Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Teatr NN

Rzeczywistość utrwalona. Studium jednego zdjęcia

Przedmiotem Studium będzie fotografia stanowiąca wizualne świadectwo przeszłości miasta. Przyjrzę się fragmentowi minionej rzeczywistości utrwalonej na kawałku papieru fotograficznego. Pochylam się nad zatrzymanym momentem, wydobytą z ciągłości jednostką czasu, w celu interpretacji zobrazowanej rzeczywistości, odtworzenia historii, stworzenia opowieści.

W mojej próbie analizy będę odwoływać się do terminów zaproponowanych w eseju „Światło obrazu. Uwagi o fotografii” przez francuskiego filozofa, krytyka literackiego i semiologa Rolanda Barthesa (1915-1980). Jednym z nich jest Studium – fenomenologiczny opis fotografii, wokół której autor snuje swoje rozważania. Dla Barthesa Studium to poznanie empiryczne i opis „obszaru, całego pola”, które postrzega „jako coś bliskiego, gdyż związane jest z (…) wiedzą, kulturą ogólną” [Barthes 2008, s. 49, 53]. Uważa on, że rozpoznanie Studium to zrozumienie intencji fotografa.

Brama Grodzka, fot. Edward Hartwig, odbitka pozytywowa, zbiory Marka Gromaszka

Fotografia o formacie 20 x 30 centymetrów, jest nieco krzywo docięta, z tyłu wielokrotnie opisywana, różnym krojem pisma i wieloma kolorami. Pieczęć autorska w kolorze czarnym, jest kilkukrotnie powtórzona, odbitka niewątpliwie krążyła po wystawach i wydawnictwach. Od 2020 roku znajduje się w Lublinie, w zbiorach Marka Gromaszka.

Zdjęcie, które leży przede mną to stopklatka, dzięki której zaglądam do wnętrza przeszłości, przez szczelinę, pęknięcie czasoprzestrzeni. Widzę fragment miasta. Oko fotografa patrzącego przez obiektyw aparatu fotograficznego spoczęło na budynku, przed którym znajduje się kilka osób, są pośród nich dorośli i dzieci. Fotografia została wykonana wiosną, o czym świadczą ubrania przechodniów. Postaci widoczne są od tyłu, podążają w kierunku budynku. Ale trzy osoby – chłopiec, mężczyzna palący papierosa i kobieta stojąca w głębi kadru, zatrzymały się i wyraźnie zwróciły uwagę na fotografa. Pora dnia jest dość wczesna, przedpołudniowa, sklepy mają otwarte okiennice. Kobieta po prawej stronie kadru układa coś w wiklinowym koszu. Promienie słońca płasko modelują bryłę budynku, połowa kadru jest doświetlona, reszta pozostaje w cieniu. Całość spowita lekką mgiełką, mimo to można dostrzec wiele szczegółów. Budynek wygląda, na opuszczony. Otwór okienny w szczycie jest pusty, zabezpieczony pojedynczymi deskami. Pozostałe okna są zamknięte, nie widać firanek, żadnych przedmiotów, ani postaci. Najniżej, w stosunku do przejazdu, znajduje się okno, zakończone łukiem koszowym, z wybitą jedną szybką. Kompozycja kadru jest pionowa, dostosowana do formy utrwalonego na zdjęciu obiektu.

Budynek przedstawiony na zdjęciu to Brama Grodzka. Autorem ujęcia jest Edward Hartwig. Wykonanie kadru można datować na lata 30. XX wieku. Na zdjęciu właściwie nic się nie dzieje. Zazwyczaj panował w tym miejscu ruch i hałas, w czasie gdy wykonano fotografię Brama Grodzka była jedną z tranzytowych przestrzeni w mieście. Była potocznie zwana Bramą Żydowską, ponieważ to właśnie w tym miejscu, gdzie Hartwig ustawił swój aparat, zaczynała się nieistniejąca dziś dzielnica żydowska. Była przejściem pomiędzy światami, na co zwrócił uwagę w eseju „Brama” Władysław Panas:

Magiczne miejsce. W Mieście jest takich kilka, lecz to ma szczególne właściwości. Znajduje się dokładnie na granicy dwóch odrębnych przestrzeni, dwóch radykalnie odmiennych światów. Jest punktem, w którym chrześcijańskie Miasto Górne styka się z Żydowskim Miastem Dolnym. Graniczność jawi się więc jako podstawowa cecha Bramy. Z tego umiejscowienia bierze się cała jej niezwykłość [Panas 2017, s. 5.].

