Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Teatr NN

Salomea Perl powróciła

Kiedy kilka miesięcy temu przygotowywałem się do rozmowy z Shevą Zucker w ramach naszego cyklu „Brama Talks”, Sheva przesłała mi newsletter na temat wydarzenia organizowanego przez zaprzyjaźnione z nią nowojorskie The Workers Circle. Rzecz dotyczyła niejakiej Salomei Perl, a ponieważ podobnych maili od różnych osób i instytucji dostaję tygodniowo kilkanaście i tę wiadomość początkowo zignorowałem. Z lenistwa nie chciało mi się nawet jej usuwać i właśnie lenistwo zaprowadziło mnie na drogę zaskakującego i owocnego śledztwa.

Zawiadomienie o powrocie Salomei Perl, „Nasz Przegląd”, 3 sierpnia 1930. Poniżej artykuł w wersji audio.

 

Gdy w końcu przymierzyłem się do usunięcia zalegających maili, raz jeszcze rzuciłem okiem na wiadomość od Shevy. Dyskusja wokół przekładu mało znanej XIX-wiecznej żydowskiej pisarki Salomei Perl przy okazji publikacji przygotowanej przez Ruth Murphy… – ziewałem nad monitorem. – Na książkę składa się siedem opowiadań, Perl urodziła się w Łomży, wychowała w Lublinie, studiowała w Genewie… Wróć! Gdzie? W Lublinie? Ale jak? Zapomniana pisarka z XIX wieku, która kilkanaście a może i więcej formacyjnych lat spędziła w Lublinie? Należało podjąć trop!

Salomea Perl okazała się postacią nie tylko zapomnianą, przypominaną raczej tylko przez historyków specjalizujących się w historii Żydów w XIX wieku, i to zaledwie jako przypis, ale także wyjątkowo tajemniczą. Podstawowym i praktycznie jedynym źródłem dotyczącym jej życia i twórczości pozostaje monumentalny Leksikon fun der jidiszer literatur, prese un filologje (jid. Leksykon literatury, prasy i filologii żydowskiej) Zalmana Rajzena dostępny tylko w języku żydowskim i skrótowych odpisach po angielsku. W publikacji tej znajduje się także jedyne znane zdjęcie pisarki, w dodatku słabej jakości — wytężone próby odnalezienia go w lepszej wersji prowadzone po obu stronach Atlantyku jak na razie nie przyniosły żadnych rezultatów. Na słabym zdjęciu widać jednak elegancką kobietę w średnim wieku w typowej ciemnej koszuli i długim naszyjniku przenikliwie wpatrzoną w obiektyw aparatu. Niemal matriarszy wizerunek, choć jest w nim również coś łagodnego i niemal swojskiego.

Salomea Perl, Z. Rajzen, Leksikon fun der jidiszer literatur, prese un filoligje, t. 2, Wilno 1927, s. 933.

Jak podaje Rajzen, Salomea Perl urodziła się w 1869 roku w Łomży, jednak dokładna data jej narodzin nie jest znana. Jej rodzicami byli Kalman Wigdor Perła, wybitny maskil, autor szeregu uznanych dzieł hebrajskich (drukowanych również w Lublinie), oraz Cypa Etla z domu Ciechanowiecka (para pobrała się w 1848 roku). Jak wynika z dokumentów metrykalnych, Perl miała co najmniej dwójkę rodzeństwa, jednak jej aktu urodzenia jak na razie nie udało się odnaleźć. Problem leży być może w imieniu Salomea, które mogło być pseudonimem albo jakimś rodzajem spolonizowanego imienia żydowskiego. W 1889 roku, już w Lublinie, Sura Perła, córka tych samych Kalmana Wigdora i Cypy Etli, wyszła za niejakiego Szmula Jankla Helfanta — czy Sura mogła być Salomeą i co stało się z tym małżeństwem należy jednak do dziedziny zagadek.

