim mówiło się także Sztot – Miasto albo Naje Sztot – Nowe Miasto. Stąd w Lublinie powiedzenia „iść do miasta” albo „wracać z miasta” odnosiły się właśnie do Krakowskiego Przedmieścia. Bramę Krakowską, za którą zaczynała się dzielnica żydowska, nazywano der Sztotzejger – Zegar Miejski. „Ojf jener zajt sztotzejger” („po tamtej (drugiej) stronie zegara miejskiego”) oznaczało więc coś poza dzielnicą żydowską, w innym (polskim) świecie. Z zegarem wiązało się także inne powiedzenie. Wieczorami gromadziło się tam podziemie, w tym oczywiście prostytutki, na które mówiło się z tego powodu „mejdlech fun sztotzejger” („dziewczyny spod Zegara Miejskiego”). Czatowały one na klientów w zasadzie we wszystkich bocznych uliczkach Starego Miasta, ale ich „baza” znajdowała się przy ulicy Szambelańskiej, gdzie zainstalował się jakiś znany dom publiczny. Z tej racji Szambelańska znana była jako Szambelanke (Szambelanka), co miało zapewne dodać nazwie frywolnego charakteru. Po przejściu Bramowej wchodziło się na Rynek, który nie miał żadnej żydowskiej nazwy, ale jego fragment łączący się z ulicą Złotą nazywano farn Trybunoł, Ku Trybunałowi.

Der Sztotzejger, czyli Brama Krakowska, ze zbiorów Danuty Olech
Der Sztotzejger, czyli Brama Krakowska, ze zbiorów Danuty Olech
Powóz konny na Szambelance, w tle Sztotzejger, ze zbiorów OBGTNN
Powóz konny na Szambelance, w tle Sztotzejger, ze zbiorów OBGTNN

Także Grodzka nie miała swojej specyficznej żydowskiej nazwy. Mówiono na nią po prostu Grodzke gas. Ciekawie natomiast określano dzisiejszy Plac po Farze przy Archidiakońskiej, który po żydowsku nazywano Choneplac. Nazwa pochodziła od znajdującej się przy Grodzkiej 11 „Ochrony”, domu dla sierot i starców żydowskich. Polsko-jidyszowe „ochrone” na skutek różnych zjawisk fonetycznych zamieniło się w „chone”, skąd bardziej zrozumiałe Ochroneplac przybrało taką właśnie formę. Bramę Grodzką (Grodzker Tojer), podobnie zresztą jak po polsku, nazywano również Jidisze Brom (lub Jidisze Tojer), czyli Brama Żydowska. Za nią rozciągała się druga część dzielnicy, okalająca cały Zamek, po żydowsku Szlos. Tuż za Bramą wznosił się natomiast niewielki pagórek, przez Polaków nazywany czasem Psią Górką. Dla Żydów była to di Brik (Most, w jidysz rodzaj żeński) albo baj di geniklech (Przy Ganeczkach). Druga nazwa brała się z charakterystycznej dla tego miejsca zabudowy, pierwsza natomiast jest bardzo interesująca, bo wywodzi się być może z czasów, kiedy Brama pełniła jeszcze funkcje warowne i rzeczywiście zaopatrzona była w most. Na Moście zbiegały się w każdym razie ulice Zamkowa, Szeroka i Kowalska. Ostatnią z nich nazywano czasem cwiszn di gasthajzer, Między Gościńcami, ponieważ, jak twierdzą przekazy, miało się tam kiedyś znajdować wiele zajazdów. Mało skądinąd brakowało, a przed wojną zmieniono by nazwę Kowalskiej na ulicę Icchoka Lejbusza Pereca. W 1928 roku projekt był mocno popierany przez społeczność żydowską, ale ostatecznie nie zgodziła się na to Rada Miasta. Szeroka znana była powszechnie jako Jidngas albo Jidisze gas – ulica Żydowska, Zamkowa z kolei – Szlosbarg, czyli Zamkowa Góra lub ojfn Szlosbarg, Na Wzgórzu Zamkowym.

Widok z Bramy Grodzkiej na di Brik, czyli Psią Górkę, ze zbiorów Danuty Kowal
Widok z Bramy Grodzkiej na di Brik, czyli Psią Górkę, ze zbiorów Danuty Kowal
Di Brik w 1941 roku, fot. Max Kirnberger, ze zbiorów Deutches Historisches Museum
Di Brik w 1941 roku, fot. Max Kirnberger, ze zbiorów Deutches Historisches Museum
Widok w dół ulicy Zamkowej (Szlosbarg) w kierunku Bramy Grodzkiej, ze zbiorów Wojewódzkiego Oddziału Państwowej Służby Ochrony Zabytków w Lublinie
Widok w dół ulicy Zamkowej (Szlosbarg) w kierunku Bramy Grodzkiej, ze zbiorów Wojewódzkiego Oddziału Państwowej Służby Ochrony Zabytków w Lublinie

