Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Teatr NN

Narracje (nie)pamięci: ulica Krawiecka (3). Ślady

Przestało istnieć życie, które wypełniało to miejsce, toczyło się w tym krajobrazie, było scenografią małych i większych wydarzeń, a przede wszystkim nadawało sens opisywanej przestrzeni. Powstała dojmująca pustka z nielicznymi śladami pamięci.

 

Zostanie nam może jakieś drzewo na zboczu,
byśmy je na co dzień widzieli, zostanie wczorajsza ulica
(…)
R. M. Rilke Pierwsza elegia duinejska

[za: Rainer Maria Rilke, Elegie duinejskie, tłum. B. Antochewicz, Ossolineum 1973, s. 7]

 

Widok z wiaduktu prowadzącego na Zamek: płaska, trawiasta przestrzeń rozpościerająca się po prawej stronie, przecięta chodnikiem ułożonym z kostki brukowej, który początkowo biegnie prosto, a następnie łukiem skręca w prawo. Przed idącym otwiera się przestrzeń, z prawej ograniczona sylwetą kościoła p.w. Św. Wojciecha, z lewej wzgórzem zamkowym.

Podążając przed siebie wchodzimy w miejsce osobliwe, w wyrwę w uporządkowanej przestrzeni, skrywającą pamięć i walczącą z anihilacją. Jest to anihilacja miejsc, ludzi i wszelkich śladów. Na szczęście od czasu do czasu, na przykład podczas wykopów i drobnych remontów, krajobraz niepamięci odkrywa swoje tajemnice; są to dowody, że w przestrzeni dawnego Podzamcza nadal tkwią materialne ślady pamięci. Stają się one punktami pamięci w krajobrazie niepamięci. Nieodkryte czekają na odkrycie i upamiętnienie, odkryte i znane na ponowne odczytanie, zapamiętanie i ciągłe o nich pamiętanie, ponieważ przyczyniają się do odsłaniania warstw pamięci i przeszłości. Te wyłaniające się z pustki przedmioty i punkty szukają swojego miejsca pomiędzy niewypowiedzianym, niewidzialnym, niepojętym.

 

Ścieżka

Wracam do zarysowanej w pierwszym akapicie topografii miejsca i powtórzę jedno zdanie: przed idącym otwiera się przestrzeń, z prawej ograniczona sylwetą kościoła św. Wojciecha, z lewej Wzgórzem Zamkowym. I kontynuuję: po przejściu kilkunastu kroków chodnikiem z kostki brukowej, zaczyna się ścieżka. Kiedyś, na przykład w 2006 roku, była bardzo wąska. Pojawiały się na niej pojedyncze postaci, czasem w parach, niekiedy z psami. Zasadniczo ścieżka prowadziła donikąd, jeden sklep i warsztat, ale dopiero za zakrętem w lewo. Skrót do sąsiedniej dzielnicy? Wątpliwe, ponieważ nieopodal tylko krzyżujące się trasy szybkiego ruchu.

Fizycznie nie ma ulicy, która była tu przed wojną i nosiła nazwę Krawiecka, ale jest ona nadal odczuwalna w przestrzeni, ponieważ wydeptana ścieżka wpisuje się w przebieg nieistniejącej ulicy. Ścieżka – choć pozornie niepotrzebna – jest. Ślad utraty. Nie chce zniknąć, nie daje się wymazać. Ból fantomowy tego miejsca.

Obserwuję, że od marca 2015 roku ścieżka jest coraz bardziej uczęszczana. Przemierzana coraz większą ilością stóp staje się szersza, bardziej widoczna. Więcej ludzi po niej chodzi, nie tylko w parach, nie tylko z psami. Dlaczego? Ponieważ od niedawna to jedna z najkrótszych dróg do galerii handlowej.

