Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Teatr NN

Narracje (nie)pamięci: ulica Krawiecka (1). Opowieść o miejscu

Płaska, trawiasta przestrzeń, przecięta chodnikiem ułożonym z kostki brukowej, który skręca w prawo. Przed idącym otwiera się pusta przestrzeń, z prawej ograniczona sylwetą kościoła pw. św. Wojciecha, z lewej Wzgórzem Zamkowym. W niedalekiej perspektywie drzewa. Stąd blisko na targ i na parking, jest tu mały plac zabaw, czasami przyjeżdża wesołe miasteczko albo cyrk, od czasu do czasu odbywa się jakieś wydarzenie kulturalne.

Obserwuję ją uważnie od kilku lat. Zasadniczo prosta, biegnąca ku grupie drzew, pomiędzy którymi rozwidla się na prawo i lewo, by następnie zniknąć z pola widzenia. Żeby jej osobiście doświadczyć trzeba wyjść z Bramy Grodzkiej i skręcając w prawo zejść schodami w dół na ulicę Podwale. Następnie iść przed siebie. Po przejściu kilkunastu kroków tym chodnikiem zaczyna się Ścieżka.

Ścieżka. Fot. Joanna Zętar

Archeologia pamięci

Biorę w nawias współczesną topografię, a do ręki plan Lublina, na przykład z 1931 roku. Na nim w miejscu gdzie przebiega Ścieżka jest ulica. Nazywa się Krawiecka i jest zlokalizowana na terenie dzielnicy żydowskiej zwanej Podzamczem. Jest dość długa. Początek ma nieopodal Bramy Grodzkiej, tam gdzie zbiegają się cztery ulice: Grodzka, Szeroka, Podwale i Zamkowa. Biegnie prosto, równolegle do Wzgórza Zamkowego, po czym skręca pod kątem prostym w lewo, obiegając od wschodu wzgórze. Na końcu ulicy znajduje się plac, niezbyt duży, prostokątny noszący nazwę placu Krawieckiego. Od ulicy Krawieckiej, w mniej więcej środkowej części, odbiega krótka ulica Basztowa. W końcowej części, już za zakrętem, idąc zgodnie z numeracją, w prawo ulica Wązka (pisownia z planu Lublina), i dalej, lekko w lewo Mostowa. Krawiecka kończy się zbiegając z Jateczną. Równolegle do ulicy Krawieckiej, również wzdłuż Wzgórza Zamkowego, znajduje się ulica Podzamcze. Krawiecką i Podzamcze łączy ulica Basztowa.

Fragment planu Lublina z 1931 roku wykonanego przez Biuro Regulacji Magistratu m. Lublina. Źródło: Archiwum Państwowe w Lublinie
Fragment planu Lublina z 1931 roku wykonanego przez Biuro Regulacji Magistratu m. Lublina. Źródło: Archiwum Państwowe w Lublinie

Na archiwalnych planach Lublina z 1829 roku w miejscu opisanej Krawieckiej widać dość chaotyczną zabudowę, składającą się z pojedynczych, wolno stojących budynków i nazwę Podzamcze. Czasami nazwa ta pojawia się nawet kilkakrotnie. Jednak odnosi się w tym przypadku do obszaru, nie do konkretnej ulicy. Warto zaznaczyć, że w tym czasie na planach Lublina jest wyraźnie zaznaczony bieg ulicy Szerokiej i jej nazwa.

Na kolejnych planach z 1859, 1870 i 1876 roku zabudowa wydaje się być bardziej zwarta i uporządkowana czego przyczyną jest zagęszczanie zabudowy na tym terenie, rozbudowywanie budynków, oraz budowanie nowych obiektów. Na planach z 2 połowy XIX wieku wyraźniej widoczne są „ciągi komunikacyjne”, ale nadal nie są one uzupełnione nazwami. Dopiero na planie z 1878 roku widać napis ‚Podzamcze’ wpisany w przestrzeń ulicy pomiędzy schematycznie zaznaczonymi blokami budynków.

Na kolejnym planie już z XX wieku – ściślej z 1912 roku, sytuacja jest konkretniejsza: mamy dwie nazwy ulic: Podzamcze, a za zakrętem Krawiecka, od której odbiega Wązka. W zasadzie jest to pierwszy plan Lublina, na którym wyraźnie jest zaznaczona nazwa ‚Krawiecka’.

Jednak nic nie okazuje się tu być pewne. Na wspomnianym na początku opowieści planie z 1931 roku sytuacja jest dokładnie odwrotna. Najpierw jest podpisana Krawiecka a za zakrętem: Podzamcze. Mapy z 1940 i 1944 roku powtarzają ten plan. Podobnie układ ulic jest zaznaczony na urzędowej mapie z 1928 roku.

Nazwa ‚Krawiecka’ na planie miasta Lublina po raz ostatni pojawia się w 1947 roku. Ulica jest bardzo długa, dwukrotnie zakrzywiona i łączy się bezpośrednio z ulicą Sienną. Jest to plan, na którym po drugiej stronie Wzgórza Zamkowego jest zaznaczony jedynie zarys Szerokiej i kanał rzeki Czechówki, nie jest zaznaczona ani ulica Podzamcze, ani Jateczna…

 

 

Fotograficzne portrety miejsc

Szukam starych zdjęć ulicy Krawieckiej. Jest ich kilkadziesiąt: Stefana Kiełszni, Wiktora Ziółkowskiego, Stanisława Magierskiego, Józefa Czechowicza, Jana Bułhaka, Maxa Kirnbergera i anonimowych fotografów. Większość z nich została wykonana w latach 20. i 30. XX wieku. Na nich, niska zabudowa, ale zdarzają się budynki dwu-, trzykondygnacyjne. Pośród budynków murowanych dużo drewnianych domów. Kilka z nich uwiecznił na litografiach z początku XX wieku Jan Kanty Gumowski; mają ozdobne balkony, wsparte na słupach.

 

Wracam do zdjęć. Murowany dom z widoczną w tle Kaplicą Zamkową, kobieta z dzieckiem na ręku, widok na jedno z podwórek. Codzienność z suszącym się praniem, dziećmi, psami i całym bałaganem dnia powszedniego. Architektura tej ulicy miała swoisty urok. Do podupadających, częściowo zrujnowanych domków, „przyklejone” były werandy, balkoniki i poddasza, wszędzie mieszkali ci ludzie. Tak wielu ich widać na licznych zdjęciach.

Krajobraz ulicy Krawieckiej najlepiej widoczny jest na zdjęciach lotniczych. One pomagają nam wyobrazić sobie zabudowę w kontekście omawianych wyżej map. Potwierdzają wysnuty z map wniosek o gęstej, i miejscami dość chaotycznej zabudowie tego fragmentu Podzamcza.