Lubię patrzeć na tę fotografię – zachęca do podjęcia próby odtworzenia jej biografii kulturowej. Hermeneutyczna analiza tego tekstu kultury jest możliwa, dzięki dostępowi do zawartości Archiwum Edwarda Hartwiga przechowywanego w Lublinie, w Ośrodku „Brama Grodzka – Teatr NN”. Objaśnianie i interpretowanie źródeł jest jednocześnie analizą czasowego wymiaru powstawania zdjęcia. W fotografii, która jest performatywnym procesem utrwalania chwili, wszystko zaczyna się od naciśnięcia spustu migawki i utrwalenia momentu – stopklatki – na negatywie. Analizując początek procesu szukam negatywu odpowiadającego zdjęciu, które mnie interesuje.

Brama Grodzka, fot. Edward Hartwig, skan negatywu, Archiwum Edwarda Hartwiga, Pracownia Ikonografii Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”

Znajduję go w małej kopercie wykonanej z bibułki. Negatyw ma format 6 x 6 centymetrów. Nie jest idealnie docięty, upływ czasu dokonał w nim zniszczeń, które jednak nie wpływają na obraz, jaki widzę posługując się podświetlarką. Tyle w kwestii ontologii negatywu, ale to nie koniec hermeneutycznych rozważań, ponieważ w Archiwum Edwarda Hartwiga zachował się album stykówek wykonanych z negatywów. Każda z kart zawiera po sześć stykówek. Na jednej z kart, w lewym górnym rogu, widoczne jest znajome ujęcie, dokładne odbicie z negatywu.

Album stykówek, Archiwum Edwarda Hartwiga, Pracownia Ikonografii Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”
Brama Grodzka, fot. Edward Hartwig, skan stykówki, Archiwum Edwarda Hartwiga, Pracownia Ikonografii Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”

Zestawiając oba obiekty myślę o tym jaki jest finalny efekt. W tym przypadku zamysł pracy fotografa jest mi znany, ale pracując z negatywami zawsze takie pytanie pojawia się w mojej głowie.

Wracam do wątku negatywu, a jednocześnie do początku procesu – to co dzieje się później może, i najczęściej jest, zaskakujące. Co ostatecznie fotograf zdecydował się pokazać na odbitce. Czy to samo, co zainteresowało mnie jako Spectatora fotografii? Na marginesie: kim jest Spectator? Jest to określenie zastosowane przez Barthesa, który pisał: „Spectator to my wszyscy, którzy przeglądamy zbiory fotografii w gazetach, książkach, albumach i w archiwach” [Barthes 2008, s. 21].

Kolejny etap odtwarzania biografii tekstu kultury jakim jest fotografia Bramy Grodzkiej to album fotograficzny Hartwiga „Lublin i okolice. Wspomnienie” opublikowany przez Wydawnictwo UMCS. Przeglądam strona po stronie, aż do miejsca gdzie znajduję znajomy kadr.

Reprodukcja z: Edward Hartwig, Lublin i okolice wspomnienie, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2004, s. 46.

Reprodukcja jest nieco inna niż ujęcie znane z negatywu, ponieważ autor zdjęcia zdecydował się na docięcie ujęcia po bokach. W związku z tym zniknęły dwie postaci – chłopiec patrzący w obiektyw i mężczyzna schodzący po schodach. Fotograf zdecydował się wyeksponować wertykalność bramy, jego oko powędrowało za biegiem ulicy, przez półkolistą arkadę przejścia i wzdłuż osi budynku. Całość zamglona, lekko rozmyta, można powiedzieć „typowo hartwigowa”, powstała w wyniku słynnych eksperymentów w ciemni prowadzonych przez autora. Reprodukcja w albumie powstała na podstawie odbitki, od której zaczęłam opowieść. Czasowy wymiar procesu dzieli kilkadziesiąt lat – zdjęcie jest opisane datą 1930, album wydano w 2004 roku.

