Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Teatr NN

Philobiblion lubelski (5) „Biblioteka Zapomnianych Poetów”. Nowości

Kiedy na ulicach Lublina trwa Festiwal „Miasto poezji”, kiedy wszystko, „co nie jest prozą staje się poezją, a co nie jest poezją to tylko proza”; właśnie wtedy, już od lat pięciu, ukazują się drukiem i wychodzą spod pras drukarskich nowe tomiki skromnej, acz gustownej, serii poetyckiej zatytułowanej „Biblioteka zapomnianych poetów”, której redaktoruje pan Piotr Mitzner, poeta i uczony, redaktor i tłumacz.

Okładki dwóch ostatnich tomów z serii „Biblioteki Zapomnianych Poetów”

Serię rozpoczęły wybory wierszy Jana Śpiewaka i największego „misiologa” polskiego to jest Czesława Janczarskiego. Tak, tak, tego od przygód „Misia Uszatka”, który przepiękne wiersze o swoim rodzinnym Wołyniu po sobie pozostawił. Poza nimi doczekali się tu swoich zbiorków Olga Dauksztówna – polska poetka rodem z Inflant, Stefan Pomer, poeta polski pochodzenia żydowskiego, który to jednakową miłością darzył i Wawel i Syjon, a o którego życiu nie wiemy absolutnie nic. Znaleźli swoje miejsce w serii i chłopski poeta Stanisław Piętak i poeta „wyskokowy” wywodzący swój ród wprost od autora „Kiedy ranne wstają zorze”, Światopełk Karpiński.

A w tym roku po raz pierwszy pojawia się w niej poeta obcy, poeta języka obcego, Rosjanin o polskich korzeniach. Po mieczu wnuk powstańca z 1830 roku. Po kądzieli zaś, wnuk zrusyfikowanego Żyda, który po przyjęciu prawosławia stał się wojującym „czrnosecińcem”, gorliwym antysemitą. Syn pochodzącego z Litwy a tworzącego w Rosji malarza, którego umiłowania i szacunku polskości próbowała nauczyć matka wywodząca się z „narodu wybranego”. Rosyjski poeta, którego ojczyzną stał się puszkinowski język. Władysław Chodasiewicz, bo o nim tu mowa, sam się określał jako „pasierb Rosji”, nie bardzo zaś wiedział czym ma być wobec Polski, bo powtórzmy raz jeszcze, jego ojczyzną był „ośmioksiąg puszkinowski”.

Debiutował jako krytyk literacki około 1905 roku. W trzy lata później wydał pierwszy tom wierszy pod tytułem „Młodość”. Tworzył w Rosji carskiej, tworzył w Rosji bolszewickiej uzyskując spore uznanie krytyki. W 1922 roku udało mu się wyemigrować z „robotniczego raju” i rozpoczął niełatwe życie emigranta. W ciągu pierwszych trzech wychodźczych lat mieszkał w 42 mieszkaniach w różnych miastach Europy, rozstał się z żoną i poznał czym niedostatek. Zgorzkniały i biedny osiadał na stałe w Paryżu, gdzie zmarł późną wiosną 1939 roku.

W Polsce tłumaczony i wydawany był już w dwudziestoleciu międzywojennym. Autorem pierwszych przekładów był sam Julian Tuwim w 1932 roku. Chełmska „Kamena” nr 2 (22) z 1935 roku zamieściła trzy wiersze Chodasiewicza w przekładach KAJ-a, Kazimierza A. Jaworskiego. Tłumaczyli go Łobodowski, Słobodnik i wielu innych. Po 1944 roku sowiecka cenzura prewencyjna wykreśliła jego twórczość z obiegu czytelniczego we wszystkich „krajach demokracji ludowej”. W Rosji powrócił do panteonu sław literackich w epoce „pierestroiki”. U nas zaś jakoś nie przypomniano sobie o nim. ”

Powrót Orfeusza”, wydany teraz przez Wydawnictwo Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” to pierwszy polski zbiór wierszy poety rzeczywiście zapomnianego i nieznanego. Wielkim walorem tomiku są kapitalne przekłady lubelskiego poety i tłumacza Zbigniewa Dmitrocy, który raczył był poprzedzić wiersze lakonicznym, a treściwym wstępem prezentującym autora i jego utwory. A więc czytelnicy drodzy: „Zmiłujcie się nad piewcą nieszczęśliwym! Na płaskim brzegu przykrzy się śpiewanie…”.


Drugi tegoroczny tomik „Biblioteki” prezentuje poetę zapomnianego nie do końca, bo wiersze Stanisława (Jehoszui) Wygodzkiego wydawano i w antologiach i w prasie literackiej, a w latach 50-tych należał nawet do poetów „salonowych”, bo i jego droga ideowa do lat 60-tych XX wieku zgodna była z „przewodnią siłą narodu” i z jej ideologią czyli marksizmem i leninizmem, a nawet stalinizmem. Pochodził z zamożnej rodziny żydowskiej osiadłej w Zagłębiu. Jego ojciec był syjonistą, jego pociągał komunizm. Za ideologię, a właściwie za podejrzenie że służy nie krajowi, a obcemu mocarstwu wydalono go z gimnazjum, dwa lata przesiedział w więzieniu.

Publikował u samego Grydzewskiego w jego „Wiadomościach literackich”, w prasie lewicowej, ale też i w „Skamandrze”. Swój pierwszy tomik wydał w Moskwie – ciekawe za jaką cenę? Dwa następne już w kraju. W 1925 roku poznał Władysława Broniewskiego, który to namówił go ponoć do zmiany imienia z żydowskiego Szaja – Szyja na swojsko brzmiące Stanisław, bo jak mówił „jakby to wyglądało gdyby Słowacki miał na imię Korfanty”.

W czasie niemieckiej okupacji „wstąpił do piekieł” niemieckich obozów koncentracyjnych, w których przepadła cała jego rodzina. On przeżył. Powoli stawał się poetą, kronikarzem zagłady. Co prawda jeszcze kilka lat po wojnie pławił się w marksiźmie, ale z czasem porzucił tę ideologię i wybrał emigrację. Osiadłwszy w Izraelu, chyba nie czuł się zbyt dobrze w nowej ojczyźnie. Wiara w XX wieczną utopię wypaliła go zapewne do szczętu.

Całe szczęście, że w zbiorze umieszczono tylko jego przejmujące wiersze obozowe i te dotyczące zagłady, wiersze tragiczne, piękne i dojrzałe. Stało się to dzięki autorowi wyboru i wstępu, panu Piotrowi Weiserowi – historykowi i antropologowi literatury i kultury z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Dwa, przedstawione tu, najnowsze tomiki to numery 9 i 10 serii „Biblioteka Zapomnianych Poetów”, a można je nabyć oczywiście w Sklepiku „Domu Słów” przy ulicy Żmigród 1 w Lublinie w cenie 15 złotych za każdy.

Biblioteka Zapomnianych Poetów

Sklepik Domu Słów