Po drugiej stronie Mostu rozchodziły się dwie inne ulice. Pierwszą z nich było Podwale (w starszej formie Podwal), które od znajdującego się tam w XVII wieku szpitala nazywano po żydowsku Untern Lazer (Pod Łazarzem). Na sam kościół św. Wojciecha mówiło się natomiast dos Jidisze Klojster (Klasztor Żydowski), ponieważ na początku XIX wieku zrujnowana budowla została zamieniona na mieszkania dla ubogich Żydów i niewielki dom modlitewny. Drugą z ulic odchodzących od tej strony Mostu była Krawiecka, jedno z najbiedniejszych miejsc w całym Lublinie. Ogólnie ulicę nazywano po prostu Krawiecke, ale bardzo interesująco przedstawiają się jej nazwy zwyczajowe. Na pierwszą jej połowę mówiono Woskebojne (Woskobojnia), mając zapewne w pamięci jakąś fabryczkę wosku. Jej druga połowa funkcjonowała z kolei pod nazwą Unterszlos lub Untern szlos, czyli Podzamcze. Dokładnie w ten sam sposób nazywano ulicę równoległą do Krawieckiej – Podzamcze właściwe. Te dwie ulice wytyczono i odróżniono od siebie stosunkowo późno, w żydowskim nazewnictwie odbijało się zatem echo czasów, kiedy cały obszar na południowy wschód od Zamku, luźno i dość niedbale zabudowany, określano mianem Podzamcza. Dzisiaj, z trudnych do zrozumienia powodów, Podzamcze zawędrowało daleko na północ, stanowiąc przedłużenie Alei Unii Lubelskiej i rozwidlając się w ulice Walecznych i Unicką (dawniej biegła tamtędy ulica Franciszkańska). Krawiecka w każdym razie zataczała za Zamkiem łuk, biegła na północ, po czym na wysokości dzisiejszego przejścia dla pieszych między Aleją Unii Lubelskiej a Tarasami Zamkowymi rozpływała się w Plac Krawiecki i wpadała w ulicę Jateczną. Kilka metrów dalej w kierunku obecnego placu PKS z Jateczną łączyła się niewielka ulica Mostowa. Część Jatecznej między Mostową a Sienną (która przed wojną biegła aż do dzisiejszego ronda im. Romana Dmowskiego) nazywano lebn kwores brikl (Obok Mostka Cmentarnego) lub di kwores briklech (Mostki Cmentarne), ponieważ wiodła tamtędy (przez Sienną) pierwotna droga na stary cmentarz żydowski. Na dalszy odcinek Jatecznej mówiono Jatkegas (czyli właśnie Jateczna, chociaż jatek dawno, a może i nigdy tam nie było), natomiast część ulicy stanowiącą wąski zakręt między synagogami Maharszala i Maharama a ulicą Szeroką nazywano dos Szulgesl, co w tym przypadku oznacza nie Szkolną, ale Uliczkę Synagogalną.

Panorama Podzamcza wykonana z Choneplac, czyli Placu po Farze. Na pierwszym planie dos Jidisze Klojster – kościół św. Wojciecha, a dalej zabudowania Krawieckiej, ze zbiorów Muzeum Historii Miasta Lublina
Panorama Podzamcza wykonana z Choneplac, czyli Placu po Farze. Na pierwszym planie dos Jidisze Klojster – kościół św. Wojciecha, a dalej zabudowania Krawieckiej, ze zbiorów Muzeum Historii Miasta Lublina
„Plac" Krawiecki, ze zbiorów Wydziału Architektury i Administracji Budowlanej Urzędu Miejskiego w Lublinie
„Plac” Krawiecki, ze zbiorów Wydziału Architektury i Administracji Budowlanej Urzędu Miejskiego w Lublinie
Skrzyżowanie Mostowej (na wprost) z Jateczną, w tym miejscu zaczynało się lebn kwores brikl, ze zbiorów OGBTNN
Skrzyżowanie Mostowej (na wprost) z Jateczną, w tym miejscu zaczynało się lebn kwores brikl, ze zbiorów OGBTNN
Dos Szulgesl, czyli Uliczka Synagogalna, po prawej stronie fragment kompleksu synagogalnego, ze zbiorów YIVO Institute for Jewish Research
Dos Szulgesl, czyli Uliczka Synagogalna, po prawej stronie fragment kompleksu synagogalnego, ze zbiorów YIVO Institute for Jewish Research
Poszczególne odcinki ulicy Jatecznej: kolor czerwony – Szulgesl; niebieski – Jatkegas; żółty – lebn kwores brikl, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu
Poszczególne odcinki ulicy Jatecznej: kolor czerwony – Szulgesl; niebieski – Jatkegas; żółty – lebn kwores brikl, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu

Gdyby z Szulgesl wrócić na początek Szerokiej, niedaleko dzisiejszych schodów na Zamek znajdowało się niewielkie przejście przebite pod Zamkową. Oficjalnie nazywano je Bramą Podzamcza, ale i Polacy, i Żydzi mówili na nie Brama Zasrana. Po żydowsku funkcjonowały dwa określenia tego miejsca i oba znaczyły to samo, z tym że Farkakte Brom to Brama Zasrana bez ogródek, a Fardoste Brom to eufemizm. Ta druga nazwa wzięła się od słowa „dos” – „to”, stąd „dosn” – „robić to”, a „fardoste” – „zarobiona”. Dzisiaj w jej miejscu, lekko przesunięte na południe, znajduje się ciasne przejście pod mostkiem na Zamek. Jak na ironię, tuż obok wybudowano kilka lat temu nowoczesny szalet.

