Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Na blogu Ośrodka „Brama Grodzka -Teatr NN” opowiadamy o naszej codziennej pracy: o opiece nad pamięcią Lublina i Lubelszczyzny, poszukiwaniu śladów przeszłości, działaniach kulturalnych i edukacyjnych, sile wolnego słowa i Innym Lublinie. Tu też znajdziecie wpisy o wyjątkowych spotkaniach i niesamowitych ludziach, z którymi mamy szczęście współpracować. Te „opowieści z Bramy” snują dla Was pracownicy działów Bramy Grodzkiej, Trasy Podziemnej i Domu Słów.

Teatr NN

Śladami lubelskiej fary

Leszek Czarny, książę krakowski, sandomierski i sieradzki, na wieść, że Jadźwingowie w połączeniu z innymi ludami wpadli do ziemi lubelskiej, zniszczyli ją, i z wielką ilością jeńców i łupów powracali do swych kryjówek, poszedł za nimi z garstką rycerstwa w pogoń, a zapewniony cudownie we śnie od Ś. Michała Archanioła w czasie chwilowego spoczynku pod miastem Lublinem, że zwycięstwo otrzyma, dopędził ich między Narwią a Niemnem, zwyciężył i zniszczył doszczętnie barbarzyńców, odebrawszy im łupy i jeńców. (…) Leszek Czarny od tego czasu szczególniejszą miał cześć i nabożeństwo do Ś. Michała, sprawcy swej pomyślności i zwycięstwa. Powróciwszy zaś z wyprawy litewskiej, założył w Lublinie kościół parafialny pod wezwaniem Ś. Michała…[1]

Tak legendę fundacyjną fary przedstawił wybitny badacz dziejów świątyń lubelskich ksiądz Jan Ambroży Wadowski.

Sen Leszka Czarnego. Pocztówka z rysunkiem W. Barwickiego, 1915 r. Źródło: Cyfrowa Biblioteka Narodowa Polona.

 

Ufundowany przez księcia Leszka Czarnego w 1282 roku kościół szczycił się mianem najważniejszej i najbardziej reprezentacyjnej świątyni Lublina. To w jej murach skupiało się przez wieki religijne, społeczne i kulturalne życie miasta. Była ona niemym świadkiem doniosłych wydarzeń historycznych, rozkwitu i upadku Lublina. Niestety, z powodu wielu zaniedbań świątynia popadła w ruinę i w połowie XIX wieku została rozebrana.

O istnieniu kościoła św. Michała przypomina dziś jedynie puste miejsce przy ulicy Grodzkiej nazwane Placem po Farze oraz nieliczne elementy wyposażenia pochodzące z dawnej fary, a obecnie rozproszone po różnych kościołach i muzeach. Jakie pamiątki i ślady po tej najważniejszej niegdyś miejskiej świątyni przetrwały w Lublinie do naszych czasów?

 

Stojąc na Placu po Farze, warto rozejrzeć się. Oprócz współczesnej rekonstrukcji fundamentów kościoła św. Michała i makiety przedstawiającej tę świątynię, zachowały się tu dwie budowle wchodzące w skład dawnego kompleksu kościelnego: plebania przy ulicy Grodzkiej 11, powstała zapewne na początku XVII wieku oraz dom wikariuszy, określany też mianem mansjonarii znajdujący się pod adresem Archidiakońska 9. Mieszkali w nim mansjonarze, czyli duchowni, którzy w zamian za utrzymanie, mieli obowiązek stale rezydować przy świątyni św. Michała.

 

Niedaleko Placu po Farze położona jest bazylika dominikanów. Z prawej strony głównego wejścia do tej świątyni znajduje się fragment kamiennej płyty nagrobnej zmarłego w 1586 roku rajcy i burmistrza Lublina Erazma Lubomelskiego, przedstawiający herb Zadora, którym posługiwali się Lubomelscy. Pierwotnie płyta ta była umieszczona w centralnym miejscu, pośrodku kościoła farnego i stanowiła zamknięcie krypty, w której spoczął Erazm Lubomelski. Warto wspomnieć, że krypty kościoła farnego, który był najważniejszą świątynią Lublina, stały się miejscem pochówku wielu wybitnych obywateli miasta. Lubelski konserwator zabytków Józef Edward Dutkiewicz, który w latach 30. XX wieku badał fundamenty nieistniejącej fary św. Michała, nazwał tę świątynię „czcigodnym panteonem lubelskiego mieszczaństwa.[2] Podczas rozbiórki Fary, w 1854 roku płytę nagrobną Erazma Lubomelskiego przekazano ojcom dominikanom i wówczas fragment z herbem Zadora został umieszczony w chodniku, przed głównym wejściem do świątyni. Na początku XX wieku herb przeniesiono do wnętrza kościoła, umieszczając go w posadzce kruchty. Obecnie zaś jest wmurowany w ścianę bazyliki, tuż przy głównym wejściu.

