Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Teatr NN

Rada dla narzeczonych

W podziemiach kamienicy Lubomelskich położonej przy Rynku Starego Miasta w Lublinie znajduje się niezwykłe pomieszczenie, nazywane Piwnicą pod Fortuną. Jej ściany pokrywają XVII-wieczne malowidła przeniesione prosto z egzemplarza księgi „Emblemata Saecularia” wydanej w 1596 roku we Frankfurcie nad Menem przez braci Johanna Theodora i Johanna Israela de Bry.

Najbogatsi mieszczanie lubelscy mieszkali dawniej w kamienicach położonych przy Rynku. Jedna z nich należała do rodziny Lubomelskich. W jej podziemiach znajduje się Piwnica pod Fortuną. Na zdjęciu: Kamienica Lubomelskich, Rynek 8 (fot. U. Gulbińska-Konopa).

Jedno z nich powstało w oparciu o rycinę „Trutina Nupturientium”, co z języka łacińskiego, przypuszczalnie według celowego zamysłu autora, można tłumaczyć w dwojaki sposób jako: „Waga/Rada dla narzeczonych”. Do naszych czasów na ścianie przetrwał niewielki fragment malowidła, przedstawiający jedynie ramię wagi w górnej partii sceny. O tym, jak wyglądało ono w przeszłości można przekonać się patrząc na grafikę, która stanowiła wzór dla malowidła. Widać na niej niewielkie pomieszczenie w którym przebywa kilka osób. W centralnej części ryciny ukazano wagę, z której ramienia zwisają dwie szale. Na jednej siedzi mężczyzna, na drugiej kobieta. Wyraźnie widać, że para ta wydaje się być zupełnie sobą niezainteresowana. Młodzieniec siedzący na szalce patrzy w kierunku starszego, brodatego  mężczyzny spoglądającego uważnie, w którą stronę przechyla się szala wagi, zaś młoda kobieta ze smutną miną patrzy obojętnie w dal. Poniżej kobiety na podłodze leży otwarta skrzynia pełna monet. Spogląda na nią przygnębiony Amor i widząc, że niewiele jest już w stanie poradzić, odwraca się od narzeczonych i z opuszczonym łukiem wychodzi z pomieszczenia.

Nad malowidłem widnieje dobrze zachowany łaciński napis, który w tłumaczeniu brzmi: „Wiadomo, że żonę z posagiem, zaufanie i przyjaciół oraz urodzenie i piękno daje królowa pieniądz.”[1]

Ściany Piwnicy pod Fortuną pokrywają XVII-wieczne malowidła wykonane na podstawie grafik z księgi „Emblemata Saecularia”. Jedno z nich, zachowane fragmentarycznie, powstało w oparciu o rycinę „Trutina Nupturientium”, co w tłumaczeniu oznacza: „Waga/Rada dla narzeczonych”. Napis po łacinie nad malowidłem sławi władzę i potęgę pieniądza. Na zdjęciu: Zachowane fragmentarycznie XVII-wieczne malowidło „Trutina Nupturientium” w Piwnicy pod Fortuną (fot. Ł. Konopa).

„Emblemata Saecularia” z której zaczerpnięto grafikę była sztambuchem, czyli pamiętnikiem którego właściciel zbierał wpisy osób spotykanych przez niego na przykład w czasie studiów akademickich bądź podróży naukowych, dyplomatycznych lub handlowych. Funkcję sztambuchów pełniły między innymi książki emblematyczne, stanowiące połączenie obrazu i tekstu. Niektóre z nich były wielojęzyczne i używano w nich łacińskiego, niemieckiego, francuskiego, niderlandzkiego i niekiedy włoskiego. Tak było w przypadku „Emblemata Saecularia”, która posługując się nierzadko satyrycznymi obrazami, ukazywała życie i obyczaje XVI wieku, w tym te związane z zawarciem związku małżeńskiego. Grafika „Trutina Nupturientium” i wykonane na jej podstawie malowidło z Piwnicy pod Fortuną odzwierciedlają handlowy charakter kontraktów małżeńskich obowiązujący wśród zamożnych warstw ówczesnego społeczeństwa, do którego należał również lubelski patrycjat.

