Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Teatr NN

(Nie)zapomniana fotografka

Robiła nie tylko zdjęcia portretowe; jej nazwisko pojawia się na większości puławskich pocztówek wydanych przed I wojną światową. Dzięki niej mamy zachowane widoki Puław, Kazimierza i Janowca z tego okresu. Dokumentowała także zniszczenia Puław spalonych przez wojska rosyjskie w 1915 roku. Można sobie wyobrazić, ile wysiłku kosztowało Adelę Żychowicz – kobietę raczej drobnej budowy – robienie fotografii dużym aparatem skrzynkowym, umieszczanym na ciężkim, drewnianym statywie.

Wśród fotografów, których zdjęcia znajdują się w zbiorach Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” można wyróżnić dwie podstawowe grupy. Są osoby powszechnie znane, wręcz ikony lubelskiej fotografii, jak Ludwik i Edward Hartwigowie. Są też twórcy kompletnie nieznani, fotografowie-amatorzy, o których zainteresowaniach wiedzieli tylko najbliżsi, a których zdjęcia wypływają teraz dzięki ich potomkom, odkrywającym historię swojej rodziny. Są w końcu fotografowie, którzy w swoim czasie zyskali lokalną sławę, a których dokonania odeszły w zapomnienie. Zdjęcia trafiły do szuflad, pudeł, czasem nawet do kosza, a nazwisko fotografa czy nazwa zakładu fotograficznego nic już nie mówiła następnym pokoleniom. Były to osoby wyróżniające się nie tylko ze względu na swój dorobek, ale i sposób życia jaki wybrali. Szczególnie trudny był los kobiet – fotografek spełniających się zawodowo kosztem życia rodzinnego, o których często po śmierci nie miał już kto pamiętać.

Czasami udaje się wydobyć taką osobę z niebytu i przywrócić należne jej miejsce w historii fotografii. Jedną z takich osób była Adela Żychowicz, fotografka z Puław, której setna rocznica śmierci minęła na początku maja. Przywrócenie pamięci o niej zawdzięczamy dwóm osobom: pani Julii Baranowskiej, która przechowała stare fotografie z atelier Adeli Żychowicz, i panu Mikołajowi Spózowi, który zaintrygowany nieznaną fotografką zebrał i uporządkował informacje na jej temat.

Wiemy, że Adela Żychowicz urodziła się w 1863 roku, w Woli Osowińskiej; fotografii uczyła się w Lublinie. Wśród zdjęć otrzymanych od pani Baranowskiej znajdował się grupowy portret pracownic z zakładu Aleksandra Stepanowa. Stepanow (pisany także jako Stepanoff) prowadził zakład w Lublinie w latach 1880-1905, u zbiegu ulicy Gubernatorskiej (dzisiejsza Kościuszki) i Krakowskiego Przedmieścia. Na wspomnianym zdjęciu uwiecznił grupę ośmiu swoich uczennic – wśród nich Adelę Żychowicz.

O prywatnym życiu Żychowicz wiemy niewiele. W 1906 roku Adela wyszła za mąż, za znacznie młodszego pracownika swojego zakładu, Józefa Złotnickiego. Przyjaźniła się z Wiktorią Sierocińską, wybitną fotografką lubelską, również uczennicą Aleksandra Stepanowa. Sierocińska najbardziej znana jest jako autorka fotograficznej panoramy Lublina ze wzgórza Czwartek, za którą zdobyła I nagrodę na wystawie rolniczej w Lublinie w 1901 roku. Prowadziła własny zakład fotograficzny w Lublinie, otworzyła także filie w Chełmie i Nałęczowie. Podobnie Żychowicz: prowadziła zakład fotograficzny w Puławach, a także filię w Dęblinie.

Robiła nie tylko zdjęcia portretowe; jej nazwisko pojawia się na większości puławskich pocztówek wydanych przed I wojną światową. Dzięki niej mamy zachowane widoki Puław, Kazimierza i Janowca z tego okresu. Dokumentowała także zniszczenia Puław spalonych przez wojska rosyjskie w 1915 roku. Można sobie wyobrazić, ile wysiłku kosztowało Adelę Żychowicz – kobietę raczej drobnej budowy – robienie fotografii dużym aparatem skrzynkowym, umieszczanym na ciężkim, drewnianym statywie. Na dodatek zdjęcia naświetlano na szklanych płytach, umieszczanych w specjalnych kasetach. Sama komunikacja, czy to w Puławach, czy w okolicznych miejscowościach, wymagała wynajęcia wozu, którym można było nie tylko dostać się na miejsce, ale i przewieść potrzebny sprzęt. Ciężka praca musiała odbić się na zdrowiu fotografki. Zmarła w Puławach 1 maja 1916 roku, prawdopodobnie na gruźlicę.

Józef Złotnicki po śmierci żony ożenił się powtórnie. Później prowadził własny zakład fotograficzny w Dęblinie. Miejsce pochówku Adeli Żychowicz uległo zatarciu, pozostały po niej tylko zdjęcia. Dopiero dzięki dociekliwości pana Mikołaja Spóza udało się przypomnieć o tej postaci. Mam tę drobną satysfakcję, że i mnie, choć w małej części, udało się przyczynić do przypomnienia Adeli przez zainteresowanie tą postacią Małgosi Szlachetki z „Kuriera Lubelskiego”. Powstały dwa artykuły: pierwszy rok temu, w dodatku historycznym, drugi niedawno, w setną rocznicę śmierci. Dzięki temu jeszcze więcej osób dowiedziało się o istnieniu zapomnianej puławskiej fotografki.

Marcin Fedorowicz