 

Więcej szczegółów dostarczają zdjęcia wykonane z perspektywy placu po Farze, a także z poziomu ulicy Podwale. Jednak w obu przypadkach prezentują głównie tyły budynków ulicy Krawieckiej. Widok taki znany jest z wielu pocztówek. Dwuspadowe dachy, dużo przybudówek, ale też dużo zieleni na pierwszym planie. Miejsce jest łatwe do zidentyfikowania ze względu na górującą nad wszystkim sylwetę Zamku, dzięki której możemy próbować umiejscowić budynki we współczesnej topografii okolic Zamku (ale o tym będzie później). Na wielu zdjęciach w narożu kadru widoczny jest kościół i klasztor św. Wojciecha, w tamtych czasach zwany potocznie „klasztorem żydowskim”.

Pośród widoków ogólnych na uwagę zasługują widoki z łąk, szczególnie widok zimowy, z połacią śniegu, na której widoczne są ślady ludzi, oraz zdjęcie z serii pocztówek Stengela, z 1942 roku, na którym widać jeden z istniejących jeszcze w tamtym czasie stawów nieopodal Zamku.

 

 

Wiele pojedynczych budynków z ulicy Krawieckiej ma swoje fotograficzne portrety. Krajobraz tego fragmentu Podzamcza niewątpliwie przyciągał zarówno zawodowych fotografów jak i fotoamatorów. Dzięki kadrom pokazującym pojedyncze obiekty możemy bliżej zapoznać się ze specyfiką budownictwa na tym obszarze, a nawet dostrzec zmiany w wyglądzie niektórych budynków.

I tak oto, na jednym ze zdjęć fotograf uwiecznił fragment narożnej kamienicy ulicy Krawieckiej i Zamkowej, wystającej wydatnie poza linię ulicy, a następnie widoczny jest wysoki parkan, zza którego widać kolejne domy, za nimi, bardzo blisko kolejne, i tak dalej… Podobny kadr, choć przesunięty lekko w prawo na zdjęciu Jana Bułhaka. Na wysokości baszty zamku znajdowały się zarówno budynki z cegły, jak i z drewna, niemal podoklejane do siebie, stojące w pewnym nieładzie na skutek cofnięcia lub wysunięcia wobec linii ulicy. Prawdopodobnie ze względu na lepsze oświetlenie światłem słonecznym zdecydowanie więcej zdokumentowano budynków znajdujących się po parzystej stronie ulicy. Warto też zwrócić uwagę, że na dalszym planie widoczne są zabudowania równoległej do Krawieckiej ulicy Podzamcze. Zdarza się niekiedy, że pojedyncze budynki z obu ulic są mylnie opisywane.

 

Większość zdjęć pokazuje początek ulicy, dużo mniej zabudowę za Wzgórzem Zamkowym. Zachowało się zaledwie 3 zdjęcia pokazujące zabudowę placu Krawieckiego. Pochodzą one z dokumentacji prac przy niwelacji i porządkowaniu terenu placu, jakie zostały przeprowadzone na przełomie 1938 i 1939 roku, a finansowane były z Funduszu Pracy. Dokumentacja pokazuje jak plac wyglądał przez rozpoczęciem prac, podczas ich trwania i po zakończeniu.

 

Wielu znanych lubelskich fotografów zaglądało na ulicę Krawiecką. Stefana Kiełsznię na Krawieckiej interesuje pojedynczy budynek, postać, nie fotografuje „krok po kroku” jak na Kowalskiej czy Nowej. Zagląda na podwórka, widzimy suszące się pranie, kobietę z miednicą, przypadkowych przechodniów i fragment budynku. Podobnie, na tyły i podwórka ze swoim aparatem zagląda Stanisław Magierski. Baszta, balkon domu i fragment kolejnego, który sfotografował też Kiełsznia. Magierski wędruje wzdłuż ulicy, podobnie jak Ziółkowski i Czechowicz, który dochodzi aż do placu Krawieckiego. Na wielu zdjęciach oprócz budynków widoczni są przechodnie, niektórzy śmiało patrzą w obiektywy aparatów, pozują do zdjęć.

Józef Czechowicz na jednej ze swoich fotografii uwiecznił budynki znajdujące się niemal na końcu ulicy Krawieckiej. Przy krawędzi zdjęcia widać fragment murowanego budynku. Może mieszkał tu Jakow Glatsztejn?

Fragment zabudowy ulicy Krawieckiej. Fot. Józef Czechowicz. Źródło: Muzeum Lubelskie
Fragment zabudowy ulicy Krawieckiej. Fot. Józef Czechowicz. Źródło: Muzeum Lubelskie

 

Jeden z budynków szczególnie upodobali sobie fotografowie. Pojawia się kilkakrotnie – adres Krawiecka 7. Najlepiej widoczny jest na zdjęciu nieznanego autora, gdzie w prawym górnym rogu widać kaplicę Tyszkiewiczów przy kościele oo. dominikanów i sylwetę klasztoru. Budynek zaniedbany, dawno bielony i chyba równie dawno remontowany. Jest drewniany, kryty papą, z oknami wyposażonymi w okiennice i balkonem z balustradą wspartą na słupie na pierwszym piętrze. Na kolejnym zdjęciu Stanisława Pastusiaka widać pewną zmianę – zamiast skrajnego okna po prawej stronie są drzwi. Czy postaci obok to mieszkańcy? Grupka dzieci, na pierwszym planie chłopiec śmiało spogląda w obiektyw aparatu.

 

Zdjęcie pokazujące ten sam fragment budynku, ale z nieco dalszej perspektywy ulicy Basztowej wykonał Stanisław Magierski. Magierski obszedł dom praktycznie dookoła. Dzięki temu możemy zobaczyć jak budynek wyglądał z boku. Na zdjęciu zimowym widać spadek dachu i dwie facjaty, dom jest w złym stanie, co dodatkowo podkreśla walące się ogrodzenie. Następnie fotograf oddala się i widzimy tyły budynków, a w dalekiej perspektywie łąki. Magierski wraca w to samo miejsce w lecie. Jedno ze zdjęć jest wykonane dokładnie z tego samego miejsca, na kolejnym widać życie w budynku – z jednego z okien wygląda kobieta i uśmiecha się do fotografa. Pod oknem, z którego wygląda, na gzymsie siedzą dwa koty, symetrycznie, po obu stronach. Oznaki życia w budynku udokumentował też Stefan Kiełsznia – na pierwszym planie pranie, skrzynia i dzieci pomiędzy sznurami z bielizną.