Fardoste Brom, ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego
Fardoste Brom, ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego
Ulice i uliczki Podzamcza: kolor czerwony – Untern Lazer; żółty prostokąt – Jidisze Klojster; ciemny niebieski – Krawiecka, w tym zielony – w przybliżeniu część, którą nazywano Woskebojne oraz jasny niebieski – część Krawieckiej nazywana Unterszlos, czyli Podzamcze; kolor fioletowy – ulica Podzamcze; różowy – Fardoste Brom, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu
Ulice i uliczki Podzamcza: kolor czerwony – Untern Lazer; żółty prostokąt – Jidisze Klojster; ciemny niebieski – Krawiecka, w tym zielony – w przybliżeniu część, którą nazywano Woskebojne oraz jasny niebieski – część Krawieckiej nazywana Unterszlos, czyli Podzamcze; kolor fioletowy – ulica Podzamcze; różowy – Fardoste Brom, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu

Jeszcze dalej na Szerokiej, w miejscu w którym dzisiaj zaczyna się Plac Zamkowy, otwierał się wąski przesmyk między Szeroką a Kowalską. Był to nieistniejący dzisiaj fragment ulicy Cyruliczej, który Żydzi nazywali Aptejkgesl lub Aptejk ulice, czyli Uliczka Apteczna. Nazwa brała się oczywiście od apteki, która przez wiele lat znajdowała się przy końcu tego zaułka. W całym mieście nazywano ją podobno „żydowską apteką”, chociaż w rzeczywistości należała do chrześcijanina – magistra Szeligi. W swoim dalszym biegu Cyrulicza rozszerzała się do swojej obecnej postaci, a jej lewą stronę nazywano od imienia pewnego potentata Fajgele Awrum-Lejzers zajt. Mężczyzną tym był najprawdopodobniej Abram (po żydowsku Awrum) Lejzor Finkielsztajn, mąż Fajgi z domu Landau, który w połowie XIX wieku posiadał w tym miejscu ogromny plac rozciągający się aż do Czechówki. Co do samej nazwy, to „Fajgele” nie jest tu chyba zdrobnieniem od imienia jego żony, ale przezwiskiem właściciela. Jeżeli tak, nazwę można przełożyć jako „strona Ptaszyny Abrama Lejzora”. Fajga Landau nie była zresztą pierwszą żoną Finkielsztajna, a kiedy w 1856 roku wychodziła za niego za mąż różnica ich wieku wynosiła kilkadziesiąt lat. Ona sama urodziła mu około dziesięciorga dzieci, a pewnie miał ich jeszcze więcej, zmarł zaś w roku 1872. Kto wie, być może rozwój przestrzenny całej tej okolicy miał związek z podziałem własności Finkielsztajna pośród jego licznych spadkobierców.

Działo się w Mieście Gubernialnem Lublinie dnia szóstego Grudnia tysiąc osiemset pięćdziesiątego ósmego roku o godzinie dwunastej w południe stawił się Starozakonny Abram Lejzor Finkielsztein właściciel domu lat sześćdziesiąt cztery liczący ojciec w Lublinie zamieszkały w obecności świadków – takich a takich – okazał nam dziecię płci żeńskiej urodzone w Lublinie w domu Numer trzysta dziewięćdziesiąt jeden dnia drugiego bieżącego miesiąca i roku o godzinie dwunastej w nocy z małżonki jego Feigi z Landaów Finkielsztein lat dwadzieścia trzy liczącej któremu nadane zostało imię Blima.

Archiwum Państwowe w Lublinie, sygn. 1753/2/75

Fragment planu Lublina z ok. 1876 roku, w środku żółtego pięcioboku w centrum zaznaczono dom nr 391, czyli dom Finkielsztajna, materiał pochodzi z Lubelskiego Archiwum Cyfrowego (lac.lublin.pl)
Fragment planu Lublina z ok. 1876 roku, w środku żółtego pięcioboku w centrum zaznaczono dom nr 391, czyli dom Finkielsztajna, materiał pochodzi z Lubelskiego Archiwum Cyfrowego (lac.lublin.pl)

Prawą stronę Cyruliczej nazywano z kolei Icze-Mejer skladniks zajt, czyli strona składów Icze-Mejera, kolejnego bogacza z przełomu wieków. Oprócz tego, od nazwiska właściciela domu przy Cyruliczej 4, zwykło się na nią mówić Borensztajns zajt (strona Borensztajna), natomiast na miejsce, w którym Cyrulicza wpadała w Lubartowską mówiło się di Berze (czyt. ber-ze, nie beże), czyli Giełda, bo podczas I wojny światowej mieściło się tam centrum żydowskiego handlu walutami. W owym czasie ulicę Cyruliczą przecinały dwie inne – Furmańska i Nadstawna. Tę drugą, mimo że była to całkiem spora ulica, nazywano dos Gesl, czyli Uliczka albo Zaułek. Jeszcze w początkach drugiej połowy XIX wieku (a może i na początku XX?) cały obszar między Nadstawną a Lubartowską (zatem także Furmańską i pewnie Cyruliczą) nazywano ulicą Nadstawną. Zanim odróżniono od siebie poszczególne ulice, w mieście istniały co najmniej dwie Nadstawne, z których druga biegła tam, gdzie później Furmańska. Dla odróżnienia najstarszą część Nadstawnej nazywano po żydowsku Chejder gesl, czyli Uliczka Chederów, które miały znajdować się właśnie w tym miejscu. Według innych źródeł żydowskich na jedną z ulic w Lublinie mówiono także Podstawna, co stanowi małą zagadkę. Może chodzi o samą Nadstawną, może o Furmańską, a może o tak zwany Zakręt, czyli miejsce między powyższymi a Cyruliczą? Może to być także zwyczajna pomyłka. Do dzisiaj zachował się tylko niewielki fragment Nadstawnej powyżej Czechówki, a Furmańska zamieniła się w pętlę i na krótkim odcinku przejęła bieg starszej ulicy. Nieco niżej, po drugiej stronie Kowalskiej u zbiegu Rybnej i Noworybnej znajduje się Plac Rybny, który w jidysz nazywano ojfn barg cwiszn di gasthajzer, czyli Na Górze Między Gościńcami.