Mimo iż nie znane są dokładne okoliczności powstania malowideł, nie wiadomo kto był ich fundatorem oraz wykonawcą, to czas ich powstania kieruje naszą uwagę w stronę ówczesnych właścicieli kamienicy. Rodzina Lubomelskich, bo o niej mowa, zaliczała się do grupy najbogatszych lubelskich rodów XVI i XVII wieku i przez ponad stulecie, aż do 1661 roku posiadała tę nieruchomość.

Lubomelscy należeli do patrycjatu, czyli najbogatszej warstwy mieszczańskiej, sprawującej polityczną i ekonomiczną władzę w mieście. W skład patrycjatu wchodzili najzamożniejsi mieszczanie wykonujący szczególnie intratne zawody. Byli wśród nich kupcy, finansiści, złotnicy, aptekarze, lekarze, prawnicy. Posiadali oni reprezentacyjne działki i kamienice położone w Rynku oraz poprzez pełnione urzędy ławników, rajców czy burmistrzów kontrolowali decyzje wydawane w mieście. Członkowie rodziny Lubomelskich zajmowali się handlem i zarządem nieruchomościami, a także niejednokrotnie zasiadali w radzie miejskiej i sprawowali urząd burmistrza. Pokaźny majątek, pełnione stanowiska, jak również duży wpływ na sprawy miasta czyniły z nich elitę ówczesnego Lublina.

Zwiększenie stanu posiadania zamożnej mieszczańskiej rodziny było także możliwe dzięki korzystnym materialnie mariażom, które były powszechne wśród członków lubelskiego patrycjatu w XVI i XVII wieku. Zawieranie związków małżeńskich z osobami swojego stanu i podobnej pozycji finansowej przyczyniało się do bogacenia i konsolidacji majątków tej wąskiej, ale wpływowej grupy. W rezultacie powstawała wzajemna sieć powiązań rodzinno-politycznych, sprzyjająca członkom patrycjatu w utrzymaniu władzy w mieście.

Ofiarami tego zwyczaju stawały się jednak często ich własne dzieci, które podlegając pod władzę rodziców były skazywane na zawieranie związków małżeńskich z osobami, z którymi nieraz nie chciały tworzyć ogniska domowego. Aranżując i zawierając małżeństwa „nie po sercu, lecz po rozumie”, interes rodu stawiano wyżej niż szczęście osobiste przyszłych małżonków.

Malowidło z Piwnicy pod Fortuną, a także grafika, która stanowiła dla niego wzór, pokazuje moment dobijania targu pomiędzy dwiema familiami. Narzeczeni zostali tutaj ukazani jedynie jako towar umieszczony na dwóch szalach wagi, a zawarcie związku małżeńskiego zostało potraktowane wyłącznie jako transakcja biznesowa. To tłumaczy widoczny brak zainteresowania i uczuć malujący się na twarzach przyszłego męża i żony. Handlowy charakter tak zawartego małżeństwa podkreśla napis nad malowidłem, sławiący wielką władzę i potęgę pieniądza.

 

Wzorem dla malowidła w Piwnicy pod Fortuną była grafika „Trutina Nupturientium”. Pokazuje ona moment dobijania targu pomiędzy dwoma rodami. Na szalkach wagi przyszli małżonkowie ukazani są jako towar. Pod grafiką napis po łacinie „Waż równych z równymi” zaleca, aby przyszły mąż i żona byli osobami tego samego stanu i podobnej pozycji majątkowej. Na zdjęciu: Grafika „Trutina Nupturientium” z księgi „Emblemata Saecularia” wydanej w 1596 roku we Frankfurcie nad Menem przez braci Johanna Theodora i Johanna Israela de Bry. Źródło: Wolfenbütteler Digitale Bibliothek

Pozostając jednak w kręgu lubelskiego patrycjatu spróbujmy prześledzić, jak wyglądało zawieranie związków małżeńskich w czasie, kiedy powstało malowidło w Piwnicy pod Fortuną, a więc w XVII wieku.

