Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Teatr NN

100 lat temu w Lublinie

7 listopada 2017 roku minęło 100 lat od zamachu stanu w Rosji, który przeszedł do historii pod nazwą Rewolucji Październikowej. Rocznice tak ważnych wydarzeń historycznych, które wpłynęły na losy całego świata, skłaniają do pytań o to, jak odbierali je wówczas żyjący ludzie. Czy byli świadomi ich znaczenia? Czy w ogóle zwracali na nie uwagę? O tym, jak wyglądało życie codzienne mieszkańców Lublina w chwili, gdy w odległej stolicy Rosji doszło do przewrotu, pewne wyobrażenie daje lektura ówczesnych gazet.

Brama Krakowska i przylegające do niej kamienice. Na początku listopada 1917 roku latarnie uliczne zapalano od godziny 4.30 po południu, a gaszono o 6 rano. Z ówczesnej prasy dowiadujemy się również, że wszystkie bramy kamienic miały być zamykane o zmroku, a furtki w nich o godzinie dziewiątej; przy czym stróże mieli dyżurować w bramach aż do momentu zamknięcia. Właściciele domów byli zobowiązani do zaopatrzenia stróżów w kożuchy, buty i czapki.

Nieprawdą byłoby twierdzenie, że na początku listopada 1917 roku w Lublinie nie zwracano żadnej uwagi na wydarzenia w Rosji. Od wielu dni w lokalnej prasie ukazywały się doniesienia o rozruchach w Petersburgu, noszącym wówczas bardziej patriotyczną nazwę Piotrogród. Ziemia Lubelska alarmowała: „Milicja nie może utrzymać porządku w mieście. Wskutek tego przyszło w niedzielę do rozruchów, przyczem zlinczowano kilka osób. Anarchja przybiera w kraju coraz większe rozmiary”. Pojawiały się także doniesienia o możliwych walkach „różnego rodzaju przywódców i grup przeciwko osobie Kiereńskiego” (premiera Rządu Tymczasowego), przy czym wskazywano na generałów niechętnych przemianom, które nastąpiły w Rosji po rewolucji lutowej. Były to często jednak tylko plotki, równie nieprawdziwe jak informacje o wywiezieniu rodziny carskiej przez Władywostok do Ameryki, dokonanym rzekomo przez amerykańską misję Czerwonego Krzyża.

Wiadomości z Rosji nie były jednak najważniejsze; zajmowały miejsce za relacjami z frontu włoskiego i zachodniego, bardziej istotnymi z punktu widzenia władz zaborczych. Lublin był przecież głównym miastem austro-węgierskiej strefy okupacyjnej i siedzibą generalnego gubernatora. Dlatego w prasie więcej uwagi poświęcono przesileniu rządowemu w Niemczech i obchodom imienin cesarza Austrii, Karola I („dzień imienin cesarza Karola obchodzono w Lublinie nader uroczyście”).

Krakowskie Przedmieście, w tle Hotel Europejski. W sąsiadującym z hotelem kinie Oaza wyświetlano „dramat polityczny w 6 aktach, osnuty na tle wydarzeń ubiegłych 3-ch lat Wielkiej Wojny”, pod tytułem Carat i jego sługi. Pokaz dla prasy odbył się w Oazie w poniedziałek, 5 listopada, („wywarł jak najkorzystniejsze wrażenie”), natomiast oficjalna lubelska premiera miała miejsce następnego dnia. Zdaniem dziennikarza Ziemi Lubelskiej „Obraz wykonany w wytwórni T-wa Sfinks w Warszawie pod każdym względem rywalizować może z najlepszymi filmami, jakie dotychczas wystawione były. Carat i jego sługi przynoszą zaszczyt wytwórni warszawskiej”. W rolach głównych występowali Kazimierz Junosza Stępowski, Józef Węgrzyn i Halina Bruczówna. W pomniejszej roli adiutanta, wystąpił także Józef Grodnicki, późniejszy dyrektor Teatru Miejskiego w Lublinie. Film nie zachował się do naszych czasów.