Trudno również stwierdzić, kiedy dokładnie rodzina Perłów (a może Pereł?) przeprowadziła się do Lublina, jednak to właśnie tutaj Salomea się wychowała i rozpoczęła swoją edukację. Była to zresztą prawdopodobnie szkoła jej własnego ojca, którą ten prowadził już w latach 80. XIX wieku przy Grodzkiej 11, w tym samym budynku, w którym znajdowała się znana Ochronka dla sierot i starców żydowskich. Jak wynika z dokumentów, „w 1883 roku szkoła Kalmana Perły zajmowała dwa pokoje budynku, za co Kalman Perła płacił 166 rubli i 50 kopiejek czynszu rocznie. Uczyło się tutaj 40 uczennic. Opłata 2 rubli miesięcznie od każdej uczennicy pobierana była od rodziców. Zajęcia odbywały się od 9 rano do 3 po południu. Przedmioty, których uczono: kaligrafia, języki rosyjski, polski, niemiecki, francuski oraz żydowski, arytmetyka, robótki ręczne”.

Karta tytułowa dzieła Kalmana Wigdora Perły Ocar leszon chachamim (Warszawa 1900) i jego nagrobek na cmentarzu żydowskim przy Okopowej w Warszawie (Fundacja Dokumentacji Cmentarzy Żydowskich w Polsce).

Ochronka przy Grodzkiej 11 na przełomie XIX i XX wieku (Archiwum Wojewódzkiego Oddziału Państwowej Służby Ochrony Zabytków w Lublinie).

Szkoła Kalmana Perły była objawem szerszego zjawiska, które pojawiło się w Polsce w drugiej połowie XIX wieku i samo było powidokiem przemian zapoczątkowanych w 1862 roku przez liberalne reformy Aleksandra Wielopolskiego. W korespondencjach lubelskich inteligentów żydowskich, które opracowywałem na potrzeby naszej publikacji internetowej Izraelita lubelski co rusz odzywają się echa swoistej nadreprezentacji młodych Żydówek w lubelskich szkołach. Chłopcy – jak ubolewali korespondenci „Izraelity” – w przeważającej mierze tkwili wówczas jeszcze w jesziwach i chederach, odbierali naukę wyłącznie religijną, ich świadomość głębokich i gwałtownych przemian w Europie była zatem niewielka, jeśli nie żadna. Dziewczęta tymczasem coraz częściej posyłano do szkół postępowych, w których, obok zajęć z religii mojżeszowej, odbierały lekcje języków, podstawy geografii, historii i innych dziedzin świeckiego wykształcenia. W efekcie pojawiła się niespotykana wcześniej ilość studentek, z drugiej jednak strony wyrosła intelektualna i światopoglądowa przepaść między żydowskimi dziewczętami a chłopcami. Kto wie – sytuacje tego rodzaju zdarzały się i w Lublinie – przepaść ta była może powodem niepowodzenia małżeństwa z Helfantem, chociaż cała ta sprawa należy do sfery domysłów.

Również w przypadku Salomei Perl nauka nie skończyła się na postępowej, ale prowincjonalnej szkole ojca – co więcej, Perl odebrała bardzo solidne wykształcenie, imponujące chyba tak samo wtedy co i dziś. Po kilkunastoletnim pobycie w Lublinie rodzina przeniosła się do Warszawy, gdzie Perl kontynuowała naukę (prawdopodobnie w IV gimnazjum żeńskim, a potem w szkole hrabiny Cecylii Plater-Zyberkównej). Następnie studiowała, najpierw na Uniwersytecie w Genewie, następnie w Paryżu i Londynie. Wtedy być może zmodyfikowała również swoje nazwisko i z Perły stała się Perl. Po studiach osiadła natomiast w Warszawie, gdzie przez wiele lat prowadziła biuro tłumaczeń z języków obcych. Pisać i publikować zaczęła w latach 90. XIX wieku na łamach wspomnianego już „Izraelity”. Co ciekawe i znamienne, początkowo jej pisarstwo powstawało tylko w języku polskim, co upodabniało ją do innych pisarek żydowskich epoki. W „Izraelicie” ukazały się jej Z pamiętnika młodej żydówki (w 1895 roku wydany w formie książki), Leja, Wnuk reb Cudyka, epistolarne Za chlebem, w „Ateneum” zaś krótkie opowiadanie Więzień. Pod wpływem namów Icchoka Lejba Pereca, ojca i wybitnego przedstawiciela literatury – jak to się wówczas jeszcze mówiło – „żargonowej”, Perl zaczęła pisać po żydowsku.