 

Drzewo

Uwagę poruszającego się po ścieżce po prawej stronie, tuż nieopodal ogrodzeń kościoła i szkoły, wśród grupy kilkunastu drzew, może przykuć jedno z nich – duże, rozłożyste, o symetrycznych konarach i potężnym pniu. To wierzba biała (Salix alba). Kilka suchych faktów: jest to pomnik przyrody figurujący pod nr 14 w Gminnym Rejestrze Pomników Przyrody, a jej pień ma obwód 671 cm.

Wiek drzew bez możliwości policzenia słojów można tylko szacować. W celu ich wydatowania korzysta się z opracowania Longina Majdeckiego Tabela wiekowa drzew. Tabela dla wierzby białej kończy się na 85 cm średnicy i 70 latach życia. Wierzby rosną szybko, ale nie są długowieczne. Jednak wszystko wskazuje na to, że ta, o której piszę, jest wyjątkiem – przypuszczalnie ma około 170 lat (na pewno pomiędzy 150 a 200). Być może jest to jedna z najstarszych wierzb białych w Polsce.

Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że jako młode drzewo wierzba ta była świadkiem wydarzeń rozgrywających się na podwórkach kamienic przy ul. Krawieckiej, potem „patrzyła” na Zagładę tej części miasta, aby po wojnie „uczestniczyć” w wystawie rolniczej, następnie być elementem pobliskiego placu zabaw.

Drzewo jest symbolem długowieczności, zwycięstwa życia nad śmiercią i nieśmiertelności. Wierzba biała, o której piszę, stoi jak potężny, niewzruszony niczym strażnik na straży pamięci nieistniejącego miasta żydowskiego.

Istnienie śladu ulicy i drzewa to dowód na odsłanianie się przeszłości i jej istnienie w przestrzeni pamięci. Stanowią widzialne elementy niewidzialnej przestrzeni.

 

Latarnia

Zanim pieszy przemierzający opisywaną przestrzeń dotrze fragmentem niewidzialnej ulicy Krawieckiej do drzewa, na samym początku swojej wędrówki, tuż po zejściu schodami z wiaduktu na ulicę Podwale, napotka Latarnię Pamięci. Jest to symboliczna latarnia, znajdująca się nieopodal miejsca, gdzie krzyżowały się przedwojenne ulice Podwale, Krawiecka i Podzamcze. Została zapalona w 2004 roku podczas Misterium Pamięci Poemat o miejscu, zorganizowanego przez Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”.

Zapalona przez całą dobę niczym synagogalny ner tamid nie gaśnie, aby stale przypominać o żydowskim mieście i jego mieszkańcach. Ner tamid (słowo z języka hebrajskiego, w języku jidysz – nejir tomid), to lampka znajdująca się w synagodze. Pierwotnie lampka była umieszczana w niszy znajdującej się w ścianie zachodniej budynku. Obecnie jest najczęściej zawieszana przed lub nad Aron ha-Kodesz. Pali się cały czas, nawet wówczas, gdy synagoga jest zamknięta lub pusta. Ner tamid stanowi przypomnienie menory, która znajdowała się w Świątyni Jerozolimskiej. [za: Elonora Bergman, Ner Tamid, [w:] Polski słownik judaistyczny, on-line: http://www.jhi.pl/psj/ner_tamid]

Niedawno obok Latarni Pamięci pojawiły się nowe elementy – betonowa tablica z informacją o jej symbolice i historii oraz jedna z 43 płyt chodnikowych, zaznaczających w przestrzeni miasta obszar getta A, funkcjonującego w Lublinie pomiędzy 1941 a 1942 rokiem. Oba elementy są częścią projektu „Lublin. Pamięć Zagłady”, będącego wieloelementowym szlakiem pamięci (składają się nań: zaznaczenie granic gett na Podzamczu oraz w części Starego Miasta, droga na Umschlagplatz i instalacja artystyczna „Nie/Pamięć Miejsca”). Identyczne, kwadratowe, betonowe płyty chodnikowe w kolorze żółtym można też zauważyć w trawie, za latarnią. Wyznaczają linię graniczną getta, biegnącą tyłami podwórek budynków, znajdujących się przy ul. Krawieckiej.