 

Ulica Krawiecka. Fot. Stanisław Magierski
Ulica Krawiecka. Fot. Stanisław Magierski

 

Adres Krawiecka 7. Według danych z ankiety Inspekcji Budowlanej z dnia 5 II 1936 r. w budynku było 8 mieszkań jednoizbowych, w których mieszkało: 6 Chrześcijan, 58 Żydów, z czego: 12 mężczyzn, 28 kobiet, 9 dzieci do 6 lat, 14 dzieci w wieku 7-18 lat. Właścicielami nieruchomości byli Blatman Hersz Lejb syn Arona, Wosk Joel syn Mendela, Genadman Chawia córka Lejby, Tenenbaum Mira Łaja córka Puzer, Berberfisz Moszek syn Berka. W rubryce rodzaj budynku czytamy: „budynek mieszkalny, drewniany” i dalej data rozpoczęcia użytkowania: „dom stary, przedwojenny”. Przypuszczalnie chodzi o I wojnę światową.
[APL, Inspekcja Budowlana, sygn. 2215]

Wszystkie omówione zdjęcia zostały wykonane przed 1939 rokiem. W czasie II wojny światowej, ściślej w 1940 roku na Krawiecką zawędrował żołnierz Wermachtu Max Kirnberger. Podobnie jak poprzednicy sfotografował dom pod numerem 7. Ten sam dom i niemal takie samo ujęcie jak pierwsze omówione. Widoczne są znajome elementy budynku – okna z okiennicami i dwie pary drzwi, których nie widać było na wcześniejszych zdjęciach, a także facjata z otwartym oknem i sąsiednie domy. Oprócz zdjęcia budynku są jeszcze portrety mieszkańców ulicy.

 

Miejsce zapamiętane

Przypominam sobie informacje o ulicy Krawieckiej. W zasadzie trudno je znaleźc w przewodnikach po Lublinie. Majer Bałaban pisał o ulicy Krawieckiej w opracowaniu „Żydowskie miasto w Lublinie” wydanym w 1918 roku następujące słowa:

„(…) Krawiecka jest bardzo długa. Okrąża ona Wzgórze Zamkowe, stanowiąc od tej strony najbardziej zewnętrzną granicę miasta. Stojące przy niej domy nie są stare, pochodzą najwyżej z XVIII wieku, ale mają bardzo oryginalną architekturę z poddaszami, werandami i balkonami i stoją w tak malowniczym nieporządku, że to bogactwo form nieustannie przyciąga wzrok. Jedyna cechą wspólną tych domów jest jednak to, że wszystkie są w ruinie, mają dziurawe dachy, popękane fundamenty, krzywe schody i niezliczoną ilość mieszkańców. Do tego dochodzi jeszcze ich wielobarwność, która potęguje malowniczość okolicy”.
[Majer Bałaban, Żydowskie miasto w Lublinie, tłum. J. Doktór, Lublin 2012, s. 88-89]

Wiele lat później Robert Kuwałek w rozdziale książki „Lublin. Jerozolima Królestwa Polskiego” pisze:

„Ta część Miasta Żydowskiego w Lublinie uchodziła za najuboższą i najbardziej zaniedbaną. Tu mieszkała największa biedota żydowska, w wielu przypadkach utrzymująca się z niewiadomego źródła. Ludzi tych nazywano „luftmenszen” – „żyjący z powietrza”. Nikt nie wiedział dokładnie, z czego utrzymywały się wielodzietne rodziny, żyjące w ruderach na Krawieckiej. Nie mógł dać im bowiem utrzymania biedny zakład krawiecki, czy szewski albo biedny straganik. Prawdopodobnie to z Krawieckiej pochodziły owe Żydówki, które na lubelskich targach, czy ulicach Podzamcza sprzedawały gorący groch, czy kilka bajgielków. Ów handel z pewnością nie zapewniał należytego utrzymania całym rodzinom”.
[Robert Kuwałek, Wiesław Wysok, Lublin. Jerozolima Królestwa Polskiego, Lublin 2001, s. 108-109]

 

A w jednej ze swoich opowieści opublikowanych na portalu jews-lublin.net dodawał:

Wszystkie te domy zamieszkane były przez niezliczone mrowie najuboższych Żydów lubelskich. Byli to ludzie nie tylko ubodzy, ale także ortodoksyjni i konserwatywni w swojej tradycji. Na ulicy tej nikt prawie nie mówił po polsku, bo nie było tu takiej potrzeby. Zamożni Żydzi mieszkali na innych ulicach i bywało, że mogli przez całe życie nie być w tym siedlisku nędzy. Tym bardziej dla Polaków ulica ta była jeszcze mniej interesująca, chociaż wielu z lublinian było na niej przed wojną, nawet przypadkowo.
[Cyt. za: http://teatrnn.pl/leksykon/node/234/lublin_%E2%80%93_ulica_krawiecka_nie_istnieje]

 

Wrażenia z wizyt mieszkańców Lublina na Podzamczu odnajdujemy w relacjach świadków historii.

Bogdan Stanisław Pazur:

Znam Krawiecką. Bawiłem się, biegałem po tej ulicy. Wybrukowana była „kocimi łbami”, nie skanalizowana. Chodniki miała w miarę czyste, zasypane łuskami z pestek słonecznika – to było charakterystyczne – i pestek dyni. Chodził przodownik policji i jeśli bardzo było brudno, zmuszał dozorców do sprzątania. W zasadzie dozorcami na tak zwanych „Żydach” byli Polacy. Jak to ulica: szara, bezbarwna, hałaśliwa, ze specyficznym zapachem cebuli,czosnku i śledzi. Taka była Krawiecka. Całe życie Żydów toczyło się na ulicy, przed domem. Szczególnie w marcu, jak zaczęło świecić pierwsze słońce, to oni się wygrzewali. No i kręcili się na okrągło. Ruch kołowy był bardzo niewielki, od czasu do czasu przejeżdżał wóz – „żelaźniak”. Najczęściej jeździł Żyd, który zbierał szmaty, zamieniał na szklanki, talerze, garnki, skupował, zamieniał, wymieniał. Zabawy odbywały się na środku jezdni. Tam się siedziało na chodnikach, grało w klasy, skakanki. Krawiecka to była żydowska biedota: szewcy, krawcy, nosiciele wody, drwale, jacyś tacy bezzawodowcy. Nie pracowali, z czegoś to jakoś wszystko żyło, jakoś się trzymało kupy.

Josef Achtman:

Po drugiej stronie Bramy Żydowskiej rozpoczynała się ulica Krawiecka, będąca „wrotami do ludu”, zabudowana małymi chatami z drewna lub smoły, które naprawdę stały na kurzych nóżkach. Po prawej stronie ulicy Krawieckiej, poniżej jej poziomu (…) rozciągał się krajobraz Woli Kalinowszczyzna, przepięknego, ostro kontrastującego z szarzyzną biednych dzielnic. Na końcu ulicy Krawieckiej stała łaźnia Cukiermana (…).

Samuel Lejb Schneidermann:

Na ulicy Krawieckiej i Żydowskiej [czyli Szerokiej] znajdują się klasyczne eksponaty nędzy. W czterołokciowych komórkach mieszkają rzemieślnicy i handlarze. (…) Komórka za komórką cału rząd: tu krawiec, dalej szczotkarz, rymarz, blacharz, a przed komórkami – kobiety z koszykami obwarzanków, gotowanego grochu lub małych rybek.