Porównywanie kadru z negatywu z odbitką i reprodukcją w albumie przywodzi myśl o znaczeniu kadrowania. Jest to nie tylko „cięcie w tkance widzialnego świata” – jak pisał Pierre Bourdieu [Bourdieu 2012, s. 242.]. Kadrowanie jest kawałkowaniem, fragmentaryzowaniem, aktem wyboru obrazów z otaczającej rzeczywistości, tym samym zamykaniem jej w kadrach-opowieściach. Ale to nie koniec refleksji o kadrach, wycinkach i fragmentach. Pojawiają się pytania: co było poza kadrem? Co się „nie załapało”? Co działo się za plecami fotografa? Kto jeszcze schodził po schodach? Kto wchodził po pochyłym stoku po lewej stronie? Dlaczego właśnie tak fotograf ustawił aparat?

Przeszukuję Archiwum Edwarda Hartwiga. We wspomnianym już albumie stykówek znajduję inne wizualne świadectwo przeszłości – jeszcze jedno zdjęcie Bramy Grodzkiej.

Brama Grodzka, fot. Edward Hartwig, skan stykówki, Archiwum Edwarda Hartwiga, Pracownia Ikonografii Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”

Bliskie czasowo, temu, od którego rozpoczęłam, wykonane z tego samego miejsca, w tej samej porze roku, choć słońce jest nieco wyżej. Lekkie przesunięcie aparatu powoduje, że lepiej widać odrzwia sklepów i częściowe zamalowanie budynku pod adresem Grodzka 23/25. Budynek bramy nadal wygląda, jakby był opuszczony – otwór okienny w szczycie z pojedynczymi deskami, pozostałe okna są zamknięte, ale wydaje się, że w oknach jest pewna zmiana, być może firanki i coś w rodzaju zasłony na wysokości lufcików. Z kolei w najniżej położonym oknie coś się odbija, akurat w miejscu, gdzie nadal brakuje szybki.

Hartwig wrócił w to samo miejsce, jest w sąsiedztwie Bramy Grodzkiej. Spaceruje po mieście wyposażony w aparat fotograficzny w celu obserwacji życia ulicy. Dla mnie jest flâneurem (choć to postać typowa dla europejskich metropolii, takich jak Paryż) błąkającym się bez konkretnego celu, lub raczej w celu kontemplacji miejskiego życia  i przypatrującym się przechodniom. Fotograf-flâneur uczestniczy w miejskim spektaklu, ale jednocześnie jest z niego wyalienowany, ponieważ jest obserwatorem ukrywającym się za swoim aparatem fotograficznym.  

Bycie fotografem to nie tylko wykonywanie zdjęć, naciskanie spustu migawki, to wybieranie obrazów z otaczającej rzeczywistości i utrwalanie obrazu przemijającego świata, to postrzeganie rzeczywistości obrazowo poprzez wizualne kadry, wycinki i fragmenty rzeczywistości, wreszcie to ogląd świata w refleksyjny sposób. Konstruując obraz wizualny fotograf musi dokonać dekonstrukcji rzeczywistości. Medium fotografii jest wykorzystywane do sformułowania osobistej wypowiedzi autora. Foto-grafowanie to „zapisywanie” za pomocą światła zdarzeń, wrażeń, emocji. Obraz staje się środkiem komunikacji, kreowania tożsamości, nośnikiem społecznych i kulturowych znaczeń, sposobem ekspresji. Zdjęcie to wynik postrzegania świata w jego wizualnych przejawach. Jest to także interpretacja rzeczywistości, ponieważ wizualne rejestracje rzeczywistości zawsze wyrażają stosunek ich autora do otaczającego świata – jego sposoby postrzegania i przeżywania. Jak zauważa Susan Sontag fotografie są „interpretacjami świata”, a „wykonywanie zdjęcia jest czymś więcej niż bierną obserwacją”. [Sontag 2009, s. 13, 19].

Warto w tym miejscu wspomnieć, że Hartwig często wyprawiał się z aparatem na teren nieistniejącej dziś dzielnicy żydowskiej, o czym świadczą jego wypowiedzi zarejestrowane na potrzeby Programu Historia Mówiona realizowanego w Ośrodku „Brama Grodzka – Teatr NN”. Ujawniają one ważnego dla fotografa aspekty kontekstu społecznego i kulturowego:

Lublin, Stare Miasto, dzielnica żydowska, to była kopalnia tematów do fotografii, wtenczas to się wydawało, że to całe życie będzie. Podzamcze, mówiąc językiem człowieka wrażliwego, było genialne do malowania, do fotografowania, ten strój, ten ubiór, ten wygląd, te bardzo ubogie drewniane chałupy na Podzamczu. Ja chciałem być w tym środowisku, nie fascynowała mnie fotografia, fascynowali mnie ci ludzie.