Fragment płyty nagrobnej Erazma Lubomelskiego, wykonanej w 1622 r., przedstawiający herb Zadora. Obecnie wmurowany z prawej strony głównego wejścia do kościoła dominikanów. Fot. P. Serafin.

 

Będąc w tym miejscu, warto zajrzeć do wnętrza bazyliki dominikanów, gdzie w kaplicy św. Marii Magdaleny znajdziemy obraz „Pożar Lublina w 1719 roku”. Przedstawia on cud uratowania miasta od pożogi, który miał nastąpić po modlitwie i procesji zakonników i mieszczan z relikwią Drzewa Krzyża Świętego. Na obrazie widoczny jest XVIII-wieczny Lublin z najwyższą budowlą górującą nad miastem – farą św. Michała. Charakterystyczną sylwetkę świątynia zawdzięczała wysokiej na 65 metrów wieży, która – stanowiąc widokową dominantę miasta – z pewnością robiła wrażenie na zmierzających ku niemu podróżnych. Poprzez budowę tak wysokiej wieży, mieszczanie zapewne pragnęli uwydatnić pozycję Lublina, a także uczcić św. Michała Archanioła, patrona fary oraz miasta.

Kościół św. Michała w XVIII w. Fragment obrazu „Pożar Lublina w 1719 r.” w kościele dominikanów. Źródło: Biblioteka Multimedialna TNN.

 

Świątynią do której trafiło najwięcej elementów wyposażenia z likwidowanego kościoła farnego była katedra św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty. Do ciekawszych należy krucyfiks, nazywany Krzyżem Trybunalskim, znajdujący się w kaplicy Najświętszego Sakramentu. Pierwotnie znajdował się on w sali „ustępowej” Trybunału Koronnego. Było to miejsce do którego udawały się strony sporu wraz z adwokatami i publicznością, podczas gdy sędziowie naradzali się przed wydaniem wyroku w sali posiedzeń.

Krzyż Trybunalski utożsamiany jest z dwoma interesującymi przekazami. Pierwszy dotyczy znanej lubelskiej legendy opowiadającej o niesprawiedliwych sędziach Trybunału Koronnego, którzy podczas rozprawy pomiędzy magnatem i ubogą wdową mieli wydać krzywdzący kobietę wyrok. Tej samej nocy w Trybunale Koronnym pojawiły się czarty przebrane za sędziów i zmieniły niesprawiedliwy dla wdowy werdykt. Wówczas wiszący na tym krzyżu Chrystus miał – według legendy – odwrócić ze smutkiem twarz, ponieważ diabły okazały się sprawiedliwsze od ludzi.

Drugi przekaz związany z krucyfiksem trybunalskim dotyczy wydarzenia, które miało miejsce 9 maja 1727 roku, kiedy to zauważono łzy płynące z wizerunku Chrystusa. Szczegółowo historię tę opisał, posługując się zachowanymi dokumentami zawierającymi zeznania świadków, Kazimierz Podernia (K. Rawicz) w publikacji „Cudowny Krzyż Trybunalski w katedrze lubelskiej”:

W roku 1727, dnia 9 maja, gdy w Lublinie odbywał się trybunał pod laską marszałkowską Franciszka Salezego na Złotym Potoku Potockiego, wówczas jeszcze starosty bełskiego, podczas „ustępu”, tj. naradzania się sędziów nad wyrokiem, woźny trybunalski, Chadorowicz, szepnął coś oczekującemu w sali ustępowej na wprowadzenie swej sprawy, ks. Byszewskiemu, kanonikowi poznańskiemu, a ten, spojrzawszy na wiszący krucyfiks, zaraz „tubalnym głosem” do otaczających zawołał: „Mości Panowie, oto Krucyfiks płacze”, a następnie, „zakołatawszy mocno do Izby Sądowey, ze wszystkiemi prawie Arbitrami sive Pacyentami wpadł y sam naypierwszą czynił relacyą Prześwietnemu Trybunałowi”. „Relacya” ta ks. Byszewskiego sprawiła ogromne zamieszanie w sali obrad. Marszałek z deputatami pospiesznie opuścili swe miejsca i wybiegli do sali ustępowej, by się naocznie przekonać o rzeczywistości komunikowanego zdarzenia. Tu wszyscy ze zdziwieniem ujrzeli, że z oczu Ukrzyżowanego Zbawiciela płynęły łzy, spadając na Ciało Jego święte, – „w kąciku zaś oka prawego błyszczała łza duża jak wielogroch y iasna iak diament”.