Cyrulicza 4, czyli Dom Borensztajna i strona Składów Icze-Mejera, ze zbiorów OBGTNN
Cyrulicza 4, czyli Dom Borensztajna i strona Składów Icze-Mejera, ze zbiorów OBGTNN
Nadstawnaja w dwóch miejscach (zaznaczona czerwonymi kropkami) na planie miasta z 1870 roku, materiał pochodzi z Lubelskiego Archiwum Cyfrowego (lac.lublin.pl)
Nadstawnaja w dwóch miejscach (zaznaczona czerwonymi kropkami) na planie miasta z 1870 roku, materiał pochodzi z Lubelskiego Archiwum Cyfrowego (lac.lublin.pl)
I dwie ulice Nadstawne na planie Cholewińskiego z 1912 roku, materiał pochodzi z Lubelskiego Archiwum Cyfrowego (lac.lublin.pl)
I dwie ulice Nadstawne na planie Cholewińskiego z 1912 roku, materiał pochodzi z Lubelskiego Archiwum Cyfrowego (lac.lublin.pl)
Kolor pomarańczowy – Aptejkgesl; granatowy – dos Gesl albo Chejdergesl, czyli Nadstawna; zielony – Cyrulicza, w tym na niebiesko strona Finkielsztajna i na czerwono strona Borensztajna lub Icze-Mejera; zielony kwadrat – di Berze, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu
Kolor pomarańczowy – Aptejkgesl; granatowy – dos Gesl albo Chejdergesl, czyli Nadstawna; zielony – Cyrulicza, w tym na niebiesko strona Finkielsztajna i na czerwono strona Borensztajna lub Icze-Mejera; zielony kwadrat – di Berze, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu
Śródmieście

Od zachodu Stare Miasto zamyka ulica Lubartowska, przed wojną centrum kulturalno-ekonomicznego życia żydowskiego w Lublinie. Ulica znana była pod bardzo wieloma nazwami. Zasadniczo mówiono na nią w jidysz Lewertower gas (Lewartowska), zachowując tym samym starodawną nazwę Lubartowa. Oprócz tego nazywano ją Lubartowske, ale także der Najer Weg, czyli Nowa Droga. Nowej Drogi nie należy mylić z ulicą Nową, czyli pierwszym odcinkiem dzisiejszej Lubartowskiej, ciągnącym się od Bramy Krakowskiej do skrzyżowania z Kowalską i Świętoduską. Tę ulicę nazywano Nowe, ale również bajm Pojliszn Targ – przy Polskim Targu, czyli placu targowym między Nową a Świętoduską. Żeby było trudniej, Nową Drogą zarówno Żydzi jak i Polacy określali także oddaloną o dwa kilometry Aleję Piłsudskiego, więc jeśli się uprzeć w Lublinie były trzy ulice o niemal tej samej nazwie. Lubartowska doczekała się także kilku synonimów. Zamiast „iść na Lubartowską”, mówiło się „iść do szpitala (żydowskiego)”, a zamiast „iść na Rogatkę Lubartowską”, chodziło się „do fabryki Hessa”. Nim doszło się jednak do jednego i drugiego za tzw. Mostem Żelaznym na Czechówce mijało się Nowy Plac Targowy (znany także jako Stary Targ!), nazywany po żydowsku bajm Jidiszn Targ (przy Żydowskim Targu) albo Fisztarg (Targ Rybny). Chyba nie trudno było przed wojną o nieporozumienia, bo mianem Najer Targ, czyli Nowego Targu Żydzi nazywali także wspomnianą wcześniej ulicę Nową. Oprócz Lubartowskiej na Nowy Plac Targowy (ale nie Nowy Targ) prowadziły Furmańska, Nadstawna, Targowa i Probostwo, dzisiaj natomiast w jego zachodniej części znajduje się sklep Bazar LSS Społem Lux. Nieopodal biegła uliczka Browarna, którą dzisiaj w dużej mierze pożarła Aleja Solidarności. Nazywano ją po żydowsku Szochetim gesl – Uliczka Szojchetów, czyli rzeźników rytualnych, ponieważ znajdowała się przy niej rzeźnia drobiu. O Browarnej będzie zresztą mowa jeszcze później.

„Apteka magistra W. Szeligi w Lublinie przeniosła się z Kowalskiej 16 na Nową 23 (róg z Kowalską 1)", „Lubliner Tugblat", 15 marca 1931 – słynna „żydowska apteka", od której wzięła swoją nazwę Aptejkgesl
„Apteka magistra W. Szeligi w Lublinie przeniosła się z Kowalskiej 16 na Nową 23 (róg z Kowalską 1)”, „Lubliner Tugblat”, 15 marca 1931 – słynna „żydowska apteka”, od której wzięła swoją nazwę Aptejkgesl
Nowa 23 i apteka Szeligi po przenosinach, fot.Stefan Kiełsznia, ze zbiorów Jerzego Kiełszni
Nowa 23 i apteka Szeligi po przenosinach, fot.Stefan Kiełsznia, ze zbiorów Jerzego Kiełszni
Początek ulicy Lubartowskiej, fot. Stefan Kiełsznia, ze zbiorów Jerzego Kiełszni
Początek ulicy Lubartowskiej, fot. Stefan Kiełsznia, ze zbiorów Jerzego Kiełszni
Uważne i uważni dostrzegą na szyldzie fabryki sandaletów „fin" zamiast ustandaryzowanego „fun"; była to jedna z cech lubelskiej wymowy jidysz
Tak zwany Most Żelazny na Czechówce, fot. Stefan Kiełsznia, ze zbiorów Jerzego Kiełszni
Kolor zielony – Nowy Plac Targowy; żółty – tzw. Most Żelazny; czerwony – Szochetim gesl, Browarna; kolorem niebieskim zaznaczono Czechówkę, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu
Kolor zielony – Nowy Plac Targowy; żółty – tzw. Most Żelazny; czerwony – Szochetim gesl, Browarna; kolorem niebieskim zaznaczono Czechówkę, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu

Od północy cały ten obszar opływała ulica Ruska, zataczająca łuk aż do Szerokiej i Cerkiewnej. Ruską Żydzi nazywali Rajszer gas. Znaczenie tego słowa jest niejasne, ale chyba pobrzmiewa w nim jidyszowa nazwa Rzeszowa, znaczyłoby ono zatem ulicę Rzeszowską, czyli prowadzącą na Ruś. Dziś przebieg Ruskiej uległ lekkim zmianom, przede wszystkim ulica straciła jednak swój mieszkalny charakter. Ze wszystkich budynków zachowały się tam bowiem tylko zabudowania Katedry Przemienienia Pańskiego, studnia u zbiegu Ruskiej, Szerokiej i Cerkiewnej oraz jeden budynek na skrzyżowaniu z Targową. Ponad Ruską, jak wiadomo, wznosi się natomiast starożytny Czwartek. Całe to wzgórze (ale też ulice Czwartek i Świętego Mikołaja, dziś Szkolna) nazywano po żydowsku Czutyk albo Czutek. Nojech Pryłucki, przedwojenny lingwista i wielokrotny poseł na Sejm tak wyjaśnił pochodzenie „Czutyku”:

W polskim słowie „czwartek” akcentowane a przekształciło się w długie u; R występujące po długiej samogłosce zanikło w wyniku wokalizacji, v zasymilowało się z u i tak powstał lubelski „čuutyk”.

N. Pryłucki, „Jidisz far ale”, nr 5, 1938, s. 156, przeł. P. Nazaruk

Ten andaluzyjski krajobraz to w rzeczywistości swojski Czutyk, Kościół św. Mikołaja na Czwartku, Wikimedia Commons, T. Chrzanowski,
Ten andaluzyjski krajobraz to w rzeczywistości swojski Czutyk, Kościół św. Mikołaja na Czwartku, Wikimedia Commons, T. Chrzanowski,
Kolor czerwony – przedwojenny bieg Ruskiej; ciemny niebieski – obecny; kolorem jasnoniebieskim zaznaczono Katedrę Przemienienia Pańskiego; żółtym – studnię u zbiegu Szerokiej i Ruskiej; zielonym – przedwojenny budynek przy Targowej, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu
Kolor czerwony – przedwojenny bieg Ruskiej; ciemny niebieski – obecny; kolorem jasnoniebieskim zaznaczono Katedrę Przemienienia Pańskiego; żółtym – studnię u zbiegu Szerokiej i Ruskiej; zielonym – przedwojenny budynek przy Targowej, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu

Za Czwartkiem Lublin stopniowo rozpływał się w Ponikwodę i znikał, zamieniając się w liczne folwarki. Żeby dostać się z powrotem na Krakowskie, można było wrócić Lubartowską, a potem skręcić w górę Świętoduskiej. Po drodze – zupełnie jak dzisiaj – mijało się wspomnianą ulicę Zieloną, czyli dos Grine gesl. Ze względu na mieszczący się tam komisariat mówiło się na nią także baj der policje (Przy Policji). Pobliską Staszica nazywano z kolei baj di szaritkes – Przy Szarytkach, które w XIX wieku przejęły znajdujący się tam klasztor karmelitanek bosych. Większość ulic położonych w tej okolicy Żydzi nazywali podobnie jak Polacy, zazwyczaj zmieniając po prostu końcówkę na jidyszową (Radziwiłowske, Niecałe itd). Na język żydowski praktycznie zawsze tłumaczono nazwę ulicy 3 Maja, która stawała się Driter Maj. Na pobliskie Aleje Racławickie mówiło się nochn Gortn, czyli Za Ogrodem (Saskim). W ten sposób określano również całą tę część Lublina, który w latach 30. kończył się na wysokości Alei Kraśnickiej. Mówiło się zatem „mieszkam Za Ogrodem” albo „spotkajmy się Za Ogrodem” itd. Ostatnią z ulic Śródmieścia, która miała znaną żydowską nazwę była Narutowicza. Jej koniec, zatem okolice dzisiejszego skrzyżowania z Głęboką i Nadbystrzycką określano arojf di Rures, czyli W Górę Rur.

Mężczyzna na pomniku w Ogrodzie Saskim, ze zbiorów OBGTNN
Mężczyzna na pomniku w Ogrodzie Saskim, ze zbiorów OBGTNN
Przedmieścia