Mosze Wasąg:

Pracowałem też jako stolarz na Krawieckiej, robiłem meble u Krepla, było to znane nazwisko w Lublinie. On miał swój zakład na Krawieckiej 7 albo 9, na dole. Zakład nazywał się Woskbojnia [dawniej była tam prawdopodobnie fabryka wosku – przyp.red.]. To było w zaułku na Krawieckiej. Bardzo biednie się mu mieszkało.

Aleksander Szryft:

Na rogu Zamkowej i Krawieckiej mieściła się także tania restauracja żydowska, należąca prawdopodobnie do Bessa. Stołowali się tutaj głównie artyści lubelscy, którzy często nie mieli pieniędzy na droższe lokale. W tej restauracji, gdzie kwitło towarzyskie życie artystów, jedzenie można było dostać na kredyt. Był to zazwyczaj jakiś śledzik, zupa, pełne posiłki, smaczne i niedrogie. Idąc Krawiecką dochodziło się do Siennej.

 

Krawiecka

Obraz ze wspomnień dopełniają materiały archiwalne znajdujące się w zespole Inspekcji Budowlanej przechowywane w Archiwum Państwowym w Lublinie. Wybieram kilka adresów. Na Krawieckiej ostatni adres po stronie nieparzystej to 57, strona parzysta kończy się numerem 34.

Krawiecka 1, pierwszy adres na Krawieckiej jednocześnie ostatni numer na Podwalu – 15 to kościół i klasztor pw. św. Wojciecha.

Po drugiej stronie: Krawiecka 2/Zamkowa 1. W budynku w 1940 roku mieszkało: 3 Chrześcijan, 36 Żydów, w tym 12 kobiet, 17 mężczyzn i 10 dzieci. W 1928 roku w dokumentach urzędowych odnotowana jest restauracja prowadzona przez Moszka Sztetelmana, adres restauracji potwierdza Księga Adresowa Polski 1929. Jest to ta sama restauracja, którą wspomina Aleksander Szryft. W dokumentach Inspekcji Budowlanej odnajdujemy wzmianki dotyczące tego adresu. Są to m.in. lista uchybień w utrzymaniu budynku, wystosowana przez Inspekcję Budownictwa Zarządu Miejskiego do właścicieli posesji Krawiecka 2 z 1937 i 1938 roku, dokumentacja w sprawie składowania lodu w piwnicy przy Krawieckiej 2, a także informacja, że w budynku tym mieściła się siedziba organizacji Cukunft zrzeszającej młodzież bundowską.
[APL, Inspekcja Budowlana, sygn. 2210]

Inny adres: Krawiecka 28 – dom narożny posiadający podwójny adres: Krawiecka 28/Podzamcze 21. W 1940 roku w budynku mieszkało 32 Żydów, w tym: 8 kobiet, 12 mężczyzn i 12 dzieci. W 1936 roku właścicielami byli: Goldsztajn Josef, Grinfarb Pesach, Grinfarb Mojżesz, Hamer Taba córka Lejby, zarządcą była współwłaścicielka budynku Taba Hamer. Co ciekawe w rubryce rodzaj budynku wpisano: dom mieszkalny i gospodarczy z cegły i łopianu (?). Budynek był użytkowany przed 1914 rokiem. Ponadto z ankiety możemy się dowiedzieć, że liczba mieszkań wynosiła 6 i wszystkie były 1-izbowe. Odnotowano też 1 balkon z poręczą żelazną, dach kryty blachą i papą. W budynku znajdowała się piwiarnia, chociaż szyld nie był umieszczony na budynku.
[APL, Inspekcja Budowlana, sygn. 2210]

Kolejny adres Krawiecka numer 31. Właścicielem budynku był Josef Akierman, który był też właścicielem funkcjonującej w budynku łaźni parowej. W budynku mieszkało 48 chrześcijan i 153 Żydów. Wzmiankowane informacje dotyczą głównie spraw związanych z działalnością łaźni i jej planowaną przebudową, dokumenty do zgłoszenia działalności przemysłowej przez Akiermana, a także podanie lokatorów budynku Krawiecka 31 w sprawie ich eksmisji z lokali przez właściciela Josefa Akiermana. Podanie podpisali: Marcel Czechowicz, Nusym Zylbersztajn, Fajda Akiersztajn.
[Za: APL, Inspekcja Budowlana, sygn. 2210]

I tak dalej….

 

Historia jednego domu

W środkowej części ulicy, niemal na zakręcie, znajdował się duży dom, dobrze widoczny na zdjęciach lotniczych. Tutaj pod numerem 41 był murowany budynek mieszczący Fabrykę Wyrobów Tytoniowych Zelmana Krasuckiego, a także przedszkole „Ognisko” prowadzone przez Związek Kobiet Żydowskich, Towarzystwo Dobroczynne „Pas Leorchim” i kibuc „Ha Szaron”. Historię tego miejsca i jego mieszkańców odtworzył kilkanaście lat temu Tomasz Czajkowski, została opisana w 28 numerze „Scriptores” opublikowanym w 2003 roku.

 

 

Próbuję streścić historię tego adresu.

Pierwsza informacja o nieruchomości pojawia się w Księgach Wieczystych w 1801 roku. W 1892 roku nieruchomość nabywa Zelman Krasucki, wcześniej właścicielami nieruchomości były rodziny Szwabe, Zyserman, Wajnman i Herszenhorn. Zelman Krasucki, a po jego śmierci – syn Nehemiasz prowadzą w budynku Parową Fabrykę Wyrobów Tabacznych „Z. Krasucki”. Fabryka działa do 1914 roku, w międzyczasie mają w niej miejsce strajki (1906 i 1908 r.) oraz pożar (1908). Produkcję wznowiono w 1920 roku, ale w 1923 roku fabryka zbankrutowała.

W 1917 roku w budynku mają miejsce ogólnopolskie obrady „Bundu”, w 1919 roku rozpoczyna działalność kibuc. W 1925 roku budynek kupuje Gmina Wyznaniowa Żydowska w Lublinie, prawdopodobnie w 1931 roku wprowadzają się pierwsi „dzicy lokatorzy”, a od 1932 roku działają tu Lubelskie Towarzystwo Popierania Uczących się Biednych Dzieci Żydowskich i Ochronka-Przychodnia „Ognisko”, następnie swoją siedzibę przenosi tu Związek Kobiet Żydowskich.

Od 1933 roku Inspekcja Budowlana zwraca uwagę na fatalny stan techniczno-sanitarny budynku, a w 1935 roku mieszkańcy apelują do Gminy o ratowanie kamienicy. W 1937 roku powstaje spis lokatorów, zawierający ponad 50 nazwisk, w tym samym roku komisja złożona z przedstawicieli Inspekcji Budowlanej, Wydziału Spraw Społecznych i Policji wydaje nakaz natychmiastowego wysiedlenia lokatorów i przeprowadzenia remontu. Od końca września 1937 roku do 1939 roku budynek stopniowo opuszczają mieszkańcy, ale na ich miejsce pojawiają się kolejni.