 

Lecz 7 listopada na pierwszych stronach gazet rzucała się w oczy przede wszystkim reklama Teatru Świetlnego (czyli kina) Oaza, który zapraszał na „dramat polityczny w 6 aktach, osnuty na tle wydarzeń ubiegłych 3-ch lat Wielkiej Wojny” pod tytułem Carat i jego sługi. Film, którego akcja działa się w Warszawie, Krakowie i na froncie, opowiadał losy żołnierza polskich legionów, byłego oficera carskiej lejbgwardii. O treści filmu wiele mówił jego drugi tytuł: W szponach carskich siepaczy. W rolach głównych występowali Kazimierz Junosza Stępowski, Józef Węgrzyn i Halina Bruczówna. Dla Józefa Węgrzyna film okazał się przełomowy; dzięki głównej roli uzyskał status gwiazdy polskiego kina. Ciekawostką jest, że w filmie Carat i jego sługi w pomniejszej roli adiutanta wystąpił Józef Grodnicki, późniejszy dyrektor Teatru Miejskiego w Lublinie w latach 1921-1930 (z przerwą na sezon 1926/27).

Film był różnie oceniany przez krytyków. Stanisław Janicki, w książce Polskie filmy fabularne 1902-1988, zacytował opinię jednego z recenzentów, który nazwał film „dość mdłym melodramatem”. Odmiennego zdania był dziennikarz Głosu Lubelskiego: „obraz jest w swej treści patryotyczny i jako taki, nie potrzebuje szumniej reklamy, lecz powinien być bezwarunkowo poznany przez najszerszy ogół”. Niestety, nie możemy dzisiaj ani poznać, ani ocenić obrazu, ponieważ nie zachowała się żadna kopia tego filmu.

Reklama filmu „Carat i jego sługi” – wycinek z „Ziemi Lubelskiej” z listopada 1917 roku. Ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie.

Tego samego dnia w Teatrze Wielkim (obecny Teatr Osterwy) wystawiano „wesoły wodewil ze śpiewami i tańcami” pod tytułem Ułani Księcia Józefa. Pierwsze dwa przedstawienia, zostały całkowicie wyprzedane, co zdaniem Głosu Lubelskiego, wróżyło powodzenie: „Ponętny tytuł nie zawodzi widza: parę godzin szczerego, bezpretensyonalnego śmiechu – oto co dają nam Ułani księcia Józefa, ci serdeczni i dziarscy łobuzi. (…) Dowcipna treść, osnuta na tle zalotów ułanów do uroczych kaliszanek interesuje i bawi publiczność”. Bardziej sceptyczny był dziennikarz Ziemi Lubelskiej: „Akcja sztuki jest wątła. Natomiast poszczególne epizody tryskają humorem i życiem”. Recenzent miał także zastrzeżenia do gry aktorów: „Szkoda, iż niektórzy wykonawcy ról ułańskich prezentują się całkiem nie po ułańsku”.

Teatr Wielki w Lublinie – w listopadzie 1917 roku wystawiano tu „wodewil czteroaktowy ze śpiewami i tańcami” pod tytułem Ułani Księcia Józefa. Pierwsze dwa przedstawienia, zostały całkowicie wyprzedane, co zdaniem Głosu Lubelskiego, wróżyło powodzenie: „Ponętny tytuł nie zawodzi widza: parę godzin szczerego, bezpretensyonalnego śmiechu – oto co dają nam Ułani księcia Józefa, ci serdeczni i dziarscy łobuzi. (…) Dowcipna treść, osnuta na tle zalotów ułanów do uroczych kaliszanek interesuje i bawi publiczność”. Bardziej sceptyczny był dziennikarz Ziemi Lubelskiej: „Akcja sztuki jest wątła. Natomiast poszczególne epizody tryskają humorem i życiem”. Recenzent miał także zastrzeżenia do gry aktorów: „Szkoda, iż niektórzy wykonawcy ról ułańskich prezentują się całkiem nie po ułańsku”.