Na północ od Ogrodu Saskiego zaczyna się Czechów (po żydowsku Czechew czy też Czechiw), niegdyś osobne miasteczko Wieniawa. Na okolice ulicy Leszczyńskiego Żydzi mówili Grojs Czechew, czyli Duży Czechów, natomiast na rejon pobliskiej ulicy Czechowskiej – Klejn Czechew, Mały Czechów; tak swoją drogą obie te ulice nie należą dzisiaj administracyjnie do Czechowa. Całe to przedmieście miało swój specyficzny koloryt i w Lublinie funkcjonowały związane z nim powiedzenia. Na mieszkańców Czechowa mówiło się czechewer kozes, czyli czechowskie kozy. Brało się to oczywiście stąd, że w ni to miasteczku, ni to wsi Wieniawie wszyscy Żydzi (uchodzący pewnie za małomiasteczkowych) rzeczywiście hodowali kozy, które oskarżali zresztą o zjedzenie rosnących tam niegdyś winorośli. W mieście funkcjonowało podobno powiedzenie „fir unter a koze kejn Czechew” („zaprowadź kozę na Czechów”), co miało znaczyć „znajdź sobie lepszego frajera”. Opisując w 1938 roku artykuł z „Gazety Polskiej” dotyczący niewykorzystanego potencjału kóz w gospodarce narodowej, żydowski tygodnik „Lubliner Sztyme” pisał prześmiewczo „Rehabilitacja kóz! Czechów może się cieszyć”. Rozważania o kozach, rolnikach i wyżywieniu narodu tygodnik konstatował następująco – wkrótce znane powiedzenie o kozach i Czechowie zastąpi „Wprowadź kozę na wieś”. Później Czechów zasłynął z częstych bójek, stąd rosłych awanturników w całym Lublinie nazywano czechewer jingl, chłopak z Czechowa.

ulica Czechowska – klejn Czechew, fot. Stanisław Jacek Magierski, ze zbiorów rodziny Magierskich
ulica Czechowska – klejn Czechew, fot. Stanisław Jacek Magierski, ze zbiorów rodziny Magierskich
ulica Czechowska – klejn Czechew, fot. Stanisław Jacek Magierski, ze zbiorów rodziny Magierskich
ulica Czechowska – klejn Czechew, fot. Stanisław Jacek Magierski, ze zbiorów rodziny Magierskich

Dla Żydów nie mniej istotnym, a może i ważniejszym od Czechowa było przedmieście Kalinowszczyzna. Na jej granicy, gdzieś w okolicach dzisiejszego Placu Singera znajdowały się zapomniane przez świat Błotniki. Skrawek „ziemi niczyjej” odcięty od reszty miasta rozległymi łąkami i mokradłami, a na jego skraju uliczka z kilkoma domkami na krzyż – żydowskie państewko nędzy i biedy, w którym rządy sprawowała niejaka stróżka Antosia, chyba jedyna Polka w całej okolicy, która nie chodziła zresztą do kościoła, a język żydowski znała lepiej od niektórych Żydów. Okolicę nazywano w jidysz di Blotnikes, a miejsce cieszyło się dużą niesławą i nazwa miała pewien specyficzny wydźwięk. Ludzie, którzy tam mieszkali – w większości biedota przymierająca głodem – należeli do najbardziej kłótliwych i rozplotkowanych w całym Lublinie. Stąd w przypadku gorących sporów mawiano „kłócimy się jak na Błotnikach” albo „to pasuje do Błotników”. Łąki na Błotnikach ciągnęły się aż do ulicy Siennej, za którą rozpościerał się prawdziwy ocean traw. Dzisiaj tereny te nie uległy większym zmianom, wyregulowano rzeki, a łąki zastąpiły ogródki działkowe, ale wciąż, ze względu na podmokły charakter, miejsce to nie zostało zabudowane. Fragment łąk, który dzisiaj zajmują Tarasy Zamkowe nazywano od nazwiska właściciela Orenbrods Plac (Plac Orenbroda). Na wiele lat z miejscem tym swoją historię związały żydowskie kluby sportowe. Od około 1918 roku służyło za boisko pierwszemu z nich, towarzystwu Szimszon (Samson), a później przeszło w dzierżawę klubu Hakoach (Siła), którego członkowie uporządkowali je i ogrodzili; nazywano je wówczas Sport-Plac, czyli po prostu Boiskiem. W latach 30. plac użytkowany był przez Towarzystwo Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej w Polsce (TOZ), które urządzało tam między innymi półkolonie dla biednych żydowskich dzieci. Od nazwy tej organizacji miejsce nazywane było czasem TOZ-Plac, Placem TOZ-u.

Plac Orenbroda
Drużyna piłkarska na Placu Orenbroda
Kolor czerwony – Błotniki; żółty – Plac Orenbroda, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu
Kolor czerwony – Błotniki; żółty – Plac Orenbroda, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu

Pierwszą część ulicy Kalinowszczyzna, zataczającą łuk nad starym cmentarzem żydowskim, nazywano der Brejter weg, czyli Szeroka Droga. Z racji, że prowadziła na kirkut, w mieście funkcjonowało powiedzenie „me zol dich szojn firn ojfn Brejtn weg” („niech cię już powiozą na Szeroką Drogę”). Mówiło się tak do osób, za którymi zbytnio się nie przepadało, ponieważ znaczyło po prostu „a żebyś zdechł”. Druga część Kalinowszczyzny, okolice Slomene Rinek (czyli Słomianego Rynku), znana była jako di Wolie, czyli Wola, a dokładnie di erszte Wolie (Pierwsza Wola). Mniej więcej od ulicy Towarowej aż do starego cmentarza żydowskiego ciągnęła się di cwejte Wolie (Druga Wola). Pierwsza Wola była zatem położona dalej od miasta niż Druga Wola – początkowo przedmieście to było bowiem osobnym osiedlem, które rozwijało się wokół Słomianego Rynku. Ulicę Tatarską, która biegła aż do zapętlających się dzisiaj Mełgiewskiej i Alei Tysiąclecia nazywano ojf di Tatares (Na Tatarach albo Na Tatary). Prawdopodobnie na ten właśnie fragment miasta mówiono także di drite Wolie (Trzecia Wola). W miejscu tym znajdował się słynny Młyn braci Krausse, nazywany powszechnie Młynem Krauzego, który zakończył swoją działalność zaledwie przed rokiem. Początkowo maszyny młyńskie napędzał nurt rozlewającej się tam wówczas Bystrzycy, a całe wagony mąki rozwoziły po bardzo słabych drogach potężne konie. Do pracy w młynie nadawały się tylko specjalnie wyselekcjonowane, największe i najsilniejsze zwierzęta, w związku z tym w mieście zaczęto używać powiedzenia „Krojzes Ferd” („Koń Krauzego”), którym określano żartobliwie wyrośnięte osoby, szczególnie… kobiety i dziewczęta.