Ostatni spis lokatorów kamienicy pochodzi z początku 1939 roku i zawiera następujące nazwiska: Josef Nordman, Sender Stopa, Miriam Liberman, Moszek Bojm, Josek Goldman, Srul Reden, Jankiel Akiersztajn, Toba Berger, Jankiel Goldman, Hersz Bajtelman, Icek Edelsztajn, Hersz Frym, Rajzla Wasąg, Froim Wasąg, Złata Oksman, Majer Śliwka, Szajndla Mer, Josek Tauber, Ruchla Fiszman, Lejb Fajersztajn, Fajwel Śliwka, Moszek-Mendel Gewerc, Szajndla-Łaja Glazer, Luba Arbetman, Abram Kranc, Miriam Geszychter, Aron Elzon, Srul Precelman, Chaja-Liba Aspis, Chaim Lederfarb, Cał Akiersztajn, Hersz-Jakób Harsztajn, Estera Cang, Abram Bojm, Noech Rozenwajn, Bencjan Korenblit, Jojna Cygielman, Chil Korensztajn, Szloma Rajdman, Pinia Zyswaser, Dawid Frydman, Lejb Szulszrajber, Szmul Urman, Moszek Garfinkiel, Judel Jungman, Moszek Fenstermacher, Rywka-Ruchla Chudy, Jeremiasz Szklarz, Mordechaj Goldberg, Lejb Cytryn, Zyskind Finkielsztajn, Icek Nadelsztajn, Szloma Goldring, Lejb Garnek.

Jedynie przy sześciu osobach zaznaczono, że pracują. Większość miała przynajmniej troje dzieci. W sumie w dniu sporządzenia tego dokumentu mieszkało tam 325 osób.
[Spis lokatorów domu przy ulicy Krawieckiej Nr 41 w Lublinie, należącego do Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Lublinie, „Scriptores”, 28, s. 157, za: APL, Inspekcja Budowlana, sygn. 2235]

W czasie wojny w budynku działała Komisja Macowa, a w październiku 1940 roku była przeprowadzona lustracja lokalu i stanu materialnego mieszkańców. Dom przetrwał do sierpnia 1941 roku. Wtedy na rozkaz hitlerowców kamienica została rozebrana, a jej mieszkańcy rozproszeni. Niektórym udało się przeżyć. Tomasz Czajkowski podczas swoich poszukiwań dotarł do trzech mieszkańców tej kamienicy: Moszego Wasąga, Josepha Bauma i Sziki Kacira.

We wspomnieniach Lublinian adres Krawiecka 41 przedstawia się następująco:

Bogdan Stanisław Pazur:

Budynek 41 mieścił się prawie na końcu ulicy Krawieckiej. Pamiętam go już, jak był budynkiem mieszkalnym. Mieszkali w nim tylko Żydzi. Nie miałem tam kolegów. No, dla mnie był ponurym budynkiem. Miał schody wejściowe z dwiema kolumnami. Niedaleko, bo na Krawieckiej 39, mieszkali państwo Woleńscy, którzy mieli synów w moim wieku i z nimi tam podchodziłem. Ten budynek był dla mnie tajemniczy, prawie cały czas zamknięty od zewnątrz. Zamknięte okiennice, zamknięte okna, nigdy nie otwierane. Był o tyle ciekawy, że tajemniczy, no ale ja w nim nigdy nie byłem przed wojną. No a po wojnie, to już nie było budynku.

Aleksander Szryft:

Były tam pozostałości maszyn, jakieś materiały, odpadki z produkcji i kolorowe pudełka z denkiem. Górne denko było ze szkła. Wykradaliśmy je więc z sali, gdzie leżały. Wymienialiśmy się nimi potem. Wiedziałem, że w tym domu mieszkali ubodzy ludzie, których nie stać było na czynsz. Znałem tam rodzeństwo Wasągów i kobietę, która pracowała latem jako kucharka na półkoloniach dla ubogich żydowskich dzieci. Dzieci dostawały śniadanie i obiad na stadionie przy ul. Siennej, gdzie odbywały się ich zajęcia, ale gotowano w domu na Krawieckiej 41. To był kawał drogi i taki jeden zdrowy facet dźwigał codziennie kotły z jedzeniem z Krawieckiej na Sienną.

 

Pełne relacje cytowanych Świadków Historii są dostępne na stronie www.historiamowiona.teatrnn.pl:

Aleksander Szrift

Mosze Wasąg:

  • http://teatrnn.pl/historiamowiona/swiadek/Was%C4%85g%2C_Mosze_%281917-2007%29?tar=33713

Sziszka Kacir:

Dawid Sztokfisz:

 

 

Historia jednego człowieka

Marian Milsztajn wspomina:

Żydzi nie znali języka polskiego. Znali trochę ze szkoły, ale nie używali. Jak się pobrał, jak miał dzieci, jak miał żonę, jak miał warsztat, to też nie używał polskiego, bo do czego? Z kim miał mówić po polsku? Jak cała jego rodzina mówiła tylko po żydowsku. Moja babcia wiedziała, co to jest polski język? Nie wiedziała. Nie miała zielonego pojęcia, że istnieje jakiś język oprócz żydowskiego. Matka moja, na przykład, znała rosyjski trochę ze szkoły, ojciec znał rosyjski ze szkoły i z wojska. A z polskich szkół i z polskiego okresu niepodległości Żydzi nie mówili po polsku. Inteligencja – tak, bo ukończyli gimnazja.
[Cyt za: Archiwum Programu Historia Mówiona. Cyt. Za: Scriptores, nr 28, s. 133]

Język jidysz był najczęściej słyszanym językiem na ulicy Krawieckiej. Jednak służył nie tylko do porozumiewania się w codziennym życiu. Był językiem występującym na szyldach sklepów, był językiem gazety „Lubliner Tugblat”, wreszcie był językiem literatury pięknej. Nieopodal ulicy Krawieckiej mieszkał przed II wojną światową jeden z największych pisarzy języka jidysz Jakub Glatsztejn.