 

Rzeka

Wędrując ścieżką, wzdłuż nieistniejącej ulicy Krawieckiej, można kontynuować spacer i przejść na drugą stronę dwupasmowej al. Unii Lubelskiej. Obserwator przestrzeni, tuż obok galerii handlowej, zauważy rzekę wyłaniającą się z kanału. To Czechówka. Przed wojną była integralną częścią dzielnicy Podzamcze, znaną m.in. ze zdjęć Edwarda Hartwiga oraz dokumentacji przechowywanej w MPWiK, przedstawiającej jej przesklepianie, które miało miejsce w latach 40. XX wieku [więcej o rzece].

Od tego czasu, na odcinku około 800 metrów, od ul. Wodopojnej do dzisiejszej al. Unii Lubelskiej, rzeka płynie w kanale. Obecnie Czechówka jest kolejnym symbolem nieistniejącego miasta. Meandruje pomiędzy niepojętą historią, niewypowiedzianą tragedią i niewidzialną przestrzenią. Daje spokój wspomnieniom, obrazom i emocjom.

Czechówka, jak opisywana w „Mitologii” podziemna rzeka zapomnienia – Lete, której woda dawała spokój zmarłym i cierpiącym, jest rzeką zapomnienia. Ale tam gdzie jest widoczna, jest jednocześnie rzeką pamięci, ponieważ spod ziemi wymywa pamięć. Przecież tu, gdzie dziś są jezdnie, chodniki i trawniki, osiemdziesiąt i więcej lat temu było miasto żydowskie, zniszczone podczas II wojny światowej. Czechówka jest rzeką wypływającą z przeszłości i płynącą w przyszłość.

Niedawno, ściślej w grudniu 2016 roku, na ścianie kanału wzmacniającego brzeg rzeki pojawił się mural. Jest to jedyny w Lublinie mural dokumentalny – kreacja artystyczna mająca na celu przywołanie pamięci o miejscu, przez które przed wojną przepływała Czechówka. Tomasz Pietrasiewicz powiedział o nim: „Czarno–biały mural jest formą dokumentu, który zaświadcza o przeszłości. (…) Tu, gdzie płynie Czechówka, która przepływała kiedyś pod dzielnicą żydowską, wspomnienia o zniszczonej dzielnicy zostają na nowo wypłukane i naniesione na ścianę”. [Cytat z wypowiedzi udzielonej mediom podczas uroczystego odsłonięcia murala w grudniu 2016 roku].

 

Projekt murala został oparty o kolaż ze zdjęć autorstwa Stefana Kiełszni, wykonanych najprawdopodobniej w 1934 roku. W te wyjątkowe zdjęcia dokumentalne wmontowane są też postaci z dwóch przedwojennych fotografii: kobieta, utrwalona przez Henryka Poddębskiego w okolicach ulicy Podzamcze oraz Henio Żytomirski ze swoim ojcem. Na muralu znalazł się też napis w języku jidysz z niedawno odkrytego pod warstwami farby ściennego napisu reklamowego sklepu kolonialnego z ulicy Cyruliczej.

Ściana, na której został namalowany mural, ma 100 metrów długości. Jest to teraz prawie 200 kroków spaceru wzdłuż nieistniejących ulic, oglądania kolejnych budynków i mijania ludzi, którzy odeszli. Dzięki muralowi mamy możliwość poszerzenia pola naszego widzenia. Lokalizacja murala pozwala na spojrzenie na inny, niemal podziemny świat. Wystarczy na moment pochylić się lub kucnąć, aby spojrzeć dokładniej na coś, co odeszło. Będąc w tej pozycji mural ogląda się jak obraz podziemnego świata, nad którym widać jezdnię, oraz okolice wzgórza zamkowego. Dzięki obrazowi znajdującemu się na muralu krajobraz niepamięci i pusta przestrzeń na moment wypełniają się obrazem, który ma bezpośredni związek z życiem, krajobrazem kulturowym i tożsamością tego miejsca.

