Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Teatr NN

Madame Goldfeder

„Zanim nie przeczytałem o tym w jidyszowej prasie – wyznał pod koniec 1948 roku dziennikarz amerykańskiej gazety »Jewish Post« – nie miałem pojęcia, że nowojorską madame Curie jest pochodząca z Polski dr Anna Goldfeder, dyrektorka badań nad nowotworami w Wydziale Szpitali Nowego Jorku i pracownica naukowa Uniwersytetu Nowojorskiego. Drobna dr Goldfeder – dodał, – znajoma prawdziwej madame Curie, zaślubiona jest wyłącznie z pracą, a pracuje po dwanaście godzin na dobę”.

Rzeczywiście, z gazet w jidysz można dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy. Na przykład, że w długą podróż do Ameryki dr Anna Goldfeder wyruszyła z Lublina.

Dr Anna Goldfeder w swoim nowojorskim laboratorium w 1977 roku. Fot. Todd Weinstein, dzięki uprzejmości Autora (Photo ©Todd Weinstein)

„Od kilku lat w Nowym Jorku przebywa lublinianka, dr Anna Goldfeder – wspomniał we wrześniu 1935 roku Jakow Nisenbaum, czołowy publicysta naszego »Lubliner Tugblat«. – Dr Goldfeder, która zdobyła już uznanie w świecie medycyny, do Nowego Jorku wyjechała na zaproszenie Instytutu Naukowego Rockefellera. Dyrektor szpitala żydowskiego w Lublinie, dr Hersz Mandelbaum, który nie przepuszcza żadnej okazji żeby zrobić coś na rzecz swojej placówki, wykorzystał obecność dr Goldfeder w Nowym Jorku i po tym jak nominował ją ambasadorką szpitala, za jej pośrednictwem skontaktował się z lubelskimi ziomkostwami za Oceanem”.

Podczas konferencji ziomkostw lubelskich w Nowym Jorku – relacjonował Nisenbaum – dr Goldfeder przedstawiła krótko ówczesne położenie szpitala. Mimo, że konferencja była poświęcona przede wszystkim budowie Domu Pereca, planowanej siedziby żydowskiej szkoły ludowej, dr Goldfeder podkreśliła, że to właśnie szpital jest jedyną instytucją społeczną w Lublinie bliską sercom wszystkich Żydów bez wyjątku, niezależnie od ich światopoglądu czy zapatrywań politycznych. W związku z tym postanowiono najpierw dokończyć kampanię zbierania datków na rzecz nowego gmachu Szkoły im. Pereca (nawiasem mówiąc bardzo udaną, która zasiliła budowę kilkoma tysiącami dolarów), następnie zaś rozpocząć szeroko zakrojoną akcję pomocy szpitalowi żydowskiemu, adresowaną już nie tylko do ludzi pochodzących z Lublina, ale także członków ziomkostw wszystkich okolicznych miast i miasteczek. Za radą dr Goldfeder do lublinian mieszkających w USA już wtedy wystosowano memoriał dotyczący szpitala. Opisano w nim jego historię, rolę i znaczenie nie tylko jako placówki zdrowia przyjmującej pacjentów z Lublina i całego województwa, ale też ośrodka naukowego, umożliwiającego pracę i rozwój młodym lekarzom-Żydom, dla których drzwi innych szpitali były często zamknięte.

„Obecnie dr Goldfeder jest z powrotem w Lublinie – dodał Nisenbaum, – ale zbiera się już do kolejnego wyjazdu, ponownie na zaproszenie Instytutu Rockefellera. […] Opowiadała, że doprawdy poruszyło ją, z jakim entuzjazmem lublinianie w Ameryce mówili o swoim starym domu. Przywoływali nazwiska, daty, ulice, budynki, zupełnie jakby wyjechali z Lublina wczoraj, chociaż wszyscy, z którymi rozmawiała, mieszkają w Ameryce już od kilkudziesięciu lat”.