Z kolei w teatrze artystyczno-literackim Czarny Kot, mieszczącym się w sali kina Louvre przy Krakowskim Przedmieściu 48, wystawiano „nowy i bardzo urozmaicony program”, w trakcie którego, oprócz prezentacji farsy Listonosz i działu koncertowego, „popisywać się będzie świeżo zaangażowany baletmistrz p. Pawłowski”. Wcześniejszy program w Czarnym Kocie był doskonale oceniany przez lubelską prasę: „przy zapełnionej sali publiczność bawiła się wybornie”.

W teatrze Panteon przy ulicy Jezuickiej (obecny Teatr Stary), prowadzonym pod artystycznym kierownictwem Jerzego Siekierzyńskiego, także zapowiadano zmianę programu. Przedstawienie miały rozpocząć pokazy kinematograficzne („obrazy świetlne” jak pisał Głos Lubelski), po nich zaplanowano farsę Polityka panny Florci, a na zakończenie „bogaty dział wokalno-humorystyczny”. Trudno powiedzieć, czy nowy program cieszył się powodzeniem, skoro już po kilku dniach zapowiedziano jego zmianę. Niemniej w prasie podkreślano, że „licznie zebrana publiczność bawiła się wesoło”.

Widok ogólny Starego Miasta. W działającym przy ulicy Jezuickiej teatrze Panteon (obecny Teatr Stary), na początku listopada 1917 roku przedstawiano program złożony z pokazów kinematograficznych (nazywanych także „obrazami świetlnymi”), farsy „Polityka panny Florci” i „bogatego działu wokalno-humorystycznego”. Zdaniem prasy kierujący teatrem dyrektor Siekierzyński „nie szczędzi pracy, by dać naszej publiczności miłą rozrywkę”.

W tym miejscu należy przestrzec, że wyjście do kina czy teatru nie zawsze wiązało się wyłącznie z doznaniami natury artystycznej. W prasie lubelskiej pojawiły się informacje o kradzieży portfeli w Teatrze Wielkim i kinematografie Oaza (z gotówką odpowiednio 720 i 510 koron). Kradzieże były zresztą nagminne; jak informowała Ziemia Lubelska: „rozgłos zamożności, jakim cieszy się w Polsce nasze miasto, sprowadza na nie wielce przykre skutki. Oto w ostatnich czasach Lublin jest stale odwiedzany przez złodziei zawodowców z innych miast; złodzieje ci wpadają na krótko do trybunalskiego grodu, a obłowiwszy się szybko zeń znikają”. Wypadki kradzieży odnotowano również w hotelu przy ulicy Foksal (obecnie ulica 1 Maja). Pojawiały się też informacje o utracie odzieży pozostawionej na wieszakach w lokalach publicznych. Dziewiątego listopada w prasie ukazała się informacja o aresztowaniu na gorącym uczynku znanego lokalnego złodzieja kieszonkowego; został zatrzymany, gdy usiłował wyjąć pieniądze z cudzej torebki. Głośnym wydarzeniem, wykraczającym poza granice Lublina, było schwytanie na dworcu kolejowym rodzinnej szajki złodziejskiej, od kilku miesięcy poszukiwanej przez milicję warszawską i policję niemiecką.

Dworzec kolejowy w Lublinie – w tym właśnie miejscu w listopadzie 1917 roku, agenci Wydziału Śledczego aresztowali rodzinną szajkę złodziejską, składającą się z mężczyzn i kobiet. Szajka od kilku miesięcy była poszukiwana przez milicję warszawską i policję niemiecką. Jak podawała ówczesna prasa, przy aresztowanych znaleziono złotą i srebrna biżuterię wartości kilkunastu tysięcy koron.