Kojarzeniem małżeństw zajmowali się w tamtym czasie swaci, w aktach lubelskich nazywani dziewosłębami (nazwa pochodziła od słów: dziewa – dziewczyna oraz słębić/snębić – wydawać za mąż, zaślubiać). Osoba pełniąca tę godność udawała się do domu, w którym mieszkała panna w wieku gotowym do zawarcia małżeństwa i tam podczas rozmowy towarzyskiej prowadziła pertraktacje z jej rodzicami, do nich bowiem należała ostateczna decyzja o przyjęciu konkurenta.

Gdy rodzice wyrazili zgodę na oddanie córki, wówczas odbywały się sprosiny z muzyką i tańcami oraz rękobraniny, jak określano w lubelskich księgach miejskich zaręczyny. Były one nie tylko okazją do dobrej zabawy, ale również do uzgodnienia niezbędnych kwestii materialnych. W czasie zaręczyn bowiem z pomocą dziewosłębów układano pomiędzy stronami kontrakty ślubne, zwane też intercyzami. Były one spisywane w obecności rodziny i przyjaciół, a następnie potwierdzane w księgach miejskich. Intercyza ślubna zaczynała się od udzielenia błogosławieństwa rodzicielskiego, następnie ojciec panny młodej deklarował wysokość wyprawy i posagu, a kawaler wiana. W kontrakcie zapisywano także termin i miejsce ślubu.

O tym jak wyglądały intercyzy ślubne można dowiedzieć się z akt miejskich. Rajca lubelski Andrzej Konopnica i jego żona Elżbieta, wydając swoją córkę Zuzannę za Jakuba Zagórnego spisali z nim w 1633 roku następujący kontrakt:

„Między ich mciami j. mcią p. Andrzejem Konopnicą rajcą lubelskim i małżonką jego j. mcią p. Helzbietą z jednej a urodzonym p. Jakubem Zagórnym na Worandach dziedzicem w powiecie Olstyńskiem leżącym z drugą (sic) stronę stało się pewne a nieodmienne postanowienie w ten sposób, isz j.mć p. Andrzej Konopnica, rajca lubelski, i j. mć p. Elżbieta Konopniczyna małżonkowie, mając na wydaniu pannę córkę swoję j. mć pannę Zuzannę, tedy za przejzrzeniem Bożym, natchnieniem Ducha św., a spólnym zezwoleniem tak ich mciów pp. Konopniców małżonków, jako też consensem j. mci p. Helzbiety Zagórnej, który consens przez sławnego p. Pawła Zagórnego, na ten czas w Worandach będącego, dobrowolnie stał się, et benedictio divina absque ulla turbatione stanęła, – pozwolili w stan święty małżeński pannę córeczkę swoję j. mć pannę Zuzannę j. mci p. Jakubowi Zagórnemu oddać, jakosz de facto przy bytności j.mci xiędza officjała lubelskiego Jana Konopnice przes zobopólne rąk danie tęż córkę obiecali i podali, gdzie też consens panny Zuzanny i ręki danie nastąpiło s tą condicją, iż j. mć p. Andrzej Konopnica spólnie z małżonką swoją j. mcią p. Helzbietą, miłując córkę swoję, a chcąc też sobie barziej przywdzięczyć j. mci p. Jakuba Zagórnego, przyszłego zięcia swego, tedy wcale zachowując aequalem divisionem inter caeteros cohaeredes filios filiasque suas, j. mci p. Jakubowi Zagórnemu zięciowi swemu i przyszłej małżonce jego j.mci p. Zuzannie in vim gratitudinis amorisque paternalis w srebrze, złocie, perłach, pieniądzach gotowych, sprzętach domowych – złotych cztery tysiące polskich przy weszelu, a j. mć p. Jakub Zagórny, odwdzięczając wszelką łaskę ich mciom pp. Konopnicom rodzicom swoim, a co większa miłość i chęć przyszłej małżonce swej oświadczając i onę do skutku przywodząc, tedy na wszytkich dobrach swych nieruchomych ziemskich, mianowicie w powiecie Olstyńskiem leżących, w biskupstwie Warmieńskim, pod wielebną capitułą, także ruchomych summach pieniężnych gdziekolwiek mających na ten czas i na potym mieć będących, srebrze, złocie, cynie, miedzi, bydle, sprzętach domowych – złotych dwanaście tysięcy polskich monety i lidzby polskiej zapisuje, daje, daruje tym contractem, tudziesz dożywocie na Worandach wsi w powiecie Olstyńskiem i młynie pontnuskim zapisuje, który contrakt obiedwie stronie roborują zakładem złotych dwunastu tysięcy polskich, jeśliby się która strona contractowi sprzeciwiła, a forum sobie in quocunque officio et iudicio regni naznaczając, do act wójtowskich i ławniczych lubelskich podać powinni ten contract, tam in toto, quam in parte wcale rachować sub eodem vadio, czas wessela naznaczając w niedziel cztery po Bożym Narodzeniu Pańskiem w roku P. 1634-tym przypadającym.”[2]