Szpital żydowski przy ulicy Lubartowskiej w Lublinie, zbiory rodziny Magierskich

Nowy i stary dom

„Z radia stojącego w stróżówce słychać dźwięki harmonijki rozchodzące się po pustym gmachu, który do niedawna był ruchliwym szpitalem Delafield – pisał w marcu 1977 roku Francis X. Clines na łamach »New York Times«. – W pomieszczeniach niżej 80-letnia dr Anna Goldfeder nie ma zamiaru porzucić pięćdziesięciu lat pracy wśród myszy i tajników badań nad rakiem. Kupiła grzejniki żeby jej myszy przetrwały grasującą po opuszczonym szpitalu zimę. I nawet kiedy miasto odcięło jej fundusze, zdołała uzyskać grant federalny pozwalający na utrzymanie trójki laborantów i prowadzenie dalszych badań nad nowotworami. »Czekam na jakiegoś darczyńcę« – mówi i nie brzmi to wcale tak rozpaczliwie pinterowsko, jak się zdaje. Chociaż dwa lata temu szpital został zamieniony na magazyn, dr Goldfeder nie ma zamiaru się wynosić. Uniwersytet Nowojorski obiecał jej co prawda pomieszczenia, ale nie ma środków na remont – sześćdziesięciu tysięcy dolarów na przeniesienie wszystkich klatek, mikroskopów i aparatury rentgenowskiej. »Potrzebuję pieniędzy! Na moim nowym biurze umieszczę oczywiście stosowną tabliczkę pamiątkową« – mówi”.

W 1977 roku dr Anna Goldfeder była już utytułowaną badaczką, jedną z pionierek w dziedzinie radiologii i kancerologii, co nie znaczy, że nie musiała mierzyć się z bezlitosną polityką cięć budżetowych. Ostatecznie przezwyciężyła i te trudności i jeszcze przez dekadę, niemal do swojej śmierci, pracując siedem dni w tygodniu po dwanaście godzin na dobę, prowadziła badania nad nowotworami w swoim laboratorium na Wydziale Biologii Uniwersytetu Nowojorskiego przy Washington Square. Amerykański biolog molekularny Sol Spiegelman w artykule A Tribute to Anna Goldfeder z 1982 roku rozpoczynającym pokonferencyjny tom dedykowany jej imieniu, zauważył, że po raz pierwszy dr Goldfeder zetknęła się z problemem nowotworów pod koniec lat 20. w Wiedniu, kiedy pracowała pod kierunkiem austriackiego patologa prof. Carla Sternberga. Mimo że Sternberg przestrzegał ją, że badania nad rakiem zrujnowały już wiele karier, to właśnie im dr Goldfeder poświęciła kilkadziesiąt lat swojego życia.

Zanim jednak zajęła się nowotworami i ostatecznie wyemigrowała do USA, w dość tajemniczych okolicznościach opuściła Lublin, ukończyła gimnazjum w Radomiu i w 1918 roku rozpoczęła studia na Uniwersytecie Karola w Pradze. Jeszcze przed uzyskaniem tytułu doktora nauk przyrodniczych – który otrzymała 27 kwietnia 1923 roku – 1 czerwca 1922 roku podjęła pracę asystentki na młodym Uniwersytecie Masaryka w Brnie. W latach 30. dr Goldfeder udzielała się również w polskich czasopismach naukowych. Przykładowo, w 1931 roku, już jako była asystentka Uniwersytetu Masaryka, opublikowała na łamach czasopisma „Medycyna Doświadczalna i Społeczna” artykuł o przemianie materii w komórkach złośliwych nowotworów. Siedem lat później, w „Warszawskim Czasopiśmie Lekarskim” – artykuł Biologiczne działanie promieni Roentgena i radu na tkankę normalną i nowotworową.

Na obu czeskich uniwersytetach zachowała się pełna dokumentacja dotycząca Anny Goldfeder. Oceny za poszczególne egzaminy, podania o przedłużenie asystentury, w końcu zaświadczenia wysyłane do Nowego Jorku, poświadczające jej wykształcenie i pracę w Czechach. Po raz pierwszy do USA wyjechała w 1931 roku, na zaproszenie wspomnianego Instytutu Rockefellera. Jak wynika z list pasażerów docierających do Nowego Jorku, w latach 30. dr Goldfeder odbyła kilka takich podróży. Ostatnią, jak się zdaje, w grudniu 1938 roku na pokładzie nowego francuskiego liniowca SS Normandie wypływającego z portu Le Havre w północnej Francji.