Jakub (Jankew) Glatsztejn urodził się 20 sierpnia 1896 roku w Lublinie, w tradycyjnej rodzinie żydowskiej, uczył się w chederach, ale uczęszczał też do nauczycieli prywatnych i ukończył gimnazjum. Znajomość literatury jidysz posiadł dzięki ojcu. W 1914 roku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Zadebiutował w 1919 roku, jego pierwszy tomik pt. Jankew Glatsztejn ukazał się w 1921 roku. Pisał w języku jidysz, prof. Monika Adamczyk-Garbowska podkreśla: „Mimo, że większość życia spędził w Ameryce, nigdy nie porzucił rodzinnej mowy (…) określającej jego głęboką tożsamość jako poety”. W artykule przybliżającym postać Glatsztejna prof. Adamczyk – Garbowska pisze o jego swobodnych eksperymentach z rożnymi formami poetyckimi i fascynacji językiem jidysz, który pisarz „nieustannie przetwarzał i celebrował”. Tuż przed wojną – w 1934 roku Glatsztejn na krótko przyjechał do Lublina. Podróż zaowocowała publikacją dwóch powieści: „Wen Jasz iz geforn” („Kiedy Jaś pojechał”) z 1938 roku i „Wen Jasz iz gekumen” („Kiedy Jaś powrócił”) z 1940 roku. Był autorem ponad 10 tomów poetyckich, 2 powieści autobiograficznych, był felietonistą nowojorskich dzienników i tygodników. Zapoczątkował, jak pisze prof. Monika Adamczyk-Garbowska, „introspektywiczny nurt w amerykańskiej poezji jidysz. (…) poeci przedstawili swoją misję ożywienia i unowocześnienia poezji żydowskiej”. Zmarł 19 listopada 1971 roku w Nowym Jorku.
[Wszystkie cytaty za: Monika Adamczyk-Garbowska, Jakub Glatsztejn, „Scriptores”, nr 27, s. 129-130]

 

W opublikowanej w 1967 roku prozie poetyckiej „Lublinie, moje święte miasto” pisarz oddał hołd swojemu rodzinnemu miastu. Cytuję fragment:

Lublinie, moje święte żydowskie miasto, miasto wielkiej żydowskiej nędzy i radosnych żydowskich świąt. Twoja żydowska dzielnica pachniała świeżym razowym i sitkowym chlebem, kiszonymi ogórkami, balsaminką, śledziem i żydowską wiarą. Bóżnica chasydów, synagogi Maharama i Maharszala, bóżnice i bóżniczki rzemieślników okrywały, rzec można, aurą świętości powszedni handel. Omączeni tragarze, którzy stali w oczekiwaniu na parę groszy, wpadali od czasu do czasu do chasydzkiego domu modlitwy nacieszyć się atłasowym brzmieniem śpiewnych głosów. (…)

 

Lublinie, moje święte miasto spragnionych wiedzy chłopców i dziewcząt, pełne – jak pierwszy bez – świeżych woni odradzającego się języka hebrajskiego i smakowitości dumnego jidysz, miasto „Hazomiru”, stowarzyszeń zawodowych, naszej wspólnej tęsknoty za Odessą i Warszawą, naszych fascynacji Bialikiem, Friszmanem, Mendele, Perecem, Szołem Alejchemem i Rejzenem. Moje miasto rozmarzonych malarzy, poetów i skrzypków.

 

Przełożyła z jidysz Monika Adamczyk-Garbowska

 

[Utwór ukazał się w zbiorze Ich tu dermonen, New York – Tel Aviv, Bergen Belsen Memorial Press 1967, s. 91–92. Pierwodruk tłumaczenia w języku polskim: „Scriptores”, nr 1/2003 (27), s. 187. Cyt. za: Pięć wieków poezji o Lublinie. Antologia, wybór opracowanie i wstęp: Waldemar Michalski, Lublin 2015, s. 119–120]

 

Dom Jakuba Glatsztejna znajdował się prawdopodobnie przy ulicy Jatecznej 25. Dotychczas przypuszczano, że był to adres Jateczna 19, jednak przy okazji przygotowań do jednego z projektów realizowanych przez Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” udało się zweryfikować adres. W akcie urodzenia Jakuba Glatsztejna widnieje numer policyjny 500 ½ . Jest to adres z ulicy Jatecznej. Po analizie danych z „Kalendarzy lubelskich”, m.in. z 1912 roku Adam Kopciowski z dużym prawdopodobieństwem ustalił, że jest to adres Jateczna 25. Jednak nie do końca wiadomo gdzie dokładnie znajdował się budynek, w którym mieszkał Glatsztejn. Prawdopodobne był to róg ulicy Jatecznej i placu Krawieckiego. Może to dom, który na jednej ze swoich fotografii uwiecznił Józef Czechowicz?

Fragment zdjęcia lotniczego z widocznym placem Krawieckim i ulicą Jateczną
Fragment zdjęcia lotniczego z widocznym placem Krawieckim i ulicą Jateczną

 

Gdy oglądam zdjęcia lotnicze mój wzrok przyciąga jeszcze jeden obiekt znajdujący się na Krawieckiej. Dość mały, ale jakże ważny. Na zakręcie stoi studnia. Niestety dokładnie jej nie widać, ale już rzut oka wskazuje duże podobieństwo z obiektem znanym nam dziś z placu manewrowego dworca PKS. Punkcik widać zresztą na mapie z 1928 roku. Niestety, nie zachował się projekt charakterystycznej obudowy studni – zdroju, wykonanego z cegły klinkierowej. Jego powstanie datuje się na rok 1865.

 

Sąsiedztwo

Pisząc o ulicy Krawieckiej warto poświęcić chwilę uwagi także jej najbliższemu sąsiedztwu. Chodzi mi w tym miejscu przede wszystkim o ulicę Podzamcze, ponieważ była to ulica równoległa do Krawieckiej. Cytowany już wcześniej Majer Bałaban pisze:

Inne domy stoją na Podzamczu. Są one stare i tak ściśle przylegają do Wzgórza Zamkowego, że jej stromy stok góruje nad nimi, a jeszcze wyżej wyrasta zamek, który rozciąga na wszystkie strony swoje mury i blanki”.
[Majer Bałaban, Żydowskie miasto w Lublinie, tłum. J. Doktór, Lublin 2012, s. 89]

Przy ulicy znajdowało się 21 adresów. Niektóre miały wspólne adresy z Krawiecką: Podzamcze 7/Krawiecka 12, Podzamcze 21/Krawiecka 28, Podzamcze 2/Zamkowa 12, Podzamcze 4/Zamkowa 7, Podzamcze 1/Zamkowa 10, Podzamcze 3/Zamkowa 5.

Najbardziej wyróżniającym się budynkiem była Synagoga Saula Wahla pod adresem Podzamcze 12, z charakterystycznym dachem namiotowym.