I tu można skończyć fenomenologiczne i hermeneutyczne rozważania, ale można też przyjrzeć się szczegółom utrwalonym na zdjęciu wykorzystując kolejne pojęcie Punctum. Barthes, we wspomnianym już wcześniej eseju „Światło obrazu” oprócz pojęcia Studium i Spectator wprowadza pojęcie Punctum. Jest to fenomenologiczne objawienie. Barthes pisze o Punctum: „element, który narusza Studium”, ponieważ „wybiega ze sceny jak strzała i przeszywa mnie”. Jest to „szczegół, jego obecność zmienia odczytanie fotografii. Pochłania oglądającego, wywołuje żywą przemianę mojego zainteresowania, elektryzuje”. Semiolog porównuje Punctum do rany, użądlenia, znaku uczynionego przez zaostrzony przedmiot, dziurki, plamki, małego przecięcia, wrażliwego miejsca (Barthes 2008, s. 51). Co istotne „szczegół, który (…) nie jest, a przynajmniej nie musi i może nie powinien być zamierzony. Znajduje się w polu fotografowanej rzeczy jako dodatek zarazem nieuchronny i darowany”. (Barthes 2008, s.  90). Punctum zachęca do dalszych analiz, do poszukiwania dokładniejszej historii zdjęcia, choć jest to już wyjście poza intencję fotografa.

A zatem: co Państwa jako Spectatorów użądliło w tych zdjęciach? Szybka? Koszyk? Jedna z postaci? A może coś innego? Mnie użądliły afisze przyklejone na ścianie kamienicy. Na studiowanym przeze mnie zdjęciu widoczna jest zapowiedź meczu towarzyskiego pomiędzy drużynami Unia i Makabi. Pora na kolejną analizę hermeneutyczną, ponieważ biografia tekstu kultury, w który się wpatruję, zaczyna być coraz ciekawsza.

Dlaczego zainteresował mnie afisz meczu? Ponieważ to kolejne pęknięcie czasoprzestrzeni jest szansą na dokładne wydatowanie zdjęcia. Sam Hartwig podpisał je datą „1930 r.”. Nie chodzi mi o sprawdzenie czy na pewno. Jestem ciekawa okoliczności związanych z meczem. Jakość negatywu uniemożliwia dostrzeżenie dokładnej informacji. Zaczynam szukać informacji o meczu w ówczesnej prasie, w czym pomagają mi liczne repozytoria cyfrowe. Wcześniej ustalam, że Unia to Wojskowy Klub Sportowy Unia, który działał w Lublinie od 1926 roku. Natomiast Makabi Warszawa to Żydowskie Towarzystwo Gimnastyczno-Sportowe „Makabi” z siedzibą w Warszawie, działające od 1915 roku i będące największym wielosekcyjnym żydowskim klubem sportowym w II RP.

Sugerując się datą umieszczoną na zdjęciu przeszukuję lubelską prasę z 1930 roku. Niestety nie znajduję informacji o meczu interesujących mnie drużyn. Znajduję ją w czasopiśmie z 1931 roku. 137. numer „Ziemi Lubelskiej” z dnia 22 maja 1931 roku w rubryce „Ziemia Lubelska Sportowa” informuje:

W kolejnym numerze z dnia 23 maja 1931 roku, w tej samej rubryce czytam:

Nie tylko mecz zapowiadał się ciekawie, poszukiwania stają się coraz ciekawsze – zaczynam zastanawiać się kto wygrał, więc szukam dalej. Odpowiedzi na moje pytanie dostarcza mi znajoma rubryka w „Ziemi Lubelskiej” z dnia 27 maja 1931 roku:

Aż chciałoby się dowiedzieć czegoś więcej. Chyba mam dużo szczęścia ponieważ w repozytorium Narodowego Archiwum Cyfrowego znajduję fotografię zwycięskiej drużyny.