Liniowiec SS Normandie w nowojorskim porcie. Fot. Albert Julius Szunyog, Wikimedia Commons

W rodzinnym domu przy Karmelickiej 3 w Lublinie dr Goldfeder zostawiła rodzinę – ojca Chaima, matkę Taubę (z domu Frydman) oraz rodzeństwo. Co ciekawe, na liście płatników składek na lubelską gminę żydowską z 1936 roku, przy nazwisku dr Anny Goldfeder zanotowano inny adres – Powiatową 3 (do niedawna I Armii Wojska Polskiego, obecnie Żołnierzy Niepodległej). Być może kiedy jej bracia zaczęli się żenić, a rodzina Goldfederów powiększać, przy Karmelickiej zrobiło się zwyczajnie za ciasno. A może podczas powrotów do Lublina chciała mieć po prostu własne mieszkanie, położone skądinąd w dość bliskim sąsiedztwie domu jej rodziców. Chaim i Tauba Goldfederowie pochodzili z Józefowa nad Wisłą i również tam przyszła na świat ich córka, ale chyba na początku XX wieku, kiedy Anna Goldfeder miała kilka lat, cała rodzina przeniosła się do Lublina.

Przed wojną jej nazwisko brzmiało w Polsce niemal jak Rotszyld, a to za sprawą wielkiego warszawskiego bankiera Adolfa Goldfedera. I rzeczywiście, Goldfederowie z Lublina na pewno nie byli biedotą z Podzamcza. Posiadali część kamienicy, jej ojciec był zamożnym kupcem i stać ich było na studia córki w Czechach. Kiedy jednak dr Goldfeder dotarła do Nowego Jorku – jak opowiadał mi Dennis M. Brown, w drugiej połowie lat 70. jej asystent – początkowo musiała mieszkać w żeńskim akademiku, dokładnie w International House przy 500 Riverside Drive na górnym Manhattanie. Jej kariera naukowa szybko jednak nabrała tempa i już w latach 40. stale publikowała na łamach amerykańskiej prasy medycznej. W kwietniu 1942 roku „New York Times” donosił o wynikach jej badań, które rzucały światło na mechanizmy wytwarzania przez zwierzęta odporności przeciwko wszczepionym im komórkom nowotworowym i dawały nadzieję na odnalezienie sposobu zahamowania rozwoju nowotworów powstających spontanicznie. Nie mogła tego wiedzieć, ale w tym czasie trwała likwidacja lubelskiego getta, w którym dr Goldfeder straciła całą najbliższą rodzinę.

Przykładowe dokumenty z archiwów Uniwersytetu Karola w Pradze i Uniwersytetu Masaryka w Brnie dotyczące wykształcenia i pracy dr Anny Goldfeder (dzięki uprzejmości obu uniwersytetów)

X/gf

Kiedy zapytałem wspomnianego dr. Dennisa M. Browna – obecnie doświadczonego naukowca i współzałożyciela kilku firm farmaceutycznych – czy dr Goldfeder opowiadała mu cokolwiek o swojej młodości, II wojnie światowej i stracie bliskich, odpowiedział, że nie rozmawiała z nim na takie tematy. „Wiedziałem o jej studiach na Uniwersytecie Karola oraz że do Stanów przyjechała na stypendium Rockefellera. Część badań prowadziła wówczas na Harvardzie z dr. Shieldsem Warrenem, pionierem w radiologii. Poznałem jednego jej krewnego – dodał, – Jerrego, który uciekł z Polski po wybuchu wojny i w końcu dotarł do Nowego Jorku. Wydaje mi się, że wiele dla niego zrobiła po jego przyjeździe, on natomiast pomógł jej z przeniesieniem laboratorium na kampus Uniwersytetu Nowojorskiego. Jeden z jej znajomych opowiedział mi, że jej ojciec z powodzeniem handlował drewnem i dzięki swoim wpływom był w stanie pomagać ludziom w początkowym okresie wojny”.