Spacer po opisywanej przestrzeni miejsca osobliwego warto zakończyć spojrzeniem z przeciwnej strony – z ostatniej kondygnacji Tarasów Zamkowych. Wystarczy wznieść się w górę, aby zrozumieć jeszcze lepiej miejsce osobliwe. Teraźniejszość i przeszłość, istnienie i nieistnienie, przestrzeń wypełnioną i próżnię. Tutaj jak na dłoni widać to, czego nie widać. Fizyczne przemierzenie pomiędzy wiaduktem w kierunku Zamku, a Tarasami Zamkowymi to przejście mostem nad czasem. Powstają widoki paralelne.

 

Stoję na dachu Tarasów Zamkowych. Śledząc historię tego fragmentu miasta mam wrażenie, że ta pustka WSZYSTKO WCHŁANIA, ponieważ jest próżnią przestrzenną. To co było, zniknęło. Jest to miejsce, na którym nic nie jest stałe: coś znikło bezpowrotnie, rana się zabliźniła, jednak na tej bliźnie nic nie jest w stanie zaistnieć. Wszystko, co wydarzyło się tutaj po wojnie, nie przetrwało długo: upamiętnienie więźniów zamku istniało przez 10 lat, wystawa rolnicza – kilka miesięcy, teren rekreacyjny – kolejne kilkanaście lat. Czy obszar ten zawsze będzie widoczną blizną? Nie-miejscem nie-pamięci z nielicznymi śladami?

 

Ciągle pytam: czy ciąg dalszy nastąpi?

W kwietniu 2015 roku Urząd Miasta Lublin ogłosił konkurs urbanistyczno-architektoniczny na koncepcję zagospodarowania opisywanego terenu jako „Parku na Błoniach”. Według planów Urzędu Miasta, Park na Błoniach „ma być atrakcyjną dla mieszkańców i turystów przestrzenią w centrum miasta”. Konkurs miał za zadanie stworzyć koncepcję poprawienia jakości zaniedbanych miejskich przestrzeni publicznych.

Konkurs się odbył. Wręczono nagrody. Projekty można było obejrzeć na wystawie w Trybunale Koronnym. Niestety, żaden z nagrodzonych projektów nie został zrealizowany. Temat wrócił w 2016 roku, kiedy firma Garden Concept z Lublina na zlecenie Urzędu Miasta przygotowała nową koncepcję urbanistyczno-architektoniczną zagospodarowania Błoni pod Zamkiem. Zespół projektantów zajął II miejsce w konkursie koncepcyjnym. Niestety, dziś zamiast 40 ha, jakie objęte były nagrodzonym opracowaniem koncepcyjnym, do zagospodarowania jest zaledwie 4 ha. Problemem jest też wykluczenie z projektu terenu parkingu oraz prywatnej działki znajdującej się niemal w centrum opracowywanego terenu.

Koncepcja Garden Concept wyróżnia „strefy komunikacji, miejsca spotkań, strefy relaksu i strefy aktywności. Przestrzeń ma być na co dzień miejscem wypoczynku, natomiast kilka razy do roku będzie zmieniać się w miejsce masowych wydarzeń kulturalnych”. Projektanci nawiązali do historii miejsca poprzez symboliczne zaznaczenie przebiegu ulicy Krawieckiej, rekonstrukcję dawnej studni znajdującej się przy ul. Krawieckiej (niegdyś obok budynku pod numerem 41) oraz umieszczenie w przestrzeni parku kilku przeszklonych obiektów fotograficznych „dających efekt nałożenia obrazu archiwalnego na współczesny”.