Wieść o tem cudownem zdarzeniu, które trwało przez pewien dosyć długi przeciąg czasu, z izby trybunalskiej przeniknęła na ulicę i lotem błyskawicy obiegła miasto. Lud, wołając, „że Pan Jezus, na ratuszu lubelskim nad drzwiami, przy Sądowey Prześwietnego Trybunału Koronnego Izbie, iak niegdy nad miastem Jerozolimą płacze”, zaczął się zbiegać pod trybunał i cisnąć do sali, by na własne oczy oglądać cud dotąd niewidziany. Tymczasem członkowie trybunału i obecni, po ochłonięciu z pierwszego wrażenia, nie chcąc od razu przyjąć faktu, może z naturalnych wypływającego przyczyn, za cudowny, postanowili zbadać go w najdrobniejszych szczegółach. Rozkazali więc przynieść drabiny i po nich, jak sami, tak i obecni wchodzili do krzyża i z blizka płynącym łzom się przypatrywali. Wreszcie ks. Kamecki, kustosz i deputat krakowski, wszedłszy na drabinę, otarł puryfikaterzem płynące łzy i rozkazał, „aby ślusarze czyli kowale od muru krzyż odbili”, lecz „ci, położywszy swoie instrumenta, pokornie wymawiali się, że my znamy się być niegodnymi, niech kto inszy na siebie tę funkcyą weźmie, my damy czego do tego potrzeba. Iakoż tak się stało, bo dali młotów y inszych żelaz, do tego należących; I. W. Imci Xiądz Serakowski rzekł do Imci Xiędza Chlebowskiego, który był Archidyakonem y Deputatem z Kapituły Chełmskiey na ten czas: Mości Xięże Chlebowski, WMości Pan tu iest gospodarz, niech kto z Ichmościów Xięży młodszych idzie na drabinę”. Na skutek rozkazu ks. Chlebowskiego weszli na drabinę księża Czabajski i Piotrowski, obaj wikaryusze kolegiaty lubelskiej, powyciągali gwoździe, któremi krzyż do ściany był przytwierdzony i, zniósłszy go z największem uszanowaniem na dół, złożyli w ręce księży deputatów. Okazało się, że krzyż cały okryty był grubą warstwą kurzu i pajęczyny, i że na twarzy i piersiach Chrystusa znajdują się wyżłobienia w kurzu, które, spadające z oczu i płynące po ciele, łzy poczyniły. Przedewszystkiem wszyscy obecni obejrzeli owe wyżłobienia, następnie zaś z największą ścisłością zaczęto badać najprzód ścianę, na której wisiał krucyfiks, czy nie przepuszcza wilgoci, a później głowę Ukrzyżowanego, czy nie mieści w sobie jakiej maszynki do wydawania łez; lecz ściana była sucha, a w głowie nic nie wykryto. „Oglądał cały Trybunał, wszyscy Pacyenci y co tylko mogło bydź na ten czas ludzi na Ratuszu, ieżeli zkąd iakiego humoru nie było aplikowanego, ale uznawszy za rzecz cudu niepoiętego, obtarszy z prochu, tenże Krzyż wniesiono do Kaplicy Ratuszney za zamek dobry y gruntowny, w którey Kaplicy był dni kilka”. „Cały Prześwietny Trybunał oglądał y respective rewidował totum Corpus y Głowę Krucyfixa, ale żadnego nie uznał artyficialnego akkomodowania ludzką ręką do tey tak straszney wizyi, y owszem ten Krucyfix był wielce paięczyną y kurzem, alias prochem mocno przykurzony”. Otóż wskutek tych badań wszyscy obecni uznali, że łzy te w cudowny sposób były wywołane; księża więc obecni, gdy nic innego pod ręką nie mieli, swemi płaszczami krzyż z kurzu i pajęczyny obtarli, i ze czcią przenieśli go do kaplicy trybunalskiej, opatrzonej mocnemi zamkami, a umieściwszy go w ołtarzu i zapaliwszy lampy i świece przez lud przyniesione, odmówili pewne modlitwy. W kaplicy tej krzyż cudowny zaledwie dni kilka pozostawał, a to z tej przyczyny, że świeckie duchowieństwo kolegiaty lubelskiej, chcąc uprzedzić zakonników, starających się u trybunału o pozwolenie przeniesienia tego krucyfiksu do jednego ze swych kościołów, zabrało go do kolegiaty św. Michała.[3]

Krzyż Trybunalski. Kaplica Najświętszego Sakramentu w archikatedrze lubelskiej. Fot. U. Gulbińska-Konopa.

 

W ten sposób, 13 maja 1727 roku, zaledwie kilka dni po tym głośnym wydarzeniu, Krzyż Trybunalski został przeniesiony do fary św. Michała i zaczął tu ściągać rzesze wiernych.