Serce Woli – Słomiany Rynek, ze zbiorów Jolanty Kędzior
Serce Woli – Słomiany Rynek, ze zbiorów Jolanty Kędzior
Ulica Kalinowszczyzna, ze zbiorów Symchy Wajsa
Ulica Kalinowszczyzna, ze zbiorów Symchy Wajsa
Kolor pomarańczowy – Słomiany Rynek i Pierwsza Wola; czerwony – Towarowa i dalsza część Kalinowszczyzny, Druga Wola; zielony – Tatarska, natomiast zielony prostokąt to Młyn Krauzego; kolorem niebieskim zaznaczono ówczesny bieg Bystrzycy, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu
Kolor pomarańczowy – Słomiany Rynek i Pierwsza Wola; czerwony – Towarowa i dalsza część Kalinowszczyzny, Druga Wola; zielony – Tatarska, natomiast zielony prostokąt to Młyn Krauzego; kolorem niebieskim zaznaczono ówczesny bieg Bystrzycy, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu
Kolor czerwony – Kalinowszczyzna, w tym pomarańczowy – Pierwsza Wola, żółty – Druga Wola, niebieski – Szeroka Droga, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu
Kolor czerwony – Kalinowszczyzna, w tym pomarańczowy – Pierwsza Wola, żółty – Druga Wola, niebieski – Szeroka Droga, na bazie mapy przygotowanej przez geoportal2.lublin.eu

Na południowy zachód od Młyna Krauzego znajduje się dzielnica, która dzisiaj nazywa się Za Cukrownią. Obszar ten był jednym z najstarszych przedmieść Lublina i początkowo znany był jako Piaski lub Kazimierz, ponieważ według na poły legendarnych przekazów Kazimierz Wielki miał założyć tam pierwszą żydowską osadę w okolicach miasta. Prowadzącą tam ulicę Zamojską Żydzi nazywali Zamderweg, czyli Piaskowa Droga albo Droga na Piaski. Ulicę 1 Maja (dawniej Bychawska i Foksalna) zazwyczaj tłumaczono na jidysz jako Erszter Maj, ale używano także nazwy zwyczajowej ojfn Zamd (Na Piasku, czyli Piaski). Na mieszkańców tej dzielnicy mówiło się natomiast Zamder, Piaskowianie. Mniej więcej w połowie 1 Maja znajdowała się znana fabryka maszyn i narzędzi rolniczych Wolskiego, stąd całą tę stronę ulicy nazywano Wolskis zajt (strona Wolskiego). W dzielnicy tej znajduje się wybudowany pod koniec XIX wieku dworzec kolejowy, który ze Śródmieściem połączyła wspominana już der Najer Weg, czyli Nowa Droga – Aleja Piłsudskiego. W mieście funkcjonowało zresztą powiedzenie „fun der Wolie biz cu der kolie”, „z Woli (Kalinowszczyzny) aż do kolei”, które znaczyło „z jednego końca miasta na drugi”. Także w tej okolicy mieścił się znany młyn, dokładnie Młyn Piaski należący do Berka Ślimaka, od którego swoją nazwę wzięła ulica Młyńska. Dokładnie 10 sierpnia 1944 roku w młynie tym odbyło się pierwsze po II wojnie światowej zebranie ocalałej ludności żydowskiej. Jeżeli wierzyć, że Piaski rzeczywiście były miejscem pierwszego osadnictwa żydowskiego w Lublinie, fakt tego zebrania w tym właśnie miejscu nabiera dość symbolicznego wymiaru.

Zamder weg, czyli Zamojska, ze zbiorów Wydziału Architektury, Budownictwa i Urbanistyki Urzędu Miasta Lublin
Zamder weg, czyli Zamojska, ze zbiorów Wydziału Architektury, Budownictwa i Urbanistyki Urzędu Miasta Lublin
Kokebebe

W miejscu, w którym Aleje Solidarności i Tysiąclecia krzyżują się z ulicą Lubartowską, nad ukrytą dzisiaj Czechówką, w której kobiety prały w tym miejscu bieliznę, przerzucony był przed wojną tzw. Most Żelazny. Po drugiej stronie z rzeczką spotykała się wspomniana ulica Browarna. Czechówkę na tym odcinku nazywano Kokebebes tajch (Rzeka Kokebebe), Kokebebes port (Port Kokebebe), a czasem nawet Kokebebes jam, Morze Kokebebe. Ta przedziwna nazwa brała się od przezwiska właściciela tego obszaru, niejakiego Augustowskiego, którego tereny rozciągały się swego czasu na całe Probostwo. Jeszcze w latach 30. Augustowscy, zapewne jego krewni, mieszkali w tych okolicach, a kto wie – może żyją w Lublinie do dzisiaj? Kiedy jakiś syjonista czekał na certyfikat umożliwiający wyjazd do Palestyny, pytano go podobno żartobliwie „wypływasz z Portu Kokebebe?”. Skąd wzięło się to wymyślne przezwisko i co znaczyło – nie wiadomo, ale fakt, że nazywano od niego ten fragment Czechówki notuje kilka źródeł. Gdyby ktoś pytał, gdzie znajduje się Kokebebe, wystarczy powiedzieć, że obok Szochetim gesl.