Dr Goldfeder przyjęła Browna do swojego laboratorium jako bardzo młodego i początkującego naukowca. „Pracowałem z nią od 1974 do 1979 roku, kiedy dr Goldfeder była szefową laboratorium badań nad nowotworami i radiobiologią miasta Nowy Jork – opowiadał. – Laboratorium mieściło się w Szpitalu Francisa Delafielda powiązanym z Wydziałem Medycznym Uniwersytetu Columbia, ona natomiast wykładała dodatkowo biologię na Uniwersytecie Nowojorskim. Dzień, w którym przeprowadzała ze mną rozmowę kwalifikacyjną mógłby być sceną z filmu. Jej małe laboratorium mieściło się w piwnicach szpitala, zatrudniała trzech doświadczonych naukowców z Indii i Czechosłowacji z tytułami magistrów czy doktorów. Była już wtedy po siedemdziesiątce, mierzyła może półtorej metra i była bardzo szczupła. Mieszkała zaledwie dwie przecznice od laboratorium, bardzo kochała swoje badania, ale uwielbiała również muzykę klasyczną. Miała niesamowity śmiech i naprawdę chciała mnie czegoś nauczyć, była prawdziwą mentorką i inspiracją”. W wywiadzie dla Bernadette Tansey w branżowym portalu naukowo-biznesowym „Xconomy” wspominał z kolei, że dr Goldfeder, o ile nie patrzyła akurat w mikroskop kołysząc się lekko do muzyki Beethovena lub Rachmaninowa, poświęcała długie godziny opowiadając mu o pięciu dekadach swojej pracy nad biologią nowotworów. Później wykorzystała swoje wpływy, dzięki którym mógł rozpocząć doktorat z pominięciem żmudnych procedur aplikacyjnych. „Była twardą osobą – powiedział mi, – ale jednocześnie hojną w stosunku do swoich przyjaciół i współpracowników. Przekazywała pieniądze na wiele organizacji charytatywnych i oczywiście miała przyjaciół i znajomych wśród ludzi z całego świata, w tym również laureatów Nagrody Nobla”. A czy to prawda, że rzeczywiście znała Marię Curie? – dopytałem. Brown odpowiedział: „Tak, poznała ją. Łączyło je zainteresowanie potencjalnymi korzyściami medycznymi z zastosowania promieni rentgenowskich. Zresztą – dodał, – w latach 30. i 40. w nauce było bardzo niewiele kobiet, a dr Goldfeder miała w swoim laboratorium ich zdjęcia”.

Okładka czasopisma „Cancer Research” (vol. 35, No. 12, December 1975) wydawanego przez American Association for Cancer Research. Dr Goldfeder znajduje się tuż pod słowem „cancer”. Inne kobiety nauki, które znalazły się na okładce to (na prawo od dr Goldfeder): Ragna Rask-Nielsen, Katherine K. Sanford, Regina Schoental, Helene Wallace Toolan, Jane C. Wright, Rose Ruth Ellison i Elizabeth Fekete (dzięki uprzejmości AACR)

O dr Goldfeder zapytałem również prof. Richarda Axela, laureata Nagrody Nobla z dziedziny fizjologii i medycyny z 2004 roku, który na początku lat 70. miał z nią bliskie kontakty zawodowe. Prof. Axel odesłał mnie do wspominanego już eseju Sola Spiegelmana A Tribute to Anna Goldfeder z 1982 roku, dodając, że jego wspomnienia przedstawiają się podobnie. Spiegelman poznał dr Goldfeder pod koniec lat 60., kiedy objął posadę dyrektora Instytutu Badań nad Rakiem. „Wkrótce potem – pisał – wydarzył się pewien incydent, który na lata zatrzymałem dla siebie i nie wspominałem o nim dr Goldfeder. Otrzymałem wówczas list od komisarza Zdrowia Publicznego Nowego Jorku, który pisał: »Szanowny Panie, na naszej liście płac znajduje się dr Anna Goldfeder, której badania nad nowotworami wspierane są przez fundusze miejskie. Już dawno jednak przekroczyła ona obowiązkowy wiek emerytalny. Byłbym niezwykle wdzięczny, gdyby zechciał mnie Pan poinformować, czy jej praca jest aż tak istotna, by utrzymywać ją na liście płac, mimo że działanie takie jest jawnie bezprawne«. Kiedy otrzymałem ten list – pisał dalej Spiegelman – dwie rzeczy wydały mi się oczywiste. Po pierwsze, że za wszelką cenę muszę uniknąć jakiejkolwiek dyskusji z tą postacią o ważności lub nie badań prowadzonych przez dr Goldfeder, która to ważność usprawiedliwiałaby łamanie prawa. W takiej rozmowie nie miałbym szans z urzędnikiem. Po drugie, byłem pewien, że dr Goldfeder przetrwała już nieco więcej i dłużej niż ów komisarz i zapewne przetrwa i jego. Ostatecznie zdecydowałem się na najprostszą i najbezpieczniejszą rzecz – postanowiłem zignorować list i pozwolić komisarzowi zniknąć. I rzeczywiście tak się stało, po roku komisarz już nie pracował i razem z nim skończyły się groźby pod adresem dr Goldfeder”.