Zawodnicy drużyny WKS Unia, zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego

W uwagach znajduje się adnotacja, że zdjęcie zostało opublikowane w „Ilustrowanym Tygodniku Sportowym. Raz Dwa Trzy”, nr 23 z 1931 roku. Czasopismo jest dostępne on-line dzięki czemu mogę się dowiedzieć, że na zdjęciu znajduje się: „Czołowa drużyna piłkarska Lublina W. K. S. Unia. Stoją od lewej: Kamiński, Kwietniewski, Szyszkowski, Łysakowski, Chęć, J. Moskal, Marynowski, Karnawulski, Rochman i Tłuczkiewicz. Siedzi bramkarz rez. Giza”.

Tyle o meczu i okolicznościach. Wracam do zdjęcia. Już wiem, że mecze Unii przeciwko Makabi odbyły się dnia 22 i 23 maja 1931 roku. Zatem fotografia Bramy Grodzkiej, o której piszę została wykonana w maju, najpóźniej na początku czerwca 1931 roku. Co się wtedy działo w Lublinie? Wracam do lektury „Ziemi Lubelskiej”. Gazeta z dnia 21 maja 1931 roku informowała o nominacji Józefa Piłsudskiego na członka honorowego światowej Ligi Pokoju, o silnym trzęsieniu ziemi w Niemczech, które było także odczuwalne na Śląsku, o rozruchach w Sztokholmie. Cytowano fragmenty wypowiedzi Henryka Marconiego na temat przyszłości radiotechniki. Na stronach miejskich publikowano informacje o zbiórce ofiar na budowę pomnika Jana Kochanowskiego, a w rubryce „Kronika miejska” gazeta informowała o projekcji filmu „Branka Wodza” i „Romans współczesnej panny” w kinie Corso, oraz „Na zachodzie bez zmian” w kinie Apollo. Ponadto Towarzystwo Śpiewacze „Echo” zapowiadało walne zebranie członków, anonsowano koncert orkiestry pocztowców w Ogrodzie Saskim, informowano również o omdleniu staruszki, upadku ze schodów, bójce na Czwartku oraz o łobuzerii grasującej w centrum miasta. W tym samym czasie na stadionie przygotowywano się do meczu towarzyskiego.

W mojej „wędrówce” wokół zdjęcia Bramy Grodzkiej wracam do drugiego wspomnianego przeze mnie ujęcia budynku. Na ścianie kamienicy pod adresem Grodzka 36 również są widoczne afisze. Jakość skanu pozwala dostrzec napisy: „Halpern” oraz „Grober”.

Afisze anonsujące wydarzenia kulturalne, fragment skanu stykówki

Oba afisze anonsują wydarzenia kulturalne – koncerty Diny Halpern oraz Chai Grober. Dina Halpern pochodziła z Warszawy, zasłynęła rolami w sztukach teatralnych i filmach w języku jidysz. Natomiast Chaja Grober pochodziła z Białegostoku, zajmowała się aktorstwem, ale sukces odniosła jako śpiewaczka w języku jidysz i hebrajskim. Dzięki kwerendzie w „Lubliner Tugblat” udało się ustalić, że koncert Halpern miał miejsce w Lublinie 1 maja 1936 roku, a Grober występowała 9 i 10 maja 1936 roku.

Wracam do pierwszego ujęcia, obrazu przeszłości utrwalonego na negatywie, zarchiwizowanego na stykówce, odbitego na papierze fotograficznym, zreprodukowanego w albumie, opublikowanego w Internecie. Jest to ślad minionej rzeczywistości, od której – jak pisze Barthes – „oddziela mnie Historia” [Barthes 2008, s. 116]. Od momentu zapisu rzeczywistości na kliszy fotograficznej oddziela mnie 92 lata historii. Jest to ślad czegoś, co niezaprzeczalnie istniało w świecie, „niepodważalny dowód, że coś się wydarzyło” [Sontag 2009, s. 12]. Barthes pisze: „To, co Fotografia powiela w nieskończoność, nastąpiło tylko jeden raz; powtarza więc mechanicznie to, co już nigdy nie będzie się mogło egzystencjalnie powtórzyć” i dalej: „Fotografia nie przypomina przeszłości (…) lecz jedynie poświadczeniem, że to, co widzę – naprawdę istniało” [Barthes 2008, s. 13, 146]. Uruchamiając spust migawki Hartwig zatrzymał akcję rzeczywistości na wybranym momencie. Tym samym, coś co trwało ułamek sekundy, uzyskało wieczne trwanie, jest to wydobyta z ciągłości jednostka czasu.