Czym jeszcze żyli lublinianie przed stu laty? Oczywiście, podobnie jak dzisiaj, interesowali się malarstwem: „W dniu 5-ym listopada odbyło się o godz. 12-ej w południe otwarcie wystawy obrazu pod tytułem Proklamacya Królestwa Polskiego, artysty malarza wojennego F. Hohenbergera”. Chodziło o austriackiego malarza Franza Hohenbergera, który od 1916 przebywał w Lublinie jako malarz wojenny. Jak podawała Ziemia Lubelska artysta „wykończył w czasie dłuższego pobytu w Lublinie dzieło muzealnej wartości, upamiętniające uroczysty akt ogłoszenia Proklamacji z 5 listopada 1916 r.” Ciekawostką jest, że wspomniany obraz Proklamation des Koenigreichs Polen, oraz dwa inne widoki lubelskie znajdują się obecnie w zbiorach Muzeum Wojskowego w Wiedniu. Wystawa, na której pokazano 140 szkiców, portretów i pejzaży, z Lublina i okolic, odbyła się w atelier Hohenbergera, w nieistniejącym dziś budynku przy Krakowskim Przedmieściu 72. Zwiedzajacym przygrywała orkiestra wojskowa, zaś „sala przybrana zielenią i chryzantemami” przedstawiała się efektownie. Otwarcie wystawy uświetnił swoją obecnością gubernator Szeptycki. Dochód uzyskany z biletów wstępu, został w całości przeznaczony na rzecz żłobka dziecięcego w Lublinie.

Ponadto w prasie znajdujemy informacje o życiu codziennym w Lublinie: godziny zapalania latarni ulicznych (od 4.30 po południu do 6 rano) i instrukcje Rady Miejskiej dotyczące bram domów (miały być zamykane o zmroku, a furtki o godzinie dziewiątej wieczorem; przy czym stróże mieli dyżurować w bramach aż do momentu zamknięcia). Właściciele domów byli zobowiązani do zaopatrzenia stróżów w kożuchy, buty i czapki.

Dowiadujemy się także, że Magistrat planował ustawienie przy wjazdach do miasta sześciu nowych budek strażniczych i dziewięciu szlabanów, oraz jednej budki do poboru podatku konsumpcyjnego. Ważną informacją dla osób wybierających się do Warszawy było zniesienie obowiązku posiadania wizy dla podróżujących z austro-węgierskiego do niemieckiego obszaru okupacyjnego.

I jeszcze jedna notatka z ówczesnej prasy, zdumiewająco aktualna mimo upływu lat: Jeżdżenie po chodnikach rowerami i dwukołowemi wózkami wchodzi obecnie w Lublinie coraz bardziej w modę; ze względu na bezpieczeństwo publiczności powinno być to zaniechanem”.

Dzień 7 listopada w Lublinie zakończył się tragicznym wydarzeniem. O godzinie dziesiątej wieczorem doszło do wypadku na przejeździe kolejowym na Bronowicach. Pociąg pospieszny jadący z Chełma do Lublina staranował dorożkę przejeżdżającą przez tory. Pasażer, żołnierz Legionów, szczęśliwie zdążył wyskoczyć, natomiast dorożkarz w stanie poważnym został przewieziony do szpitala św. Wincentego à Paulo przy ulicy Poczętkowskiej.

Autoreklama w „Ziemi Lubelskiej”, fragment gazety z listopada 1917 roku. Ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie.

***

Pierwsze doniesienia o możliwości bolszewickiego przewrotu pojawiły się w gazetach już 8 listopada, były to jednak depesze wysłane dwa dni wcześniej, w których wskazywano na wzmożoną aktywność zdominowanej przez bolszewików Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierzy. Znacznie ważniejsze wydawały się informacje o chłopskich bandach na Ukrainie, palących i rabujących dobra dworskie. Sytuację pogarszał fakt, że policja nie była w stanie powstrzymać tych napadów, a nawet sama przyłączała się do rabujących chłopów. „Poważne rozruchy agrarne i pogromy” obejmowały coraz większe obszary i według korespondentów brało w nich udział nawet 20 tysięcy osób.