>> więcej na stronie Urzędu Miasta Lublin

Jest to koncepcja. Z niecierpliwością i niepokojem czekam na realizację. I cały czas, myśląc o pustce i próżni. Znowu pytam: czy ciąg dalszy nastąpi? Czy to nie-miejsce niepamięci z nielicznymi widocznymi, ale głównie niewidocznymi śladami jest w stanie zmienić się w przestrzeń użyteczną, a przede wszystkim znaczącą?

 

Miejsce, które przeSTAŁO być

W poprzednim tekście, na swój użytek zdefiniowałam obszar fragmentu Podzamcza jako osobliwe nie-miejsce niepamięci. Jego podstawową cechą jest pustka przestrzenna, czyli próżnia. Jest to przeciw-miejsce, wyrwa w uporządkowanej strukturze, anonimowe, tranzytowe, odrzucone miejsce bez właściwości. Jest przeciwieństwem miejsca pamięci – jest to obszar niepamiętania.

Do opisania obszaru, który próbuję opowiedzieć, doskonale pasuje fragment tekstu Miejsce-po-getcie jako palimpsest” Jacka Leociaka, dotyczący getta w Warszawie. Cytując, celowo usuwam z niego bezpośrednie odniesienia do Muranowa:

„Doświadczenie miejsca-po-[…] ma charakter paradoksalny. Jest to uobecnianie pustki. Ocalony wypełnia ją ułamkami pamięci fragmentarycznej, okaleczonej, zatartej. Wszyscy pozostali zdani są na projekcję własnych wyobrażeń. W obu przypadkach jest to wydobywanie śladów z nieistnienia: spod zwałów ignorancji, obojętności, z zapomnienia, niewiedzy. Doświadczeniu temu towarzyszy szczególnego rodzaju rozsunięcie czy też poszerzenie widzenia, podwojenie perspektywy. Oto zaczynam widzieć to, czego nie widzę (wyobrażoną rekonstrukcję […]); natomiast nie widzę już tego, co widzę (rzeczywistości postrzeganej tu i teraz).

Z jednej więc strony mamy sytuację zawieszenia realności. Topografia […] zostaje wzięta w nawias, staje się niejako przeźroczystą zasłoną, która okrywa właściwy przedmiot naszego doświadczenia. To, co naprawdę chcemy widzieć. Z drugiej strony dokonuje się uobecnienie nieobecności, urealnienie tego, co istnieje tylko w porządku pamięci i wyobrażeń.

 

[Cyt. Za: Jacek Leociak, Warszawa: „Miejsce-po-getcie” jako palimpsest, [w:] Percepcja współczesnej przestrzeni miejskiej, red. M. Maudrowicz, Warszawa 2007, s. 495.]

Jacek Leociak podkreśla tu znaczenie relacji widzialne/niewidzialne, widoczne/niewidoczne i znaczenie próby uobecnienia pustki. Zwraca uwagę, że miejsce „pozostaje, ale jest puste, ogołocone i martwe, wydrążone, pozbawione treści, wnętrza”.

W Lublinie „miejsce-po” to miejsce-po przedwojennym Podzamczu. Krajobraz całkowicie odmienny od tego, jakim był przed II wojną światową, o czym pisałam w pierwszym odcinku mojej opowieści.

 

Życie stąd (dosłownie) wyparowało. Przestało istnieć życie, które wypełniało to miejsce, toczyło się w tym krajobrazie, było scenografią małych i większych wydarzeń, a przede wszystkim nadawało sens opisywanej przestrzeni. Dziś jest to krajobraz cechujący się „niewypowiadalną nieobecnością”. [określenie za: Krzysztof Lenartowicz, Architektura trwogi [w:] Pamięć Shoah. Kulturowe reprezentacje i praktyki upamiętniania, red. T. Majewski, A. Zeidler-Janiszewska, Łódź 2011, s. 640.]

Przestrzeń mająca swoją długą historię została przepisana na zupełnie inną przestrzeń, z której jak gumką do ścierania ołówka została wymazana pamięć. Przestrzeń została pozbawiona treści. Powstała dojmująca pustka z nielicznymi śladami pamięci.