Wszystkie źródła zgodnie podkreślają, że osiągnięcia dr Goldfeder i jej wkład w rozwój współczesnej medycyny są nie do przecenienia. Dziedzina, którą się zajęła jest jednak bardzo niewdzięczna. Nowotwory wciąż stanowią jedną z największych zagadek medycyny, która stale wymyka się naszym próbom zrozumienia ich natury. „Rak – pisał Spiegelman – należy do tych problemów, których rozwiązanie w jakimś sensie być może w ogóle nie istnieje, ale można w tej dziedzinie czynić pewne częściowe postępy, usprawniające diagnostykę lub terapię na długo przed zrozumieniem istoty samego problemu. Takie osiągnięcia są trudne do wychwycenia i rzadko kiedy doceniane. Zajęcie się badaniami tego rodzaju wymaga odwagi osób takich jak Anna Goldfeder”.

Na pewno jednym z największych jej osiągnięć było wyhodowanie w latach 50. szczepu albinotycznych myszy laboratoryjnych, które nazwała od swoich inicjałów X/gf. Myszy te, z wyglądu bardzo podobne do popularnych myszy BALB/c, charakteryzuje niezwykła odporność na spontaniczne i zaindukowane nowotwory, w związku z czym idealnie nadają się do eksperymentów i wciąż wykorzystywane są przez niektóre laboratoria. Kiedy zapytałem dr. Browna w jaki sposób dr Goldfeder zaczęła swoją hodowlę, odpowiedział śmiejąc się: „Wyznała mi kiedyś, że po prostu poszła do sklepu zoologicznego, kupiła pierwszą parę i zaczęła je rozmnażać”. Wśród innych jej osiągnięć Spiegelman wymienił między innymi: „Była jedną z pierwszych, którym udało się wyhodować in vitro kulturę ludzkich komórek nabłonka – osiągnięcie tym bardziej monumentalne, że dokonała tego przed wprowadzeniem antybiotyków”. Inne z jej dokonań, opisywane na łamach fachowej literatury medycznej, wymykają się rozumieniu laików, ale wiele z wypracowanych albo udoskonalonych przez nią metod do dziś stosuje się w badaniach nad nowotworami. Spiegelman zadedykował jej wiersz, w którym pisał o niej i jej podobnych jako o łagodnych olbrzymach, którzy cicho przemierzają nasz świat, nie domagając się uznania i których obecności nie zwiastuje oślepiający blask geniuszu; należą za to do owych cichych i odważnych, którzy szukając i ucząc prawdy kształtują świat dla przyszłych pokoleń.

Myszy laboratoryjne BALB/c, cechy zewnętrze tych myszy są identyczne jak szczepu X/gf. Fot. Aaron Logan, Wikimedia Commons

Prima Aprilis

Piętnastego lutego 1993 roku, kiedy zmarła, dr Goldfeder miała za sobą bardzo długą i wyboistą drogę, która poprowadziła ją z Józefowa nad Wisłą, gdzie się urodziła, Lublina, gdzie dorastała, aż na odległy i obcy Manhattan, który stał się jej prawdziwym domem. Jej życie prywatne w Ameryce pozostaje zagadką – nie miała tam męża, nie wiadomo, czy była z kimś związana i czy poza godzinami pracy i słuchaniem muzyki klasycznej cokolwiek wypełniało jej codzienność. Nie dowiedziałem się także, czy kiedykolwiek wspominała swoje rodzinne strony i czy po wojnie angażowała się w działalność lubelskich ziomkostw za Oceanem. Sekretem, który być może z powodzeniem starała się ukryć był także jej wiek. W większości źródeł jako data jej urodzenia figuruje rok 1897 i rzeczywiście, w tym roku w Józefowie przyszła na świat Gitla, córka Chaima i Tauby Goldfederów, wydaje się jednak, że chodzi tu o jej siostrę. Chana, czyli Anna, Goldfeder urodziła się z tych samych rodziców sześć lat wcześniej, 1 kwietnia 1891 roku i chyba to właśnie ona została późniejszą pionierką badań nad rakiem. W jednym z dokumentów przechowywanych w archiwum Uniwersytetu Karola w Pradze przy jej nazwisku jako datę urodzenia zaznaczono 1 kwietnia 1897 roku. Być może odjęła sobie 6 lat (rzecz prosta przy cyfrach 7 i 1), ponieważ inaczej nie mogłaby podjąć normalnej nauki i studiów. W aktach lubelskiego rabinatu, udostępnionych przez Jewish Records Indexing – Poland, znajduje się interesujący wpis: poświadczenie rozwodu urodzonej w Józefowie córki Chaima, Chany Goldfeder z Jechielem Rozenblumem z Radomia. Być może chodzi o tę samą Chanę, późniejszą dr Annę Goldfeder, która po rozwodzie w listopadzie 1912 roku poszła do radomskiego gimnazjum, a potem wyjechała do Czech. Puzzle tej układanki pasują do siebie, ale trudno powiedzieć, czy składają się na klarowny obraz. Nie ulega w każdym razie wątpliwości, że podobne sytuacje się zdarzały. W Lublinie chyba najbardziej znanym przykładem jest rozwód Beli Szapiro, która zakończyła nieudany, zapewne zaaranżowany przez rodziców, związek z niejakim Szyffrem i poświęciła się działalności politycznej.

