Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Teatr NN

Philobiblion lubelski (1)

Autograf, tajemnicze słowo, swój początek wywodzące z klasycznej greki, w której „autos” równa się „sam”, a „grafo” to ni mniej, ni więcej tylko „pisać”. Znaczenie tego słowa jest wielorakie, bo oznacza ono i własnoręczny zapis określonej osoby i tekst książki czy artykułu spisany ręką autora i wreszcie podpis autorski, czasem pod krótką dedykacją, złożony zwykle na stronie przedtytułowej własnego dzieła. Taka niewielka parafa, a niekiedy wręcz gryzmoł, zwielokrotnia antykwaryczną wartość woluminu i sprawia, że oto jeden z wielu egzemplarzy książki, czasem wydanej w masowym, wielotysięcznym nakładzie, staje się tym jedynym, niepowtarzalnym, przy którym mocniej bije serce bibliofila, a antykwariuszowi pocą się dłonie.

Pośród cymeliów Izby Drukarstwa, w Domu Słów, przy ulicy Żmigród 1 w Lublinie znalazło się kilka takich wyjątkowych książek. Tu dodać wypada, że znaczna część spośród nich, właśnie pod tym adresem powstała. Kilkadziesiąt lat temu wyszły one spod „pras” Drukarni „Popularnej” panów Michalskiego i Rybińskiego, która przez ponad dziesięciolecie działała sobie w oficynie dawnego pałacu Ludwika Pocieja w Lublinie.
Ale, „ab ovo”, od początku.

Pierwszeństwo tu dajmy pani Franciszce Arnsztajnowej, seniorce lubelskich literatów z dwudziestolecia. Oto jej zgrabny tomik zatytułowany „Odloty”wydrukowany właśnie u Michalskiego i Rybińskiego, nakładem Związku Literatów w Lublinie, który to Związek powstał był w mieszkaniu pani Franciszki na ulicy Złotej 2, dokładnie 21 maja 1932 roku. Dodajmy, tomik wytłoczony starannie na luksusowym papierze bezdrzewnym, zamknięty woskowaną, broszurową okładką, ma na dole strony tytułowej, uczyniony ręką autorki, wpis: „K.Jaworskiemu z koleżeńskim pozdrowieniem F.Arnsztajnowa. Lublin 18.III.1933.”. Zgrabne litery, od razu widać, że kreślone damską rączką, czynią ze zwykłej karty starej książki relikt niemalże. Bo po pierwsze autograf, zapomnianej poetki i pięknego człowieka, po drugie adresat dedykacji, nauczyciel w chełmskich szkołach, a na dodatek też poeta, który w niespełna pół roku po otrzymaniu „Odlotów”, we wrześniu 1933 roku, wydał wespół z literatem, grafikiem i malarzem Zenonem Waśniewskim pierwszy numer miesięcznika literackiego „Kamena”. Prowincjonalnego periodyku, który wychodził w Chełmie aż do września 1939 roku i utrzymywał zupełnie przyzwoity poziom literacki i typograficzny.

Scan0025

Także największy chuligan spośród lubelskich poetów, bohater licznych skandali, bójek, niezliczonych pijackich burd, Józef Łobodowski, który był istną personifikacją głównego bohatera „Ludzi bezdomnych”, Stefana Żeromskiego, pierwszy swój tomik poetycki „Gwiezdny psałterz” z 1931 roku dedykował chełmskiemu koledze. Na jego stronie przedtytułowej pospiesznym, ale wprawnym pismem umieścił: „Kazimierzowi Jaworskiemu uścisk dłoni J.Ł”. Szorstko, twardo, po męsku. Napisał szybko, nie zaczekał aż wyschnie atrament tylko gwałtownie zamknął książkę i wpis odbił się na okładce a zamaszyste „Ł” kończy się teraz pięknym rozmazaniem. Cóż „jaki pan taki kram”. A tomik pana Józefa, mimo że debiutancki i wydany za własne pieniądze autora, prezentuje się wcale okazale. Zdobi go barwna okładka z rysunkiem zaprojektowanym przez Czesława Stefańskiego, rocznik 1907, lubelskiego artystę malarza, a wytłoczono go starannie, też na papierze bezdrzewnym w „Drukarni Ludowej” J.Popiela, którą w tym czasie kierował A.Michalski, przyszły właściciel Drukarni Popularnej w Lublinie.

I jeszcze jeden autograf, ten szczególnie rzadki, bo i poeta zupełnie zapomniany. Władysław Podstawka, bo o nim tu mowa, trochę safandułowaty, tyjący i niespecjalnie szczęśliwy krótkowidz rodem z podlubelskiej wsi, kartę tytułową swego jedynego tomiku wierszy „Stopy w niewoli” przyozdobił wpisem: „Panu Julianowi Tuwimowi. Wł.Podstawka. Lublin, wrzesień 1936”. Tomik odbito mu w Drukarni „Popularnej” w nakładzie 200 egzemplarzy, których koszt musiał pokryć autor z własnej, urzędniczej pensji. Co odpowiedział mu „mistrz”, nie wiemy. Parę lat wcześniej gdy serdeczny przyjaciel Podstawki, J.Łobodowski wysłał swój debiutancki tomik do Warszawy, to pan Julian odpisał mu „życzliwie”: „Wierszy za dużo! W wierszach za dużo słów, ale zdarzają się i dobre!”.

Scan0022

I na koniec jeszcze jeden wpis w książce. To już nie autograf, ale osobisty, czuły wpis dokonany w czas zły i tragiczny, bo w czas niemieckiej okupacji. Na karcie przedtytułowej „Rozmów z Ojczyzną” Łobodowskiego z 1936r., ktoś umieścił datę 23.12.1940, a na dole napisał „Mówiliśmy kiedyś o nim, pamiętasz? Z”. W wigilię, Wigilii, mroźnej okupacyjnej zimy, gdy za oknem chrzęściły na śniegu podkute buty żandarmów, ktoś, jakiś „Z” w niedogrzanym i słabo oświetlonym mieszkaniu skreślił kilka słów chyba dla osoby szczególnie sobie drogiej. Długo by można o tym, ale tu niech zapadnie cisza. Pamiętajmy, że i książki mają swoją historię.

Scan0021