To właśnie pisarstwo w jidysz zapewniło Salomei Perl niespodziewany renesans w USA, gdy za sprawą Ruth Murphy na amerykańskim rynku wydawniczym pojawiła się w zeszłym roku pozycja The Canvas and Other Stories by Salomea Perl z przekładami siedmiu jej znanych opowiadań po żydowsku. Perl objawiła się w Stanach na fali zainteresowania językiem jidysz oraz wątkami kobiecymi w literaturze. Chyba słusznie jej proza interpretowana jest tam z perspektywy feministycznej i niejako w kontrze do Pereca, Szolema Alejchema i innych ojców tej literatury, w której głos kobiet – choć bardzo wyraźny i często mocny – wychodził najczęściej spod pióra mężczyzn. Perspektywa, która może nawet mocniej wybrzmiewa w jej opowiadaniach to spór klasowy pomiędzy kręgami zachowawczymi a postępowymi, głęboki wyłom w społeczności żydowskiej, który w drugiej połowie XIX wieku przybrał kształt niemal otwartego konfliktu. Czytając jej Z pamiętnika młodej żydówki miałem wrażenie, że przeglądam wspominaną już korespondencję do „Izraelity” i śledzę po raz kolejny zmagania sił postępu i zastoju. W jej twórczości wybrzmiewa jednak jeszcze jeden ton, który wiąże się z powyższymi, a jednocześnie czyni jej pisarstwo niezwykle nowoczesnym. Tonem tym jest ten dziwny stan zawieszenia, moment, w którym bohaterowie czy bohaterki nie należą już do jednego świata, a jednocześnie nie należą jeszcze do drugiego. U Perl rzecz jasna problem ten widziany jest z perspektywy Żydów – wychodzenia z tradycyjnych form życia chasydzkiego, poczucia głębokiej obcości wobec swojego kulturowego i rodzinnego podglebia, a zarazem niemożności stania się częścią społeczeństwa polskiego – ale jest on uniwersalny i odnosi się tak samo do przemian tożsamościowych zachodzących wśród innych grup czy narodów.

Z pamiętnika młodej żydówki (Warszawa 1895) i The Canvas and Other Stories by Salomea Perl (Ben Yehuda Press 2020).

Być może ze względu na pomyłkę lub jakieś przeoczenie źródła amerykańskie za datę śmierci Salomei Perl przyjmują często rok 1916. Kiedy zainteresowałem się tą postacią i zacząłem szukać o niej informacji, wersja o tak wczesnej śmierci szybko okazała się nie do obrony. Na skutek nieznanego bliżej konfliktu z Perecem i ciężkich warunków bytowych, na początku XX wieku Perl w istocie wycofała się z działalności literackiej i, jak się zdaje, przebywała za granicą. Około 1927 wróciła jednak do Warszawy (skąd pozostaje zagadką) i ponownie otworzyła przy Królewskiej 31 biuro tłumaczeń. Nie zapomniała jednak o swoim pisarstwie, chociaż świat literacki zdawał się zapomnieć o niej. W 1928 roku w „Naszym Przeglądzie” opublikowała list, w którym pisała:

„Szanowny Panie Redaktorze! Z okazji obchodu 25-lecia »Frajnda« [przełomowego czasopisma kulturalnego ukazującego się w latach 1903-1912 początkowo w St. Petersburgu, następnie w Warszawie], pierwszej gazety żydowskiej, p. Frajnd wygłosił mowę, w której wyliczył współpracowników tejże gazety, obecnie nieżyjących, z pośród żyjących zaś wymienił Sz. Asza. Otóż ze względu na ścisłość i wymowę faktów oraz moje autorskie zainteresowanie, pozwalam sobie podkreślić, iż ja również należałam do współpracowników powyżej cytowanej petersburskiej gazety, w której praca moja oryginalna »Cypki« drukowała była w dwóch dużych feljetonach” („Nasz Przegląd”, 26 stycznia 1928).