Posag był częścią rodzinnego majątku, którą otrzymywała kobieta od ojca lub opiekuna w związku z wyjściem za mąż. W momencie otrzymania posagu traciła ona prawo do spadku po rodzicach. Odpowiedzią na posag było wiano, które narzeczony zobowiązywał się do przyznania swojej przyszłej żonie. Stanowiło ono formę jej zabezpieczenia materialnego na wypadek śmierci męża. Wysokość wiana najczęściej równała się posagowi, bądź była dwukrotnie wyższa.

Wysokość posagu była jednym z czynników decydujących o późniejszej pozycji kobiety w małżeństwie. Z zapisów zachowanych w księgach miejskich wiadomo, że mieszczki lubelskie pochodzące z zamożnych rodów wnosiły mężom do majątku kamienice, ogrody, folwarki, grunty, zakłady produkcyjne (np. browary), wyroby złotnicze, klejnoty.

Oprócz posagu panna wychodząca za mąż otrzymywała wyprawę. W przeciwieństwie jednak do posagu, który najczęściej wypłacany był w postaci określonej sumy pieniężnej, wyprawę dawano w rzeczach. Składały się na nią zarówno przedmioty przeznaczone do użytku osobistego kobiety (np. biżuteria, odzież, pościel), jak i te, które pozostawały we wspólnym użytku małżonków (sprzęty domowe, naczynia).

Wyprawy mieszczek lubelskich pochodzących z zamożnych rodzin były bogate, o czym świadczą zapisy zachowane w aktach miejskich. Kiedy w 1678 roku rajca Mikołaj Kieremowicz wydawał swoją córkę Zofię za kupca lubelskiego Krzysztofa Asłanowicza podarował jej:

„Naprzód część w kamienicy mojej własnej w Rynku stojącej, izbę na tyle ze wszystkiemi do tej izby gmachami, tudziesz sklep w kamienicy Lemczyńskiej leżący, który trzymam od imćp. Gabryela Dobrogoszcza w tysiącu złotych. Item złota 1 łańcuch w grochowe ziarna czerwonych 21, kanak, w którym sztuk 23 z rubinami, połowica z perłami wielkiemi, 1 para maneli w grochowe ziarnka czerw. 10, 1 para maneli mniejszych z różnemi kamieńmi czerw. 6, 1 wstęga rubinowa, 2 zauszniczki rubinowe, 1 pierścień djamentowy wielki, 1 pierścień djamentowy w gwiazdę, 4 pierścieni rubinowych różnych, 1 krzyżyk djamentowy o 10 djamentach, 3 perły wiszące, 3 sznury pereł kałakuckich wielkich, 1 szpinga, szmaragd w pośrodku, dokoła rubiny, 1 pacierze koralowe, Dziesiątki srebrne złociste i metal srebrny. Szaty dane: 1 letnik atłasowy błękitny z złotemi koronami, 1 letnik atłasowy pstry z kabatem z koronami złotemi, 1 letnik ceglasty kitajkowy z kabatem, z galonem złotym, 1 letnik pomarańczowy kitajkowy z kabatem, korony złote, 1 inderak karmazynowy w paski, 1 vesta materiej jedwabnej z kwiatami, z złotemi koronami, 1 vesta kanawacowa z koronami złotemi, 1 kawalerka kanawacowa z koronami złotemi, 1 płasczyk jedwabnej materiej z kwiatami, około niego ogonki, 1 płasczyk barsczowy atłasowy podszyty, 1 sznurówka lamowa z galonem złotym, 1 sznurówka axamitna ze złotym galonem, 1 bujnet złocistej materiej z koronami wielkiemi, 1 bujnet materiej jedwabnej z koronami złotemi, 1 rękaw złocistej materiej z ogonkami, 2 rękawy teletowe w kwiaty, 1 pościel haftowana jedwabiem i złotem, 1 pościel z koronami wielkiemi, 1 pościel z koronami mniejszemi, 1 gezło zawojowe, u szyjej, u nóg haftowane. Item chust białych według należytości, 1 sztuka zawoju na bawełnice.”[3]

Po rękobraninach odbywał się ślub i wesele. Chociaż niewiele wiadomo o uroczystościach z okazji zaślubin, które odbywały się dawniej w Lublinie, to warto pamiętać, że ceremonie ślubne wyprawiane w gronie patrycjatu stanowiły okazję do pokazania zamożności i znaczenia rodu, a więc z pewnością musiały być wystawne. Przyczyną tego było zjawisko sarmatyzacji staropolskiego mieszczaństwa w sferze obyczajowości i kultury, któremu podlegał także patrycjat z Lublina. Polegało ono na przejmowaniu w XVI-XVIII wieku przez mieszczaństwo szlacheckiego, sarmackiego modelu życia, którego głównym przejawem był przepych i nadmierna konsumpcja. Patrycjat naśladował szlachtę w zakresie wystroju mieszkań, stroju, sposobu bycia, a także organizacji uroczystości rodzinnych, takich jak chrzciny, pogrzeby i śluby.

Śluby odbywające się w gronie miejskiego patrycjatu były wystawne. Na uroczystość zapraszano licznych gości i wynajmowano muzyków, aby uświetnili ceremonię. Pannę młodą ubierano możliwie jak najpiękniej. Co ciekawe, w protestanckim kręgu kulturowym przyszła mężatka brała ślub ubrana w ciemną suknię. Na zdjęciu: Scena ze sztambucha przedstawiająca orszak weselny, 1586/1600 r. (fot. G. Janssen). Źródło: Germanisches Nationalmuseum, Norymberga

Zawarcie związku małżeńskiego następowało w kościele. Lubelski patrycjat w szczególny sposób upodobał sobie Farę św. Michała Archanioła, która uważana była za najważniejszą miejską świątynię. Elita XVII-wiecznego Lublina chrzciła tu swoje dzieci, chowała bliskich zmarłych oraz zawierała związki małżeńskie. Podczas ceremonii zaślubin w świątyni młoda para składała przysięgę małżeńską, a także wymieniała pierścienie.

Fara św. Michała Archanioła była dawniej główną miejską świątynią. W jej murach członkowie lubelskiego patrycjatu organizowali chrzciny, pogrzeby, a także śluby. Na zdjęciu: Makieta nieistniejącego kościoła farnego św. Michała Archanioła (fot. P. Serafin).