Następnego dnia w porannym wydaniu Ziemi Lubelskiej pojawiła się wreszcie informacja o przewrocie: „Oddział żołnierzy marynarki obsadził na rozkaz komitetu wojskowego maksymalistów biura urzędowej petersburskiej agencji telegraficznej, centralę telegrafów, bank państwowy i ministerstwo marynarki, gdzie odbywa posiedzenie rada republiki, której obrady przerwano”. Podkreślano, że „w mieście panuje normalny ruch i życie normalne”. Ale już kolejne, popołudniowe wydanie gazety informowało na pierwszej stronie o szczegółach przewrotu w Rosji. Cytowano odezwy komitetu wojenno-rewolucyjnego w Piotrogrodzie o zwycięstwie „rewolucji robotników i żołnierzy”. Co ciekawe, informacja o przejęciu władzy bez przelewu krwi sąsiadowała z relacją o zdobyciu Pałacu Zimowego „po kilkugodzinnem oblężeniu i walce karabinowej, której towarzyszyło także kilka strzałów armatnich”.

Zapowiedziano, że nowa władza „zaproponuje bezzwłocznie prawdziwy pokój, wyda włościanom grunta i zwoła konstytuantę”. Cytowano przemówienie Trockiego, który ogłosił, że Rząd Tymczasowy nie istnieje, parlament rozwiązano a ministrowie zostali aresztowani. Nowy „rząd robotników i włościan” zapowiedział, że zaproponuje rządom wszystkich krajów prowadzącym wojnę „natychmiastowe zawarcie zawieszenia broni na trzy miesiące, którego czasu wystarczy, by pertraktacje pokojowe doprowadzić do pomyślnego końca”; ponadto zwrócił się „do uświadomionych robotników”, w sprawie „wyzwolenia ludzkości od grozy wojny”.

Nagłówek informacji o przewrocie bolszewickim w Rosji – wycinek z „Ziemi Lubelskiej” z listopada 1917 roku. Ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie.

W następnych dniach pojawiały się kolejne doniesienia z Rosji. Z reguły powtarzały wcześniejsze doniesienia w nieco innej formie. Na ich tle szczególnie wyróżnia się relacja o pogromach antyżydowskich w Tambowie, przedrukowana w Ziemi Lubelskiej za pośrednictwem Dziennika Kijowskiego z pisma rosyjskich syjonistów Razswiet: „Dawniej pogromy były aktem kontrrewolucyjnym, obecnie stanowią one część samej rewolucji, gdyż dokonuje ich sam lud rewolucyjny, ów lud, w którego rozumie politycznym pokładali tak wielkie nadzieje obecni kierownicy naszej nawy państwowej. I dalej: „Tłum dał się poznać w całej swej krasie, ona zaś wykazała całą głębię dzikości i zezwierzęcenia, trwale ugruntowaną, której nie zniszczą żadne hasła i żadne frazesy”.

W kontekście późniejszych wydarzeń gorzko i niemal profetycznie brzmiały słowa: „Człowiek zwierzę pozostanie samotny, opuszczony przez wszystkich istotnie kulturalnych i wolnych ludzi. Będzie on awanturować się aż do chwili, gdy zza płotu wyskoczy śmiały dozorca i zamknie go w klatce, gdzie będzie ryczeć bezsilnie, jak ryczał do niedawna”.

Śmiały dozorca” właśnie przejmował władzę. Tymczasem w prasie lubelskiej już po kilku dniach wydarzenia w Rosji stały się tylko jedną z wielu informacji, jak komunikaty austro-węgierskiej kwatery głównej, czy relacja z wizyty cara bułgarskiego na froncie włoskim. Najczęściej przypominano gotowość nowego rządu do „natychmiastowego zawarcia pokoju”. Na pierwszych stronach gazet zapowiadano ostatni dzień wyświetlania filmu Carat i jego sługi; nowy, nadzwyczajny program w teatrze Czarny Kot i planowany przyjazd („tylko 4 występy!”) wybitnego aktora teatralnego, Karola Adwentowicza. Życie w Lublinie toczyło się swoim rytmem.