Przestrzeń dawnego Podzamcza to miejsce osobliwe, ponieważ jest to wyrwa w uporządkowanej strukturze przestrzennej, a jednocześnie jest przeciwieństwem miejsca w znaczeniu topograficznym – aby miejsce było miejscem – w tym znaczeniu „staje się”. Tu przeSTAŁO być.

 

Na opisywanym obszarze mamy też do czynienia z abstrakcją topograficzną i kartograficzną – teoretycznie zostały ramy, ale mieszczą w sobie już inną rzeczywistość, w której doświadcza się „tego samego, a jednak zupełnie innego miejsca”. Jest to „miejsce nieistnienia” pogrążające się stale w demencji.

Dodatkowo miejsce zostało zapomniane, porzucone i opuszczone. Nie tylko nie służy okolicznej społeczności do kotwiczenia w niej pamięci, ale nie służy do niczego, jest miejscem zmarginalizowanym, pozostającym poza obszarem zainteresowania. Jest niepotrzebne i do nikogo nie należy, nie ma właściwości, jest omijane, nienazywane, wręcz anonimowe, w związku z tym jest nieoznakowane. Staje się niewidzialne, przezroczyste i pozbawione znaczeń. Jest to pomnik katastrofy, o której mało kto pamięta.

Dłuższe przebywanie w tej przestrzeni ze świadomością historii tego miejsca wzmacnia poczucie nieobecności i realnego braku, ponieważ opisywany krajobraz charakteryzuje pustka przestrzenna, czyli próżnia – najbardziej pusta z możliwych przestrzeni.

Odczytywanie tej naznaczonej brakiem pamięci przestrzeni, odkrywanie śladów „po czymś”, to archeologia pamięci miejsca w mieście. Jednak aby ową pustkę zrozumieć, trzeba najpierw ją zauważyć, a wypełnianie jej jest procesem twórczym, polegającym na doświadczaniu przestrzeni i poszukiwaniu możliwości jej opowiedzenia i zrozumienia.

Odkrywanie i rozumienie kolejnych elementów krajobrazu oraz doświadczanie topografii jako tekstu wprowadza nas w miasto-labirynt, możliwy do odtworzenia tylko w naszej wyobraźni. Ta miejska archeologia pamięci nie jest łatwa, musi ściśle współpracować z wyobraźnią i może zaistnieć po wielu ćwiczeniach lekturowych i po wzięciu w nawias współczesnej topografii. Ponieważ – jak pisze Ewa Rewers – „Tutaj to, co niewidzialne, przenika widzialne, nienazwane pozostaje w nazwach, zabudowane otacza puste, a pustka budynki”. [Cyt. za: Ewa Rewers, Doświadczenie pamięci, doświadczenie pustki, [w:] Pamięć Shoah. Kulturowe reprezentacje i praktyki upamiętniania, red. T. Majewski, A. Zeidler-Janiszewska, Łódź 2011, s. 618.]

 

 

Dziękuję Katarzynie Szczypior za informacje o wierzbie białej, a firmie Garden Concept za zgodę na wykorzystanie w tekście wizualizacji  projektu „Parku na Błoniach”.

 

 


Post scriptum

To ostatnia część mojej długiej opowieści o ulicy Krawieckiej. Chciałabym w tym miejscu podziękować osobom, które pomogły mi w czasie pisania. Na początek Pawłowi Krysiakowi za zachętę do napisania pierwszego, krótkiego tekstu o Krawieckiej. Grzegorzowi Jędrkowi za pierwszą lekturę i pomoc w publikowaniu wszystkich tekstów na stronie bloga Teatru NN. Pawłowi Próchniakowi za ważne rozmowy o słowach. Last but not least Grażynie Lutosławskiej i Wioli Wejman za mobilizujące pytania: „Kiedy będzie ciąg dalszy opowieści?”