Po powrocie z kościoła, nim goście zasiedli do uczty weselnej, rozpoczynano kwieciste oracje, śpiewanie pieśni i recytowanie wierszy, gdyż były one ważnym elementem XVII-wiecznych obrzędów weselnych. W utworach ku czci nowożeńców i odach weselnych wychwalano zalety państwa młodych, sławiono wybitnych przedstawicieli ich rodów, a także życzono pomyślności w małżeństwie i udanego potomstwa. Inspiracje dla weselnych laudacji stanowiły zwykle motywy mitologiczne, często łączone z biblijnymi.

Po zakończeniu tych ceremonii siadano do stołu i rozpoczynano długą i obfitą ucztę weselną, której towarzyszyły tańce. W czasie zabawy zaproszeni goście odprowadzali uroczyście młodą parę do łożnicy, gdyż dopiero po nocy poślubnej małżeństwo uważano za prawomocne.

W czasie wesela goście odprowadzali młodą parę do łożnicy. Obrzęd ten nazywano pokładzinami i był formą dopełnienia umowy formalnej, jaką było zawarcie związku małżeńskiego. Z czasem w zamożniejszych kręgach został zastąpiony przez „cukrową wieczerzę”, podczas której państwo młodzi zapraszali do swojej sypialni jedynie najdostojniejszych biesiadników, którym podawano głównie słodycze i wina. Na zdjęciu: Sztambuch należący do Michaela Heidenreicha, który powstał w latach 1601-1612. Źródło: Biblioteka Kórnicka.

I chociaż dążenie do spontaniczności uczuć oraz protest przeciwko barierom stanowym krępującym prawo do miłości z wyboru wybrzmi mocno dopiero w II połowie XVIII wieku, w dobie Oświecenia, to jednak czasami miłość okazywała się silniejsza od wielowiekowej tradycji aranżowania małżeństw. Tak było w przypadku mieszczki lubelskiej Barbary Konopniczanki i szlachcica Jana Rudnickiego, których historia wstrząsnęła miastem w 1602 roku. W święto Trzech Króli, kiedy Barbara wracała wraz z matką z kościoła, szlachcic z Rudnika porwał dziewczynę, pomimo iż za takie działanie groziły surowe kary. Po uprowadzeniu panny para szybko wzięła ślub w kościele w Dublanach. Barbara była córką ówczesnego rajcy i zamożnego patrycjusza Sebastiana Konopnicy. Rozgniewany ojciec próbował unieważnić zawarty bez jego zgody związek małżeński córki, interweniując w tej sprawie u samego króla i biskupa krakowskiego. Na próżno jednak, gdyż ostatecznie małżeństwo Barbary i Jana zostało zatwierdzone przez Kościół. Sebastian Konopnica nigdy nie wybaczył córce i niechcianemu zięciowi tej zniewagi. Barbara nie dostała od niego posagu ani wyprawy. W aktach miejskich zachował się napisany przez nią list do rajców, w którym prosiła ich o wstawienie się za nią do Sebastiana Konopnicy podkreślając, że: „Przez te pięć lat, jako jedno pan ociec i dobrodziej mój rozgniewał się na mnie, tak, że się ani patrzeć na mnie ani odrobiny chleba podać mi nie chce, o to, żem szła za szlachcica zamąż.”[4] Konopnica do śmierci nie przebaczył córce i cały majątek pozostawił w spadku dwóm synom. Dopiero od braci Barbara otrzymała należną jej część schedy.

Na fasadzie kamienicy Rynek 12, nad oknami pierwszego piętra widnieją płaskorzeźby przedstawiające Sebastiana Konopnicę i jego żonę Katarzynę z Kretków. Para doczekała się dwóch synów i córki Barbary, którą w 1602 roku porwał i poślubił szlachcic Jan Rudnicki. Na zdjęciu: Późnorenesansowa kamieniarka okien kamienicy Konopniców, Rynek 12 (fot. P. Serafin).