Powszechnie uważano, że modlitwa do Ukrzyżowanego, połączona z ofiarą złożoną na lampę płonącą przed ołtarzem z tym krzyżem, pomaga wygrywać sprawy w Trybunale, pod warunkiem, że były one uczciwe. Wiele osób modliło się tu także o odzyskanie zdrowia. Jednym z nich był kanclerz wielki litewski Jan Fryderyk Sapieha, który po wyzdrowieniu ufundował złocony ołtarz przeznaczony dla Krzyża Trybunalskiego, sprowadzając w tym celu z Gdańska 66 książeczek złota. Ołtarz wykonał w latach 1741-1742 wybitny puławski snycerz Jan Eliasz Hoffman, na antepedium umieszczając herb fundatora. Krucyfiks trybunalski wraz z ołtarzem powstałym z fundacji Sapiehy znajdował się w prawej nawie świątyni św. Michała, w kaplicy pierwotnie znanej jako św. Jerzego, później zaś Pana Jezusa Ukrzyżowanego, bądź Cibavit.

Krucyfiks pozostał w farze do 27 sierpnia 1832 roku. Tego dnia, biskup Józef Marceli Dzięcielski ustanowił katedrą kościół pojezuicki. Wierni zgromadzeni w farze św. Michała podążyli wówczas w procesji do nowej katedry, zabierając ze sobą Krzyż Trybunalski.

Dziś znajduje się on w kaplicy Najświętszego Sakramentu, a nad nim widnieje napis: „Ten Cudowny Krzyż Trybunalski do r. 1727 pozostawał w Trybunale Lubelskim, później do r. 1832 w kolegiacie św. Michała; odtąd zaś w tej kaplicy. O Jezu, miłosierdzia!”

Z kolei złocony ołtarz ufundowany przez Jana Fryderyka Sapiehę z przeznaczeniem dla Krzyża Trybunalskiego trafił do kaplicy Najświętszej Maryi Panny w lubelskiej katedrze.

Ołtarz przeznaczony dla Krzyża Trybunalskiego. Kaplica Najświętszej Maryi Panny w archikatedrze lubelskiej. Fot. U. Gulbińska-Konopa.

 

Naprzeciw tego ołtarza, w tej samej kaplicy, znajduje się pochodzące z fary św. Michała epitafium znanego renesansowego poety, rajcy i burmistrza Lublina Sebastiana Klonowica. Zmarł on w 1602 roku i – podobnie jak wszyscy patrycjusze lubelscy – został pochowany w kościele farnym. Płytę wykonano w 1608 roku z czerwonego marmuru i została umieszczona w ścianie bocznego chóru świątyni św. Michała na polecenie krewnego Klonowica, Sebastiana Kajka, który był pisarzem konsystorza lubelskiego.

Na płycie znajduje się łaciński napis, pochodzący z ostatnich wersów poematu „Philtron” Klonowica, który w tłumaczeniu brzmi:

Gdy ciałem żyję, duszą rozmyślam o grobie,

Gdy ciałem umrę, wieczność zabezpieczę sobie.

A chociaż zgasnę, Jezus mnie oświeci,

Śmierć będzie zyskiem, gdy życie uleci.[4]

Dzięki biskupowi Walentemu Baranowskiemu, w 1876 roku epitafium Sebastiana Klonowica uzyskało w katedrze wtórną oprawę z białego marmuru z portretem zasłużonego obywatela miasta namalowanym przez Jana Strzałeckiego i wierszem Kajetana Koźmiana:

Zniszczył czas pomnik Leszka ku czci Archanioła

Ten kamień oszczędziły zwaliska kościoła

Zaszczyt miasta jak chwała wieszcza nie zaginie

Troskliwy Pasterz drugą zdobi nim świątynię.

Epitafium Sebastiana Klonowica. Kaplica Najświętszej Maryi Panny w archikatedrze lubelskiej. Fot. U. Gulbińska-Konopa.

 

Kolejnym wartym uwagi obiektem pochodzącym z fary św. Michała jest gotycka chrzcielnica w kształcie kielicha mszalnego, wykonana z brązu. Widnieją na niej trzy plakietki przedstawiające Matkę Boską z Dzieciątkiem, Ukrzyżowanie oraz Chrystusa na Majestacie. Przy górnej krawędzi kielicha znajduje się inskrypcja w języku starogermańskim: + HILF + GOD + MARIA + BEROD + AMEN („Dopomóż Boże i Mario do Chleba”), zaś u nasady w języku łacińskim: + AVE + MARIA + GRADIAPLENA („Zdrowaś Mario, łaski pełna”). Chrzcielnicę wykonano w krakowskim warsztacie ludwisarskim w XV wieku, a następnie trafiła do lubelskiej fary św. Michała, gdzie znajdowała się w pobliżu prezbiterium.