W 2022 roku historia zdjęcia z widokiem Bramy Grodzkiej domknęła się. W przekazanej Ośrodkowi „Brama Grodzka – Teatr NN” przez córkę Edwarda Hartwiga – Ewę Hartwig-Fijałkowskiej ostatniej części Archiwum fotografa znalazłam kolejny negatyw. Jest to zdjęcie odbitki pozytywowej ze zbiorów Marka Gromaszka.

Brama Grodzka, fot. Edward Hartwig, skan negatywu, Archiwum Edwarda Hartwiga, Pracownia Ikonografii Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”

Mam przed sobą kolejny negatyw, od którego wszystko się zaczyna. Dlatego na koniec chciałabym zwrócić uwagę na performatywny aspekt procesu fotograficznego. Fotografie mają specjalny status ontologiczny: są wartością materialną i niematerialną, rzeczą osobistą i przedmiotem wystawianym na widok publiczny, negatywem szklanym lub celuloidowym, kawałkiem papieru i zbiorem danych cyfrowych. Performatywna natura fotografii dotyczy procesu zmiany w obrębie materialności fotograficznego obiektu –  negatywy przechowuje się by zapewnić możliwość reprodukcji zdjęć, odbitki są produktami procesu chemicznego, które przechowuje się i prezentuje, pudełka i albumy gromadzą je w kolekcje pamiątek, digitalizacja przekształca je w obiekty wirtualne, mające zupełnie inne formy użycia niż w przypadku fotografii analogowej.

Fotografie są samodzielnymi bytami materialnymi, którym można nadać postać zamkniętych narracji. Są też artefaktami pamięci, metaforą myślenia, zapamiętywania, komunikowania się. Podobnie jak pamięć, są fragmentaryczne i składają się z pojedynczych obrazów, wrażeń i doświadczeń. Ale to już temat na zupełnie inną opowieść…

*Autorka dziękuje Markowi Gromaszkowi za udostępnienie zdjęcia oraz Adamowi Kopciowskiemu za kwerendę w czasopiśmie „Lubliner Tugblat”.

Cytaty w tekście pochodzą z:

Roland Barthes, Światło obrazu. Uwagi o fotografii, tłum. J. Trznadel, Warszawa 2008.

Pierre Bourdieu, Społeczna definicja fotografii, tłum. J. Andrzejewska, [w:] Fotospołeczeństwo. Antologia tekstów z socjologii wizualnej, red. M. Bogunia-Borowska, Piotr Sztompka, Kraków 2012, s. 237-264.

Władysław Panas, Brama, [w:] Tenże, Magiczne miasto. Szkice i fragmenty lubelskie, Lublin 2017.

Sontag Susan, O fotografii, tłum. S. Magdala, Kraków 2009.

Relacje Edwarda Hartwiga zarejestrowane w ramach Programu Historia Mówiona:

Fotografowanie dzielnicy żydowskiej – Edward Hartwig – fragment relacji świadka historii [TEKST] https://biblioteka.teatrnn.pl/dlibra/publication/123405/edition/117595 (dostęp: 4.09.2023)

Dzielnica żydowska – Edward Hartwig – fragment relacji świadka historii [TEKST], https://biblioteka.teatrnn.pl/dlibra/publication/123407/edition/117597 (dostęp: 4.09.2023)

Lektury:

Małgorzata Bogunia-Borowska, Fotospołeczeństwo. Społeczno-kulturowe konteksty dyskursu o społeczeństwie, [w:] Fotospołeczeństwo. Antologia tekstów z socjologii wizualnej, red. M. Bogunia-Borowska, Piotr Sztompka, Kraków 2012, s. 43-89.

José van Dijck, Zmediatyzowane wspomnienia w epoce cyfrowej, tłum. M. Szota, [w:] Fotospołeczeństwo. Antologia tekstów z socjologii wizualnej, red. M. Bogunia-Borowska, Piotr Sztompka, Kraków 2012, s. 488-515.

Jan P. Hudzik, Wykłady z filozofii mediów. Podstawy nauk o komunikowaniu, Warszawa 2017.