Wzburzone wody Morza Kokebebe! Ulica Browarna podczas powodzi z 1947 roku, ze zbiorów Wydziału Architektury, Budownictwa i Urbanistyki Urzędu Miasta Lublin
Wzburzone wody Morza Kokebebe! Ulica Browarna podczas powodzi z 1947 roku, ze zbiorów Wydziału Architektury, Budownictwa i Urbanistyki Urzędu Miasta Lublin

Jedną sprawą jest jak zwyczajowe nazwy ulic zapisywano, inną natomiast jak wymawiano je na żydowskiej ulicy. Wiadomo na pewno, że w wielu przypadkach „o” wymawiano w Lublinie jak „u”, stąd tytuł największego żydowskiego dziennika to „Lubliner Tugblat”, a nie „Togblat”, jak sugerowałby jego zapis. Podobnie było zapewne ze słowami „sztot” – „sztut”, „fardoste” – „farduste” czy „brom” – „brum”. „L” najpewniej w większości przypadków wymawiano jak „ł” lub tak zwane „kresowe ł”, natomiast „u” jak „i” (stąd „fin” zamiast „fun”). Było to jednak charakterystyczne także dla wielu innych regionów Polski, natomiast lubelska wymowa była o wiele bardziej skomplikowana, o czym świadczą „czutyk” i „choneplac”, które pokazują z jak daleko idącymi przekształceniami słów mieliśmy do czynienia w mieście. Josef Hernhut, autor jednego z nielicznych, przedwojennych opracowań dotyczących lubelskiej toponimiki żydowskiej w kilku przypadkach zanotował (przy pomocy alfabetu fonetycznego) lokalną wymowę poszczególnych nazw. I tak Błotniki wymawiano blotnykəs; Rajszer, czyli Ruską – Raašɐ; wspomniany Czwartek – čuutyk; Untern Lazer, czyli Podwale – yntɐrn łaazɐ; plac między Rynkiem a Złotą – fɐRn tRybynûəł; nazwę ulicy Nowej – bɐRn pójłyšn taRyk; przezwisko wyrośniętych dziewczyn – kRóozys fejɐt; a di Sztot, Miasto – dy šuyt. Wymowę cwiszn di Gasthajzer, czyli Kowalskiej podał z kolei wspominany Nojech Pryłucki – tšysn dy gasthaazɐ.

Wycinki z żydowskiej prasy z Lublina z przykładami różnych zapisów nazw ulic: 1. Krakowske; 2. Krakowska; 3. Krak. Forsztodt; 4. Lubartowske; 5. Lubartowska; 6. Lubartowski; 7. Szeroki; 8. Bernardinski; 9. Krawiecki; 10. Peowiakuw zapisane z użyciem litery wejs
Wycinki z żydowskiej prasy z Lublina z przykładami różnych zapisów nazw ulic: 1. Krakowske; 2. Krakowska; 3. Krak. Forsztodt; 4. Lubartowske; 5. Lubartowska; 6. Lubartowski; 7. Szeroki; 8. Bernardinski; 9. Krawiecki; 10. Peowiakuw zapisane z użyciem litery wejs

W wyniku działań wojennych Lublin stracił prawie całą społeczność żydowską, zrównano z ziemią kilkanaście gęsto zabudowanych ulic i setki budynków, a wraz z nimi zniknęło całe bogactwo żydowskich, a pewnie i polskich nazw ulic, placów, uliczek i zaułków. Na miejscu kilku dzielnic powstały monstrualne aleje i ronda, które brutalnie przecięły okolice Zamku, skutecznie uniemożliwiając rozwój miasta w tym naturalnym i najbardziej logicznym kierunku.

Skala zniszczeń wojennych w rejonie Zamku, kolorem brązowym zaznaczone są istniejące dzisiaj budynki naniesione na mapę z 1928 roku, geoportal2.lublin.eu
Skala zniszczeń wojennych w rejonie Zamku, kolorem brązowym zaznaczone są istniejące dzisiaj budynki naniesione na mapę z 1928 roku, geoportal2.lublin.eu

Wybrane źródła:

Der Ejgener, „Rehabilitacje” fun di… kozes! Czechiw meg zich frejen…, „Lubliner Sztyme”, nr 8, 25 II 1938, s. 2;

Josef Hernhut, Lubliner gasn, „Jidisz far ale”, nr 5, 1938, s. 155-156 (wraz z komentarzem Nojecha Pryłuckiego);

Jakow Kojfman, Noch wegn lubliner gasn, „Jidisz far ale”, nr 6-7, 1938, s. 189-190;

Relacja Mariana Milsztajna, OBGTNN;

Nemen fun gasn, wos wern dermonen in buch, [w:] Dos buch fun Lublin, Paryż 1952, s. 665;

Nojech Pryłucki, Nemen fun lender, sztet, gasn, „Jidisz far ale”, nr 2, 1938, s. 47-54;

Róża Fiszman-Sznajdman, Majn Lublin, bilder funem lebens-sztajger fun jidn in farmilchomedikn Pojln, Tel Awiw 1982, s. 44; por. Tejże, Mój Lublin, Lublin 1989, s. 39;

Relacja Izydora Sznajdmana, OGBTNN

Symcha Wajs, Nazwy żydowskie niektórych ulic w Lublinie, Archiwum Symchy Wajsa, T. 15, k. 79;

Relacja Mosze Wasąga, OBGTNN.