Chrzcielnica. Nawa główna archikatedry lubelskiej. Źródło: Archikatedra Lubelska.

 

Wykonany w XVIII wieku obraz Wszystkich Świętych znajdujący się w ołtarzu kaplicy św. Marii Magdaleny to również element wyposażenia nieistniejącej fary. Malowidło posiada rozbudowaną kompozycję: w jego górnej części widoczna jest Trójca Święta, w środkowej – Matka Boska otoczona grupą świętych. W centrum obrazu znajduje się św. Michał Archanioł, trzymający ognistą strzałę, a u jego stóp leży strącony anioł. Dolną część malowidła zajmuje grupa klęczącej i wznoszącej modlitwy szlachty. Obraz przeniesiono z fary do lubelskiej katedry w 1852 roku.

Obraz Wszystkich Świętych. Kaplica św. Marii Magdaleny w archikatedrze lubelskiej. Fot. U. Gulbińska-Konopa.

 

W zakrystii archikatedry natrafiamy na kolejny obraz pochodzący z kościoła św. Michała. Jest to płótno przedstawiające św. Barbarę z charakterystycznymi dla niej atrybutami. W lewej ręce trzyma ona gałązkę palmy symbolizującej męczeństwo i zwycięstwo nad śmiercią. W prawej ręce święta ściska kielich i hostię, ponieważ jak głosi tradycja, za życia miała modlić się o to, by nikt nie zmarł bez przyjęcia sakramentów, stąd też czczona była jako patronka dobrej śmierci i umierających. W tle, z prawej strony obrazu, widać wieżę nawiązującą do tradycji, według której św. Barbara była więziona w wieży, zanim zginęła śmiercią męczeńską. Pierwotnie obraz ten znajdował się w ołtarzu kaplicy pod wezwaniem tej świętej w lubelskiej farze.

Obraz św. Barbary. Zakrystia w archikatedrze lubelskiej. Fot. P. Serafin. 

 

Kolejną pamiątkę pozostałą po lubelskiej farze znajdziemy w skarbu archikatedry. Jest nią monstrancja pochodząca z połowy XVII wieku, która była używana w kościele św. Michała. Została wykonana w jednym z lubelskich warsztatów złotniczych, a ufundował ją wikariusz posługujący wcześniej w farze, Sebastian Ricius (Rycius). Posiada glorię otoczoną winną latoroślą, a w zwieńczeniu scenę Ukrzyżowania. Na stopie monstrancji umieszczono emblematy przedstawiające narzędzia Męki Pańskiej (arma Christi). Biskup Wojciech Skarszewski opisywał ją w wizytacji z 1799 roku: „Monstrancya srebrna cała wyzłacana, w winogran robiona, w około z kamyczkami czeskiemi, u wierzchu Korona z Dyamentami, których tak większych, iak i mniejszych iest Sztuk 116, nad tą P. Jezus na Krzyżu srebrny, wyzłacany, niżej Topas duży.[5] Monstrancja trafiła z fary do katedry w 1832 roku.

Monstrancja wykonana ok. poł. XVII w. Skarbiec archikatedry lubelskiej. Fot. P. Serafin.

 

W styczniu 2020 roku otwarto nową wystawę na chórze archikatedry, gdzie zgromadzono niedostępne dotychczas cenne eksponaty. Niektóre z nich pochodzą z nieistniejącej fary.

Do takich należą pochodzące z końca XVIII wieku srebrne ozdoby przeznaczone dla Krzyża Trybunalskiego – korona i perizonium (przepaska na biodra), które zaprezentowano na makiecie tego krucyfiksu, znajdującej się w jednej z gablot. Wokół rozmieszczono liczne XVIII i XIX-wieczne wota zawieszone na wstążkach, gdyż w taki właśnie sposób były one eksponowane w kościele farnym. Mają one różne kształty, wśród których znajdziemy serca, ręce, nogi, oczy, uszy, a nawet zęba, odnoszące się zapewne do chorych lub też uleczonych części ciała. Wota te mogły być składane w intencji błagalnej bądź dziękczynnej, w zależności od tego, czy składający je wierny dopiero prosił o cud czy został już on spełniony. Stanowią one interesujący przejaw staropolskiej pobożności, a także obrazują lęki i nadzieje dawnych mieszkańców Lublina.

Korona i perizonium z końca XVIII w. eksponowane na makiecie Krzyża Trybunalskiego. Wokół wota pochodzące z XVIII i XIX w. Ekspozycja na chórze archikatedry. Fot. P. Serafin.