Historia ta pokazuje jak poważnie traktowano prawo rodziców do wyboru partnerów życiowych dla swoich dzieci, jak również kwestię zawierania małżeństwa z uwzględnieniem statusu materialnego i równości stanowej przyszłego małżonka.

„Waż równych z równymi” – głosi napis pod grafiką „Trutina Nupturientium” w księdze „Emblemata Saecularia”, niezachowany w Piwnicy pod Fortuną. A więc bacz na to, by przyszli małżonkowie byli osobami tego samego stanu i podobnej pozycji majątkowej – oto uniwersalna rada dla narzeczonych obowiązująca w tamtym czasie.

Waga była popularnym motywem pojawiającym się w sztambuchach, często w kontekście zawierania związków małżeńskich. Na zdjęciu: Sztambuch należący do Moysesa Walensa z Kolonii, który powstał w latach 1605-1615. Źródło: British Library

XVII-wieczny poeta Krzysztof Opaliński w satyrze „Na zaloty i małżeństwa nierówne i nieuważne” zapisał tę radę w formie wiersza:

„O równe się ty zawsze staraj ożenienie,

Żeby cię nie potkało takowe odrwienie,

Jakiego się podobno mało co spodziewasz. (…)

Jeśli szlachcic, szlachciankę niech pojmuje, jeśli

Chłop, chłopównę, a jeśli wielkiej familiji,

O takąż się niech stara. (…)”[5]

Wtórował mu inny XVII-wieczny poeta i moralista Wacław Potocki:

„A kto stan nierówny z żoną bierze

Słyszałeś i czytałeś o tym

Że tego dożywotnim przypłaca kłopotem

Równi, równego w tym związku naprzód szukać trzeba,

Kto chce zażyć pokoju, swobody i chleba.”[6]

Poważnie podchodzono nie tylko do kwestii zawarcia małżeństwa z osobą równego stanu i podobnej pozycji majątkowej, ale także starano się skutecznie egzekwować zobowiązania finansowe zapisane w kontraktach ślubnych. Gdy jedna ze stron z różnych powodów nie wywiązywała się z obietnic złożonych w intercyzie, druga kierowała często sprawę na drogę sądową. I tak na przykład, w 1623 roku pełnomocnik Jakuba Lubomelskiego oskarżył przed lubelskim urzędem wójtowsko-ławniczym rajcę kazimierskiego Mikołaja Przybyłę, a prywatnie teścia Jakuba Lubomelskiego o to, że nie wypłacił on obiecanego posagu, który zapisał swojej córce Potentii, gdy ta wychodziła za mąż za Lubomelskiego. Sprawy tego typu potrafiły ciągnąć się latami.

Pomimo iż zalecano małżeństwo z osobą tego samego stanu i podobnej pozycji majątkowej, to przywiązywanie zbyt dużej wagi do wysokości posagu bywało krytykowane. Poeta Krzysztof Opaliński pisał: „Do stanu małżeńskiego, ach, ach, pospieszamy / I on przed się bierzemy, nie żony szukając, / Ale złota i srebra, i hojnych posagów, / A na ostatku cnoty.”[7] Na zdjęciu: Francuska rycina z motywem wagi zatytułowana „Argent fait tout: mariage a la mode” z przełomu XVII i XVIII wieku. Zawarcie małżeństwa zostało potraktowane jako transakcja biznesowa, co podkreśla tekst pod ryciną. Źródło: University of Victoria

Od tamtej pory minęło kilkaset lat, obyczaje uległy zmianie, a malowidło w Piwnicy pod Fortuną wciąż przypomina nam jakimi kryteriami posługiwano się aranżując małżeństwa w XVII-wiecznym Lublinie.

Dziękuję Urszuli Gulbińskiej-Konopie za uwagi dotyczące tekstu.