Była to bożnica wybudowana na przełomie XVI i XVII wieku i zgodnie z miejscową legendą łączono ją z osobą Saula Wahla – jednodniowego króla polski, w rzeczywistości znanego (…) kupca i bankiera króla Stefana Batorego. W okresie międzywojennym obiekt ten nazywano także Synagogą Gońców lub Kuśnierzy”.
[Robert Kuwałek, Wiesław Wysok, Lublin. Jerozolima Królestwa Polskiego, Lublin 2001, s. 109]

Bałaban dodaje:

„Nie wyróżnia się ona niczym szczególnym. Mieści się w prostej, czworokątnej sali, na pierwszym piętrze domu i jest pozbawiona jakichkolwiek ozdób. Nad nią znajduje się synagoga kobieca połączona z męską dziurą w suficie. Aby kobiety nie wypadły przez nią, została opatrzona kratami”
[Majer Bałaban, Żydowskie miasto w Lublinie, tłum. J. Doktór, Lublin 2012, s. 89]

 

Ulica Podzamcze zaczynała się właściwie przy ulicy Szerokiej. Zachowało się niewiele zdjęć przedstawiających zabudowę ulicy Podzamcze, znamy ją głównie dzięki zdjęciom lotniczym. Przy ulicy Szerokiej znajdowały się dwa domy mające już adres Podzamcze, a następnie zlokalizowane było przejście pod ulicą Zamkową, za którym ulica Podzamcze miała swoją kontynuację. Przejście zwane było Porta Sordida czyli potocznie Brama Zasrana. W szczególny sposób upodobali ją sobie fotografowie: Edward Hartwig, Stanisław Magierski, Jan Bułhak, Henryk Poddębski. Nisko sklepiony przejazd i budynki. Czasami przechodnie, dzieci bawiące się na ulicy. Nie widać ani skrawka nieba ale światło zagląda w to miejsce. (chyba?) Najlepsze ujęcie wykonał Edward Hartwig – kobieta z miotłą, biegnący chłopiec i majacząca postać kobiety na drugim planie. Wszystko lekko zamglone, rozmyte, ale światło odbija się od nawierzchni i rynsztoków po obu stronach ulicy, i lufcika okna, światłocień we mgle, tajemnica otwartych drzwi po lewej stronie kadru. Doskonały przykład popularnego w tamtym czasie nurtu piktorialnego w fotografii.

 

 

Ale wróćmy do opowieści o ulicy Krawieckiej.

 

Krajobraz pustki

Ulica Krawiecka przestała istnieć w czasie II wojny światowej. Zachowały się dwa zdjęcia przedstawiające ruiny, a w zasadzie pustkę i resztki kilku budynków. Oba zdjęcia są wykonane z tego samego miejsca. Widać fragment ściany kamienicy przy ul. Krawieckiej 4, następnie resztki parteru kolejnych budynków, za nimi stoi kamienica z ulicy Podzamcze, obok której znajdowała się Synagoga Saula Wahla. Na dalszym planie widać pozostałości budynków z Krawieckiej. Pomiędzy ruinami wije się droga, przy której stoją słupy elektryczne. Potwierdzeniem faktu widocznego na zdjęciach jest dokument przechowywany w Archiwum Państwowym w Lublinie. Jest to „Wykaz budynków rozebranych przez Władze Niemieckie względnie będących w stanie rozbiórki sprawdzony w terenie w dniu 9 marca 1943 roku przez pp. Głębikowskiego i Koszałkę”. Według spisu nierozebrane, względnie w stanie rozbiórki były tylko następujące budynki z ul. Krawieckiej: ul. Krawiecka 1 (klasztor), Krawiecka 30 i Krawiecka 35.

 

Przez kolejne lata obszar po ulicy Krawieckiej stopniowo stawał się terenem pustym i zapomnianym. Chociaż 28 lipca 1944 roku miało tu miejsce ważne wydarzenie. W zbiorowej mogile po południowej stronie Wzgórza Zamkowego pochowano ciała 127 więźniów Zamku zamordowanych podczas ostatniej egzekucji, która obyła się w dniu 22 lipca 1944 roku – zginęło wtedy około około 300 osób. Pogrzeb miał manifestacyjny charakter – uczestniczył w nim m.in. generał Zygmunt Berling oraz przewodniczący Centralnego Biura Komunistów Polskich, generał Aleksander Zawadzki.
[za: Zygmunt Mańkowski (red.): Hitlerowskie więzienie na Zamku w Lublinie 1939-1944. Lublin: Wydawnictwo Lubelskie, 1988, s. 364]

W uroczystości licznie uczestniczyli mieszkańcy Lublina. Miejsce pochówku ofiar zaznaczono symbolicznym drewnianym krzyżem. Wydarzenie zostało zdokumentowane na filmie nakręconym przez Brytyjską Kronikę Filmową „The voice of Britain”, będącym obecnie w zasobie Agencji British Pathe pt.„The Tragic City of Lublin”. Analiza kadrów z filmu wskazuje, że mogiła znajdowała się w miejscu gdzie wcześniej znajdowała się synagoga Saula Wahla.

 

Lektura dokumentacji z prac podejmowanych w Lublinie po wojnie, związanych z uprzątnięciem zniszczeń wojennych w zasadzie nie przynosi informacji dotyczących obszaru dawnej Krawieckiej. Wiadomo jedynie, że w 1948, we wrześniu, rozpoczęto prace przy niwelowaniu terenu wokół Zamku, których celem było uprzątniecie gruzów.
[za: G. Wójcikowski, W. Wójcikowski, Kronika 1944-2000, [w:] Lublin: dzieje miasta, t. II, XIX i XX wiek, red. T. Radzik, Lublin 2000]

Intensyfikacja prac na tym terenie miała miejsce dopiero w 1954 roku, w związku z pracami przygotowawczymi z okazji planowanych na lipiec uroczystości związanych z X-leciem PKWN.

10 lutego rozpoczęto odgruzowywanie Podzamcza. Jak piszą w „Kronice 1944-2000” Grzegorz i Włodzimierz Wójcikowscy: „zakłady pracy masowo podejmują zobowiązanie udziału w pracach”.
[za: G. Wójcikowski, W. Wójcikowski, Kronika 1944-2000, [w:] Lublin: dzieje miasta, t. II, XIX i XX wiek, red. T. Radzik, Lublin 2000]

Kilka dni później, dnia 25 lutego 1954 roku, odbyła się ekshumacja szczątków więźniów zamku ze zbiorowej mogiły i przeniesienie ich na cmentarz przy ulicy Lipowej w Lublinie. Tam spoczęły we wspólnym grobie. Według informacji z ówczesnej prasy trumny zostały przetransportowane z placu przed Zamkiem na cmentarz przy ul. Lipowej piętnastoma samochodami w uroczystym kondukcie pogrzebowym w asyście kompanii honorowej Wojska Polskiego, pocztów sztandarowych, rodzin pomordowanych, przedstawicieli władz, delegacji z zakładów pracy oraz mieszkańców Lublina. W uroczystościach uczestniczył ówczesny minister kultury i sztuki Włodzimierz Sokorski.
[za: Zygmunt Mańkowski (red.): Hitlerowskie więzienie na Zamku w Lublinie 1939-1944. Lublin: Wydawnictwo Lubelskie, 1988, Mańkowski s. 364. oraz J.W. Wielka manifestacja społeczeństwa lubelskiego. Tysiące osób oddały hołd wymordowanych za Zamku, „Życie Lubelskie, nr 50, 27 II 1954, s. 6. s. 175]

 

Sam Sokorski wspomina:

Pierwsze prace wykopaliskowe wokół Zamku natrafiły na masowe groby pomordowanych w czasie okupacji hitlerowskiej. Zapadła decyzja uroczystego pogrzebu. Otrzymałem polecenie przemawiania w imieniu Komitetu Centralnego i rządu. Marzec był zimny. Padał deszcz. Tłumy ogromne. Ale Komitet Wojewódzki stanął na wysokości zadania i wszystko odbyło się w największym porządku.
[Włodzimierz Sokorski, Notatki, Warszawa 1975, s. 132]

W ten sposób rozpoczęto intensywne przygotowanie terenów pod Centralną Wystawę Rolniczą.