 

W sąsiednich gablotach rozmieszczono kolejne wota związane z kultem Krzyża Trybunalskiego, który do 1832 roku znajdował się w farze św. Michała. Wśród nich wyróżniają się plakietki z przedstawieniami zwierząt gospodarskich. Ich widok nie może dziwić, zważywszy na fakt, jak dużą rolę odgrywały dawniej zwierzęta w gospodarstwach, stanowiąc źródło pożywienia i zarobku. Dary wotywne tego typu ofiarowano najczęściej w intencji dziękczynnej, np. za cudowne uzdrowienie zwierzęcia. W gablocie tej wyróżnia się także plakietka przedstawiająca niemowlę w beciku, ofiarowana przez pana Nieprzeckiego z Podlodowa na początku XIX wieku. Znajdziemy tu także wota z popularnym motywem oka opatrzności, jak również plakietki przedstawiające klęczące i modlące się postaci.

 

Interesującym zabytkiem eksponowanym na wystawie jest krzyż, który – jak twierdził ksiądz Wadowski – miał być wykonany z drewna dębu, pod którym spoczął Leszek Czarny w czasie swojej wyprawy na Jaćwingów w 1282 roku. Według legendy, podczas odpoczynku książę miał sen, w którym zobaczył św. Michała Archanioła, przepowiadającego mu zwycięstwo nad wrogiem. Po powrocie ze zwycięskiej wyprawy Leszek Czarny polecił ściąć drzewo i w tym miejscu ufundował świątynię pod wezwaniem św. Michała Archanioła. Pień ściętego dębu znalazł się pod mensą głównego ołtarza, o czym wspominał m.in. Seweryn Zenon Sierpiński, który miał szczęście widzieć jeszcze kościół farny na własne oczy. W publikacji zatytułowanej „Obraz miasta Lublina” wydanej w 1839 roku, pisał: „(…) a za wielkim ołtarzem szacowna pamiątka, pień tego dębu pod którym król spoczywał, obmurowany dotąd stoi.[6] Podobną informację podał Kazimierz Stronczyński, który w latach 1844-1855 stał na czele Delegacji Rządowej do badania starożytności w Królestwie Polskim: „(…) przy rozbieraniu murów tego gmachu znaleziono pod mensą wielkiego ołtarza pień dębowy starannie cegłą w koło obmurowany.[7] Niezwykłą pamiątkę po lubelskiej farze otrzymał pisarz Józef Ignacy Kraszewski, o czym wspomniał w „Nocach bezsennych”: „(…) kościółka tego dziś ani śladu. Gdy go rozbierano, pod wielkim ołtarzem, znaleziono w istocie szczątki pnia dębowego, którego ułamek mi przysłano. Podanie więc nie było zmyśleniem.[8] Krzyż znajduje się w jednej z gablot na wystawie, a pod nim informacja: „Wykonany z pnia drzewa (legendarnego dębu) znalezionego pod ołtarzem lubelskiej gotyckiej fary, w trakcie jej rozbiórki w połowie XIX w.

Po lewej: hostiarka z XVIII w. W centrum: krzyż wykonany ok. poł. XIX w. z pnia dębu pod którym miał spocząć Leszek Czarny podczas wyprawy na Jaćwingów. Po prawej: kielich wykonany w poł. XVIII w. z fundacji Krzysztofa Gorajskiego. Ekspozycja na chórze archikatedry. Fot. P. Serafin.

 

W tej samej gablocie znajdziemy XVIII-wieczną hostiarkę, którą duchowni posługujący w farze używali do dostarczania hostii chorym oraz złocony kielich wykonany w połowie XVIII wieku. Łaciński napis na stopie kielicha informuje, że ufundował go Krzysztof Gorajski, obywatel lubelski, do kaplicy św. Barbary w farze św. Michała. Należy pamiętać, że kościół farny był najważniejszą miejską świątynią, co powodowało, że mieszkańcy Lublina nie szczędzili pieniędzy na jej potrzeby. Do grona fundatorów należeli zamożni rajcy, kupcy i rzemieślnicy zrzeszeni w cechach oraz liczne rodziny mieszczańskie, które hojnie wspierały świątynię w formie dotacji i zapisów testamentowych.

W kolejnej gablocie wyeksponowano księgi parafii św. Michała dokumentujące chrzty, śluby i zgony od XVII do XIX wieku.