Literatura:

Bogucka M., Miasto i mieszczanin w społeczeństwie Polski nowożytnej (XVI-XVIII wiek), „Czasy Nowożytne”, T. 22, 2009, s. 9-49; Bogucka M., Samsonowicz H., Dzieje miast i mieszczaństwa w Polsce przedrozbiorowej, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk – Łódź 1986; Buczkowa I., Kamienica Konopniców w Lublinie (tzw. Sobieskich), „Studia i Materiały Lubelskie”, T. II, 1963, s. 5-52; Bystroń J.S., Dzieje obyczajów w dawnej Polsce. Wiek XVI-XVIII, T. II, Warszawa 1960; Dutkiewicz J.E., Malowidła z XVI w. w tzw. winiarni w Lublinie [w:] Studia renesansowe, T. II, red. M. Walicki, Wrocław 1957, s. 134-212; Gulbińska-Konopa U., Konopa Ł., Odnalezione wzory graficzne późnorenesansowych polichromii w tzn. Piwnicy pod Fortuną w kamienicy Lubomelskich w Lublinie, „Tabularium Historiae”, T. III, 2018, s. 77-112; Jakimińska G., Elita władzy lubelskiej gminy miejskiej w latach 1555-1651, Lublin 2012; Jakimińska G., Sylwetki żon rajców lubelskich z lat 1555-1655 [w:] Scientia nihil est quam veritatis imago. Studia ofiarowane Profesorowi Ryszardowi Szczygłowi w siedemdziesięciolecie urodzin, red. A. Sochacka, P. Jusiak, Lublin 2014, s. 523-544; Karpiński A., Kobieta w mieście polskim w drugiej połowie XVI i w XVII wieku, Warszawa 1995; Krzywy R., Sarmaci w negliżu. Staropolskie epitalamia pokładzinowe (fescenniny), „Napis” nr 10, 2004, s. 81-96; Kuchowicz Z., Miłość staropolska. Wzory – uczuciowość – obyczaje erotyczne XVI-XVIII wieku, Łódź 1983; Kuchowicz Z., Obyczaje staropolskie XVII-XVIII wieku, Łódź 1975; Opaliński K., Satyry, opracował L. Eustachiewicz, Wrocław 1953; Riabinin J., Materjały do monografji Lublina. Lublin w księgach wójtowsko-ławniczych XVII-XVIII w., Lublin 1928; Riabinin J., Prawo małżeńskie wedle praktyki miejskiej lubelskiej w XVII wieku, Lwów 1933; Wadowski J.A., Kościoły lubelskie. Na podstawie źródeł archiwalnych, Kraków 1907.

 

Patrycja Serafin

 

[1] Tłumaczenia łacińskie za: Ł. Konopa.

[2] Archiwum Państwowe w Lublinie, Acta Advocatialia, 17, f. 491v.–492. Cyt. za: J. Riabinin, Materjały do monografji Lublina. Lublin w księgach wójtowsko-ławniczych XVII-XVIII w., Lublin 1928, s. 34-35.

[3] Archiwum Państwowe w Lublinie, Acta Advocatialia, 82, f. 245–247. Cyt. za: J. Riabinin, Prawo małżeńskie wedle praktyki miejskiej lubelskiej w XVII wieku, Lwów 1933, s. 8-9.

[4] Archiwum Państwowe w Lublinie, Acta Consularia, 117, f. 278. Cyt. za: I. Buczkowa, Kamienica Konopniców w Lublinie (tzw. Sobieskich), „Studia i Materiały Lubelskie”, T. II, 1963, s. 36.

[5] K. Opaliński, Satyry, opracował L. Eustachiewicz, Wrocław 1953. Na zaloty i małżeństwa nierówne i nieuważne, s. 48,50.

[6] Cyt. za: A. Karpiński, Kobieta w mieście polskim w drugiej połowie XVI i w XVII wieku, Warszawa 1995, s. 151.

[7] K. Opaliński, Satyry, opracował L. Eustachiewicz, Wrocław 1953. Na złe życie w małżeństwach i rozwody, s. 301.