Przez większość życia dr Goldfeder usiłowała rozwikłać wielkie zagadki medycyny. W 1977 roku, kiedy borykała się z problemami w szpitalu Delafield, prowadziła izotopowe badania nad rozwojem komórki. „To tajemnica samego życia!” – podsumowała swoją pracę wspomnianemu Clines’owi z „New York Times”. To oczywiście tylko hipoteza, ale być może pozostawiła po sobie małą zagadkę swojego życia, primaaprilisowy żart zaaplikowany do własnej metryki. Nie ma w każdym razie większego znaczenia, czy zmarła w wieku 102, czy 96 lat. Była łagodną olbrzymką, która cicho przemierzała nasz świat i zostawiła go nieco lepszym, niż zastała.

Dr Anna Goldfeder w swoim nowojorskim laboratorium w 1977 roku. Fot. Todd Weinstein, dzięki uprzejmości Autora (Photo ©Todd Weinstein)


W pracy korzystałem m.in. z:

Artykułów:

  • Things I Didn’t Know Till I Read Them in Yiddish Press, „Jewish Post”, 5 listopada 1948;
  • J. Nisenbaum, Di lubliner in Nju Jork, zejer akcje farn szpitol, szulen un Perec-hojz, „Lubliner Tugblat”, 20 września 1935;
  • F. X. Clines, About New York, „New York Times”, 22 marca 1977;
  • S. Spiegelman, A Tribute to Anna Goldfeder, [w:] R. Baserga (red.), „Annals of the New York Akademy of Science”, vol. 397, Cell Proliferation, Cancer, and Cancer Therapy. A Conference in Honor of Anna Goldfeder, 1982;
  • B. Tansey, Science and Art: Why Choose? A Biotech Entrepreneur’s Dual Life, Xconomy, 21 maja 2014 [dostęp: 1.04.2018];
  • W. L. Laurence, TESTS BRING CLUES TO CANCER CONTROL; Transplanting of Irradiated Tissues in Animals Gives Immunity, Doctor Says NEW PAIN-KILLER IS FOUND Demerol Is Reported Not to Be Habit-Forming — Scientists at Boston Told of Discoveries, „New York Times”, 2 kwietnia 1942;
  • B. Lambert, Dr. Anna Goldfeder Dies at 95; Pioneer in Growing Cancer Cells, „New York Times”, 18 lutego 1993.

Dokumentów archiwalnych:

  • Z zasobów Archiwum Państwowego w Lublinie (APL, Urząd Wojewódzki Lubelski, sygn. 800, Budżety i listy składek Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Lublinie 1921-1936; APL, Akta stanu cywilnego Okręgu Bożniczego w Józefowie, sygn. 74, 84);
  • Dokumentacji dr Anny Goldfeder pochodzącej z archiwów Uniwersytetu Karola w Pradze i Uniwersytetu Masaryka w Brnie.

Za ogromną pomoc i cenne sugestie dziękuję następującym osobom: dr. Dennisowi M. Brownowi, Toddowi Weinsteinowi, Simonowi Srebrnemu, Robbin Magid, Karoli Rac, Michalowi Továrkowi oraz Janie Barborze Slaběňákovej.