 

Tuż obok archikatedry stoi Wieża Trynitarska, gdzie odnajdziemy kolejną pamiątkę pozostałą po kościele farnym. Jest to dzwon Ludwik Mikołaj odlany w 1770 roku, który pierwotnie znajdował się w wieży kościoła św. Michała. Swoją nazwę zawdzięcza on plakietkom, odbitym po obu stronach dzwonu przedstawiających św. Ludwika z jednej i św. Mikołaja z drugiej strony. Na płaszczu dzwonu znajduje się również data jego wykonania, motywy roślinne i figurki aniołków, a także inskrypcja informująca o wykonawcy, którym był gdański ludwisarz Carl Gottfried Anthony. Dzwon został w 1825 roku przeniesiony z fary do kościoła pojezuickiego, remontowanego wówczas na katedrę i umieszczony na Wieży Trynitarskiej, gdzie znajdował się do 1915 roku. Wtedy też na mocy dekretu gubernatora lubelskiego został wywieziony do Rosji. Po zawarciu traktatu ryskiego, powrócił on w ramach rewindykacji w 1922 roku i został ponownie umieszczony na Wieży Trynitarskiej, gdzie znajduje się do dziś.

Dzwon Ludwik Mikołaj z 1770 r. Wieża Trynitarska. Fot. P. Serafin.

 

W zakrystii kościoła kapucynów na Krakowskim Przedmieściu natrafiamy na kolejny element wyposażenia nieistniejącej fary. Jest to obraz „Sen Leszka Czarnego”, przedstawiający legendę fundacyjną kościoła farnego. Pierwotnie znajdował się on w zwieńczeniu głównego ołtarza fary. Na obrazie widoczny jest pogrążony we śnie Leszek Czarny, któremu ukazuje się Archanioł Michał. Wręcza on księciu miecz zachęcając go do walki, a drugą ręką wskazuje na rozgrywającą się w oddali bitwę. Za namiotem księcia widać uzbrojone, gotowe do walki wojsko. Przy górnej krawędzi obrazu, po obu stronach, przedstawiono anioły dmące w trąbki. Płótno trafiło do kościoła kapucynów przypuszczalnie w 1832 roku.

Obraz „Sen Leszka Czarnego”. Zakrystia w kościele kapucynów na Krakowskim Przedmieściu. Fot. U. Gulbińska-Konopa.

 

Szukając pamiątek po kościele św. Michała, warto zajrzeć też do Muzeum Wsi Lubelskiej, gdzie znajdziemy drewnianą rzeźbę Chrystusa Ukrzyżowanego, wykonaną zapewne w XIV wieku, obecnie poddawaną zabiegom konserwatorskim. Jest to prawdopodobnie najstarszy znany zabytek pochodzący z fary św. Michała, który zachował się do naszych czasów. Z powodu braku informacji o wystroju i wyposażeniu kościoła farnego przed połową XV wieku, nie wiadomo dokładnie, gdzie krucyfiks znajdował się w świątyni. Być może – jak sugeruje profesor Kuczyńska – był umieszczony w prezbiterium, w pobliżu głównego ołtarza. Podczas rozbiórki kościoła św. Michała krzyż trafił do jednej z kamienic przy ulicy Grodzkiej, gdzie przetrwał aż do czasów powojennych, później zaś włączono go do zbiorów Muzeum Wsi Lubelskiej.

Rzeźba Chrystusa Ukrzyżowanego. Zbiory Muzeum Wsi Lubelskiej. Fot. K. Wasilczyk, Archiwum Fotograficzne Muzeum Wsi Lubelskiej. Zdjęcie dzięki uprzejmości Dyrekcji Muzeum Wsi Lubelskiej.

 

Kończąc naszą wędrówkę śladami lubelskiej fary, zajrzyjmy jeszcze na cmentarz przy ulicy Lipowej, gdzie znajduje się niewielki pomnik zawierający szczątki ludzkie wydobyte z grobów kościoła św. Michała oraz przykościelnego cmentarza. Warto pamiętać, że dawniej zmarłych chowano zarówno w podziemiach świątyń, jak i na przykościelnych nekropoliach, przy czym obowiązywała swoista hierarchia, zmarłych bowiem grzebano wedle godności. Tych o najwyższej pozycji społecznej, a więc duchownych i mieszczan należących do patrycjatu chowano bezpośrednio w kryptach fary św. Michała. Pozostałe osoby były grzebane na cmentarzu przykościelnym. Pochówki na nekropolii przy kościele farnym odbywały się do XVIII wieku, kiedy to utworzono nowy cmentarz parafialny, zlokalizowany wówczas poza miastem (dziś przy ul. Lipowej). Podczas rozbiórki fary św. Michała wydobyto z krypt świątyni i cmentarza przykościelnego szczątki ludzkie, a następnie po odprawieniu nabożeństwa żałobnego w katedrze, przeniesiono je w procesji na nową nekropolię i tam pogrzebano. Uroczystość ta odbyła się w maju 1852 roku.