Włodzimierz Sokorski:

(…) u podnóża Zamku miałem zorganizować Pierwszą Ogólnopolską Wystawę Rolniczą. (…) z oborami dla krów, chlewniami dla świń, stajniami dla koni, polem kukurydzy, wzorowymi działkami ogrodniczymi i wystawą narzędzi rolniczych. W owym czasie wszystkie wystawy organizowało Ministerstwo Kultury i Sztuki (…) Ministerstwo Rolnictwa gwarantowało dostawę bydła i zagospodarowanie działek.
[Włodzimierz Sokorski, Notatki, Warszawa 1975, s. 132]

 

Centralna Wystawa Rolnicza została otwarta 21 lipca 1954 roku, dzień później, 22 lipca, zwiedzili ją Bolesław Bierut, Nikołaj Bułganin, Aleksander Zawadzki, Józef Cyrankiewicz oraz członkowie Biura Politycznego KC PZPR, członkowie Rady Państwa i Rządu, przedstawiciele organizacji społecznych i władz lokalnych oraz zaproszeni goście zagraniczni. Przybyłych przywitał Pełnomocnik Rządu ds. Wystawy – wiceminister PGR Stanisław Tkaczow, a wicepremier Zenon Nowak wygłosił mowę do zebranych oraz przeciął wstęgę. Oficjele byli oprowadzani po terenie wystawowym m.in. przez ministra rolnictwa Edmunda Pszczółkowskiego.

Oglądającym zaprezentowano dorobek i rozwój polskiego rolnictwa w latach 1944–1954, jak napisał Roman Reinfuss wystawa ilustrowaładotychczasowe osiągnięcia Polski Ludowej w zakresie produkcji rolnej i hodowlanej, dając obraz postępu, jaki w ciągu tego okresu zaszedł w [tej] dziedzinie”. Głównym punktem wystawy był Zamek oraz tereny okalające Wzgórze Zamkowe wraz z otwartym w tym samym dniu co wystawa placem Zebrań Ludowych.

W salach Zamku tematem przewodnim wystawy była polska wieś. Prezentowano wytwory sztuki ludowej, na korytarzach były eksponowane fotografie przedstawiające zabytki polskiej architektury, a także malowidła wykonane przez Tadeusza Gronowskiego. Cytowany powyżej Roman Reinfuss recenzując wystawę na łamach „Polskiej Sztuki Ludowej” napisał:

Ilość miejsca wyznaczona na eksponaty z zakresu sztuki ludowej i znaczne fundusze przeznaczone na ich ekspozycję wskazują na to, że w ogólnej koncepcji wystawy lubelskiej zagadnienie plastycznej twórczości ludowej było traktowane z pełnym zrozumieniem jej ważności w życiu kulturalnym Polski Ludowej.
[Cyt. Za: Roman Reinfuss, Sztuka ludowa na wystawach w Lublinie (lipiec-sierpień 1954 r.), „Polska Sztuka Ludowa, R. VIII, nr 5-6, s. s. 312.]

Przestrzeń wokół Zamku przeznaczono natomiast na ekspozycję maszyn rolniczych, urządzono poletka doświadczalne, pawilon leśnictwa z ekspozycją imitującą las, przed którym znajdował się jeleń z brązu, prezentowano motorowe barki na sztucznym stawie, akwaria z rybami, sztuczne wzgórze ze zwierzętami górskimi i bacówką, pawilony hodowlane z krowami rekordzistami, wreszcie sprzęt wojskowy – łodzie desantowe i pontony,

Ponadto na placu Zebrań Ludowych i w lokalach budynków przy placu zorganizowano kiermasz, na którym znajdowały się stoiska 17 województw. Występował cyrk, czas można było spędzić na wesołym miasteczku. „Życie Lubelskie” informowało, że do 14 sierpnia ekspozycję obejrzało 300 tys. osób, w dwa tygodnie później było to już 415 tys. zwiedzających, a w połowie września liczba ta przekroczyć miała 654 tys. Wystawa była dostępna dla zwiedzających przez trzy miesiące. Do Lublina, w celu jej obejrzenia przyjeżdżały wycieczki z kraju i zagranicy.

[Więcej informacji o wystawie i wydarzeniach w Lublinie w 1954 roku w: Marcin Markowski, Lublin w roku 1954 w świetle prasy. Odbudowa miasta, 22 lipca, Centralna Wystawa Rolnicza, „Rocznik lubelski”, t. 40, s. 168-197.]

 

Dokumentację fotograficzną wystawy wykonał Edward Hartwig. Dzięki jego zdjęciom można zobaczyć nie tylko pawilony wystawowe, ale także tłumy uczestniczące w otwarciu wystawy. Podobna dokumentacja, bardziej szczegółowo pokazująca zawartość wystawy jest w posiadaniu Ośrodka „Karta”.

 

Krajobraz pustki

Po zakończeniu wystawy teren opustoszał. Odtąd spełniał funkcję terenu rekreacyjnego. Dzięki zdjęciom Edwarda Hartwiga możemy zaobserwować teren zielony, z ławkami i placem zabaw oraz nielicznymi użytkownikami tej przestrzeni. Z czasem elementy zostały zniszczone.

Czas się zatrzymał.

Dziś w zasadzie oprócz ścieżki, grupy drzew pomiędzy, którymi znajduje się nowy plac zabaw i kilkoma przypadkowo rozmieszczonymi ławkami teren dawnej ulicy Krawieckiej i jej okolic to swoisty krajobraz pustki.

Być może niebawem wróci tu życie. W kwietniu 2015 roku Urząd Miasta Lublin ogłosił konkurs urbanistyczno-architektoniczny na koncepcję zagospodarowania terenu jako „Parku na Błoniach”. Według planów Urzędu Miasta Park miejsce ma być „atrakcyjną dla mieszkańców i turystów przestrzenią w centrum miasta”. Poszukiwanie wizji na ten teren, bo tego dotyczył konkurs, ma poprawiać jakość zaniedbanych miejskich przestrzeni publicznych.

Czy ciąg dalszy nastąpi…?

 


Wszystkie cytowane w tekście fragmenty relacji Świadków Historii pochodzą z zasobu Archiwum Programu Historii Mówionej Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”

O ile nie zaznaczono inaczej materiały ikonograficzne użyte w tekście pochodzą z zasobu Archiwum Ikonografii Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”

 

Tekst jest znacznie poszerzoną wersją artykuł opublikowanego na łamach „Gazety w Lublinie” w dniu 11 września 2015 roku.