Kilka tygodni wcześniej, na początku stycznia 1928 roku, Perl zabrała głos w sprawie nieżyjącego już wówczas syna I.L. Pereca, Lucjana Pereca, który stał się ofiarą swoistej nagonki żydowskiego dziennika „Forwerts” z Nowego Jorku. Oskarżano go o nienawiść do ojca, własnego syna, a przede wszystkim Żydów, która miała wynikać z niespełnionych ambicji i życia w cieniu sławnego rodzica. Perl, prawdopodobnie z uwagi na znajomość z rodziną Pereców, ale może i zwykłą sprawiedliwość, stanęła po stronie czci Lucjana, wskazując, że bywał on co prawda ostrym krytykiem żydowskości, nie wynikało to jednak z uprzedzeń rasowych albo nienawiści do własnej rodziny, ale raczej skomplikowanego charakteru, poczucia wyobcowania i osobliwej postawy światopoglądowej, która skłaniała go do sprzeciwu wobec intelektualizmu.

Na tym w zasadzie kończą się wzmianki o życiu Salomei Perl. Jeszcze w latach 30. co jakiś czas w polskich i żydowskich gazetach ukazywały się niewielkie reklamy jej biura tłumaczeń, wydaje się jednak, że nigdy nie wróciła już do pisarstwa i nie zabierała więcej, przynajmniej publicznie, głosu w sprawach literackich. Chociaż wiadomo, że na pewno nie zmarła w 1916 roku, jak na razie nie udało się ustalić daty jej śmierci, odnaleźć nekrologu albo trafić na akt zgonu. Wydaje się prawdopodobne, że Salomea Perl mogła dożyć wybuchu II wojny światowej (w 1939 roku miałaby siedemdziesiąt lat) i, niestety, stać się jej ofiarą.

Winieta czasopisma „Der Frajnd” z 13 lutego 1903 roku, w którym ukazał się pierwszy odcinek Cypki Salomei Perl.

Polskojęzyczna część twórczości Perl nie jest znana w USA, gdzie zainteresowanie jidysz nie zawsze przekłada się na szersze spojrzenie na zróżnicowany językowy horyzont pisarstwa żydowskich autorów. Z drugiej strony, jeśli język polski za jakąś sprawą może wybrzmieć za Oceanem, to chyba głównie właśnie jako kontekst do twórczości Żydów, która bywa mniej hermetyczna niż pozostałych polskich pisarzy. Paradoksalnie, z podobnych powodów twórczość ta nie znajduje szerszego zainteresowania w Polsce, gdzie często traktowana jest jako poboczna gałąź literatury polskiej. Problem ten dotyka Salomei Perl, ale także o wiele sławniejszych Tadeusza Hollendra czy nawet Franciszki Arnsztajnowej, która może i ma w Lublinie swoją ulicę, ale jako poetka pozostaje praktycznie nieznana.

Salomea Perl powróciła. Przynajmniej chwilowo i jako intrygująca ciekawostka w USA. Czy ma szansę wrócić na polski grunt literacki? Raczej nie – jej proza jest trudna językowo a dla niewprawnego ucha i oka nawet nie do przełknięcia, nie budzi zainteresowania, są lepsi pisarze, a przede wszystkim nie ma już swoich czytelników. Tych borykających się z tożsamościową próżnią Żydów i Żydówek przełomu wieków, którzy dryfowali pomiędzy asymilacją, tradycją i odrzuceniem, a w opowiadaniach Perl mogli przeglądać się jak w lustrze.

Kto wie, odkryjemy ją jednak może jako pisarkę jidyszową, obcojęzyczną. Byłaby to skądinąd zabawna puenta jej kariery pisarki a zarazem właścicielki biura tłumaczeń.