Grób ze szczątkami przeniesionymi z kościoła św. Michała i cmentarza przykościelnego. Cmentarz przy ulicy Lipowej. Fot. P. Serafin.

 

Rozbiórka lubelskiej fary św. Michała trwała w latach 1846-1855 i odbyła się bez należytej staranności. Zaginęło wówczas wiele cennych zabytków, w tym płyty nagrobne, które wykorzystano m.in. do ułożenia posadzek i progów w domach przy ulicy Grodzkiej. Część przedmiotów, która przetrwała rozbiórkę, została później zniszczona przez upływ czasu, wywieziona w czasie zaboru rosyjskiego, bądź zaginęła. Swoje piętno odcisnęła też druga wojna światowa, podczas której niemiecki okupant rabował i niszczył zabytki skarbca katedralnego, wśród których znajdowały się również te, pochodzące z kościoła farnego.

Fara św. Michała, będąca niegdyś najważniejszą miejską świątynią, nie przetrwała do naszych czasów, a cennych zabytków, które upiększały dawniej ten kościół zachowało się niewiele. Warto jednak pamiętać o tych, które przetrwały, gdyż w każdym z nich kryje się historia, będąca częścią dziejów Lublina.

 

 

Literatura:

Czajkowska B. (red.), Złotnictwo lubelskie ze zbiorów muzealnych i kolekcji prywatnych. Katalog wystawy, Lublin 2017; Dębiński K., Przewodnik dla zwiedzających kościół katedralny lubelski, Lublin 1912; Dutkiewicz J.E., Odkrycie fundamentów d. kościoła św. Michała w Lublinie w r. 1936-1938 [w:] Księga pamiątkowa ku czci Jego Ekscelencji X. Biskupa Mariana Leona Fulmana, cz. III, Lublin 1939, s. 18-40, Kazimierza Stronczyńskiego Opisy i widoki zabytków w Królestwie Polskim (1844-1855). T. V. Gubernia Lubelska, oprac. J. Teodorowicz-Czerepińska, G. Michalska, J. Studziński, Warszawa 2014; Kraszewski J.I., Noce bezsenne. Fantazye na tle czarnem, „Tygodnik Ilustrowany”, 1888, T. 11, nr 266, s. 65-66; Kuczyńska J., Kościół farny św. Michała w Lublinie, Lublin 2016; Kuczyńska-Mędrek J., Gotycka chrzcielnica brązowa w kościele katedralnym w Lublinie, „Roczniki Humanistyczne”, T. XVIII, z. 5, 1970, s. 19-34; Nowak B. (red.), Lublin. Przewodnik, Lublin 2014; Podernia K. (Rawicz K.), Cudowny Krzyż Trybunalski w katedrze lubelskiej, Kraków 1894; Sierpiński S.Z., Obraz miasta Lublina, Warszawa 1839; Szewczyk-Prokurat D., Archikatedra Lubelska. Przewodnik, Lublin 2009; Szewczyk-Prokurat D., Skarby Archikatedry Lubelskiej, Lublin 2006; Wadowski J.A., Kościoły lubelskie, Kraków 1907; Wiśniewska H., Renesansowe życie i dzieło Sebastiana Fabiana Klonowica, Lublin 2006.

 

 

[1] J.A. Wadowski, Kościoły lubelskie, Kraków 1907, s. 102.

[2] J.E. Dutkiewicz, Odkrycie fundamentów d. kościoła św. Michała w Lublinie w r. 1936-1938 [w:] Księga pamiątkowa ku czci Jego Ekscelencji X. Biskupa Mariana Leona Fulmana, cz. III, Lublin 1939, s. 19.

[3] K. Podernia (K. Rawicz), Cudowny Krzyż Trybunalski w katedrze lubelskiej, Kraków 1894, s. 6-9.

[4] Tłum. z łac. J. Detmerski. Cyt. za: H. Wiśniewska, Renesansowe życie i dzieło Sebastiana Fabiana Klonowica, Lublin 2006, s. 109.

[5] Cyt. za: B. Czajkowska (red.), Złotnictwo lubelskie ze zbiorów muzealnych i kolekcji prywatnych. Katalog wystawy, Lublin 2017, s. 37.

[6] S.Z. Sierpiński, Obraz miasta Lublina, Warszawa 1839, s. 41.

[7] Kazimierza Stronczyńskiego Opisy i widoki zabytków w Królestwie Polskim (1844-1855). T. V. Gubernia Lubelska, oprac. J. Teodorowicz-Czerepińska, G. Michalska, J. Studziński, Warszawa 2014, s. 27.

[8] J.I. Kraszewski, Noce bezsenne. Fantazye na tle czarnem, „Tygodnik Ilustrowany”, 1888, T. 11, nr 266, s. 66.